środa, 6 sierpnia 2014

Ja i Draco. Rozdział 15

Hej. Tak jak chcieliście, dodaję mój rozdział przed Gabi. Mam nadzieję, że się spodoba. Za 5 komentarzy kolejna część. Miłego czytania! 
_______________


-Marietta! - krzyknęła przerażona Cho - Nie rób tego! Nie chcesz tego robić!
- Ale muszę! To wszystko dzięki niemu! On mnie nakłonił! I... I dobrze, że to zrobił! - odpowiedziała jej Marie- Inaczej nie zdobędę tego co mi się należy. Te wszystkie lata tej ukrywanej przed światem miłości i robienia wszystkiego żeby z nim być, mają iść na marne? Oczywiście, że nie! Wystarczy wyeliminować tylko jedną osobę. A rok temu... Brakowało jednej rozmowy, a bym z nim była! Tamta rozmowa miała wszystko zmienić, ale ktoś nam przerwał.
      O kim ona mówi? Czyżby Cedrik ją odrzucił i znowu chciałby być z Cho? Czy może jednak ktoś inny? Marietta zaczęła ciskać wzrokiem pioruny. Zdawało mi się, że wszystkie były skierowane we mnie. A może... Osoba, o której ona mówi to... Nie! To tak nie może być!
-Czy ona mówi o Draco? - odwróciłam się w stronę Cho i bezgłośnie się zapytałam. Kiwnęła głową. Stała coraz bliżej mnie i Draco. Z każdym jej słowem robiła krok w naszą stronę. Rakoczy stał spokojnie z poważną miną. Uśmiech zszedł z jego twarzy. W prawej ręce trzymał przygotowaną do ataku różdżkę.
- A 3 lata temu nawet go pocałowałam. Udałam, że się potknęłam i przypadkowo wpadłam na niego. Ustami także. - kontynuowała swój monolog. - Tamta nieudana rozmowa by wszystko zmieniła, a potem nie miałam już jak