piątek, 29 listopada 2013

Ja i Draco. Rozdział 8

Siemka. Już jestem ja i kolejna część! Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I proszę o komentarze!

_______________

Dni mijały mi powolnie. I nie najlepiej.  Moim głównym zajęciem była nauka. Nie miałam czasu na nic. NA NIC! Nie mogłam się spotkać z Draco. Czekałam tylko na upragnioną sobotę.
Chyba nie było nic gorszego od eliksirów. Snape uwziął się na wszystkich... Tylko za to, że ja byłam z Draco.
Ginny i Neville opowiadali, że Snape na nich jest bardziej cięty niż zawsze.
-Żebyś widziała jedną z Ślizgonek. Robiliśmy jakiś eliksir co powinien być koloru srebrzysty i mieć słodki zapach. A jej był fioletowy i ostry zapach! -prawie krzyknęła- Ona dostała 4+, a ja 3-! Rozumiesz?!
-Aah... Jego kochani Ślizgoni... -westchnęłam.
-Tsaaa... Ostatnio Malfoy przestał być jego pupilkiem. Zaczął dostawać trójki, a w najlepszym wypadku czwórki.-powiedział Neville- Zaczynam my współczuć.
-Ja też. - powiedziałam. Zaczęliśmy się śmiać.
-Po za tym on chce poinformować o tym jego rodziców.-dodał.
-CO?!-krzyknęłam zszokowana.
-Ej, Neville, a nie musisz pójść ze mną po coś do biblioteki?- zapytała Ginny. Chyba Neville powiedział za dużo.
Ale mimo to bardzo ich lubię. Są jednymi z moich najlepszych przyjaciół. Zazwyczaj mnie rozumieją i wspierają. Dodatkowo Neville zawsze mnie rozśmiesza.
-Przepraszam Cię, Luna, ale musimy iść.-powiedzieli- Do zobaczenia!
-Cześć- krzyknęłam. I zaczęłam rozmyślać o tym co Neville powiedział. 
Ciekawe jak jego rodzice na to zareagują... Może nie będzie tak źle. Może pozwolą mu być szczęśliwym?
Ogarnął  mnie niepokój.
A co jeśli zabronią mu się ze mną spotykać?  Zabiorą z Hogwartu?  I nigdy więcej się nie zobaczymy?
Nie, nie, nie! Nie chcę! Nie mogę! 
Przestań o tym myśleć!
Masz przestać!
Uspokój się!
Nic złego się nie stanie!
***
Ze wszystkich dni w tym tygodniu najgorsza była środa. Miałam wszystkiego dość. Zwłaszcza ludzi...
Dzień zaczął się normalnie.
Na śniadaniu siedziałam koło Cho. Całe śniadanie przegadałyśmy. Z tego wszystkiego nie pamiętam nawet o czym, ale praktycznie cały czas się śmiałyśmy. 
Przyleciała sowa od mojego taty.  Był przy niej najnowszy  "Żongler" i... Przeraziło mnie to... To była... CZERWONA KOPERTA! WYJEC! Tata przysłał mi wyjca!
-Tylko nie to! -krzyknęłam na całą salę.
-Szybko weź wybiegnij!- powiedziała. Biegam dość szybko, ale teraz gnałam ile się w nogach. Na szczęście wyjec wybuchnął na schodach.
-LUNO LOVEGOOD! DLACZEGO NIE ODPISUJESZ MI NA LISTY?!-wyjec darł się głosem ojca- CZY COŚ CIĘ ŁĄCZY Z MŁODYM MALFOYEM?!
Cholera... Czyli tata wie, a to znaczy, że dobrze nie jest. 
Skąd on to wie? Może już rodzice Draco wiedzą i mój ojciec się od nich dowiedział.  Póki co się nie dowiem.
Wiedziałam już, że do końca dnia nie odzyskam tak dobrego  jak miałam przed dostarczeniem wyjca. No cóż... Będę musiała wytrzymać.
Poszłam do wieży. Było za dziesięć siódma. Wzięłam torbę i zaczęłam iść do sali, gdzie mieliśmy Transmutację.
Na przed ostatniej lekcji czyli historii magii, jak zawsze było nudno. Profesor Binns znów coś dyktował.  Musieliśmy zapisywać jakieś daty. Oczywiście nikt tego nie robił. Wszystko co nam dyktował było w podręczniku.
-Napiszcie o Wielkim Zlocie Czarodzieji z 999r. na dwa zwoje. - tak brzmiała praca domowa. Profesor Binns zadaje nam tą pracę przynajmniej raz w tygodniu i zawsze oddajemy mu tą samą, a on i stawia różne oceny.
Wyszłam z sali od historii i natknęłam się na grupę Ślizgonek. Chyba były na trzecim roku, czyli są o rok młodsze ode mnie. Specjalnie przeszłam koło nich wolno, żeby słyszeć o czym mówią.
-Oh... Szkoda, że takie ciacho jak on chodzi z kimś takim. -stwierdziła długowłosa szatynka.
-Ona nawet człowiekiem nie jestem. - stwierdziła blondynka o fioletowych oczach.
-To jest coś. - dodała wysoka dziewczyna o jasnobrązowych włosach.
-No cóż. Widzicie jak jest. Ale jak on mógł wybrać Pomylunę? - kontynuowała szatynka- Nie wiem jak Wam, ale mi to kompletnie złamało serce.
Normalnie nie przejmowałabym się nimi, ale przez wyjca zrobiło mi się smutno. Myślałam, że się popłaczę, ale najgorsze było przede mną.
Zaczęły iść. Ja za nimi.
-Chyba każdej normalnej dziewczynie. -wtrąciła się niska pieguska -Oprócz tych przemądrzalców z Ravenclaw i kretynek z innych domów co czasem wyglądają jak małpy.
Zatrzymały się stanęły w kółku, a ja szłam dalej.
Nagle ktoś mnie popchnął i wpadłam na szatynką.
-Oh! Weź sie ogarnij! -krzyknęła - Myślisz, że tobie wolno wszystko?! To się mylisz! To że chodzisz z Draco nie znaczy, że jesteś pępkiem świata.
-Jakbyś nie była tak zadufana w sobie- nie wiadomo skąd wyłonił się Draco- zauważyłabyś, że ktoś popchnął. No ale skoro widzisz tylko czubek swojego nosa, a innych ludzi nie dostrzegasz to tak sie dzieje.
-A może byś zobaczył ile dziewczyn zraniłeś?! -krzyknęła.
-A wiesz, że Ty więcej osób zraniłaś niż ja dziewczyn? -był opanowany. To na pewno nie była maska.
-Skąd Ty to niby wiesz? - szatynka była oburzona, a w okół wszystkich zebrali się ludzie.
-To widać. -powiedział i mnie objął- Chodź, kochanie.
-Co teraz masz? -zapytałam.
-Nic. Mam godzinę wolną, a potem transmutację- odpowiedział- Teraz masz eliksiry?
-Tak.
-Współczuję. -powiedział.
-Czemu? -zdziwiłam się.
-No bo wiesz pierwsze mam eliksiry.  -powiedział sie śmiejąc- I trochę z Harry'ym go wkurzyliśmy. Hermiona i Ron zresztą też. A teraz będzie bardziej wkurzony, przez Mandy.
-Kto to Mandy?-zapytałam.
-Ta brunetka, z którą się z nami wykłócała.- powiedział. Naturalnie jak to chłopak. Kolorów włosów nie rozróżniał.
-Szatynka.-poprawiłam go.
-Co za szatynka? -zdziwiony uniósł lekko jedną brew.
-No ta Mandy. Ona jest szatynką. -powiedziałam z naciskiem na trzy ostatnie słowa.
-A to jest jakaś różnica? -typowa chłopak - Dobra leć już. Później mi wytłumaczysz.
-Pa-wspięłam się na palce by pocałować go w policzek. 
Niestety musiałam już iść. Mój humor robił się coraz gorszy, ale nie dawałam po sobie tego poznać.
Weszłam do klasy równocześnie z Chambers,dziewczyną z którą siedzę. Na szczęście Snape'a jeszcze nie było, więc spokojnie zajęłyśmy miejsca. Ale i tak spokój długo nie potrwał.
Snape wparował, dosłownie wparował, do klasy. I trzasnął drzwiami, a jego szata jeszcze nie skończyła powiewać Widać, że był wkurzony.
Mogłam się spytać  czym oni go wkurzyli. Oj tam, potem się spytam.
Snape podszedł do tablicy i zaczął szybko wypisywać składniki do wywaru. Domyśliłam się, że  będziemy robić jakiś strasznie trudny wywar.
-Macie go zrobić przez całą lekcję. -Snape niemalże warknął.
Wszyscy rzuciliśmy się do szafki z składnikami. Ja jako pierwsza wzięłam potrzebne składniki.
Zaczęłam spokojnie robić eliskir.
Snape krążył po klasie. Chyba tylko czekał żeby się na kimś wyżyć. Okazja się mu nadarzyła. Niestety. Trafiło na mnie.
-Panno Lovegood! Te chrząszcze są potrzebne dwa, a nie trzy!-warknął.
-Ja pomagam Chambers. -odpowiedziałam.
-Panna Chambers ma własne ręce i zrobić sama może!-oczy Snape'a rzucały błyskawice, które chciały nas zabić.
Odszedł od nas na 5 minut. Dosłownie.  Wrócił i znowu się przyczepił.
-Panno Lovegood. Powinna pani dawno zacząć mieszać, a nie dopiero teraz gdy wrze.-powiedział- Zostaje pani na chwilę po lekcjach.
-Dobrze, profesorze. -odpowiedziałam zrezygnowana. Przez resztę lekcji się już nie przyczepiał do mnie, ale oberwało się kilku osobom i oni też zostali po lekcji.
Lekcja już się skończyła. Czekaliśmy aż Snape coś powie.
-A więc, szanowni państwo, wszyscy w tę sobotę dostaniecie karę.-powiedział spokojnie.
-Ale ja gram w drużynie quidditcha. A w sobotę jest mecz! - krzyknął Jasper.
-Trudno. Ktoś inny się za pana stawi.  -na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek - Kontynuując. Wszyscy w sobotę macie się stawić o 9.00 u pana Filcha. Zrozumiano?
-Tak.- powiedzieliśmy chórem.
-A! I panno Lovegood to że pani spotyka się z kimś nie znaczy, że może być pani lepsza dla innych.-dodał Snape. Prawie się przez to popłakałam.
Miałam już dosyć. Chciałam, żeby ten dzień się skończył. Żeby ludzie mnie nie widzieli. Żeby nikt nie był wstanie popsuć mi humoru.

5 komentarzy:

  1. Jej, świetne! :) Trafiła się czasem jakaś literówka czy coś, ale nie zważając na to było super!

    OdpowiedzUsuń
  2. 'A! I panno Lovegood to że pani spotyka się z kimś nie znaczy, że może być pani." - o co chodzi w tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagę. Poprawiłam.
      Miało być, że lepsza od innych.

      Usuń
  3. Wspaniałości ^^ / Furia

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej czekaj...
    Ja chyba jestem jednak typowym mężczyzną O_o
    Szatynka ma brązowe czy czarne włosy?
    A brunetka? XD

    OdpowiedzUsuń

*Komentarz jest dla nas motywacją, a jeśli coś Ci w danym rozdziale nie pasuje lub jest błąd napisz to w komentarzu. Postaramy się to zmienić.
* Staraj się komentować treść rozdziału. :)
*Weryfikacja obrazkowa wyłączona
* Nie zostawiaj linków do swojego bloga pod rozdziałem.
*Używaj Mapy Huncwotów i Myślodsiewni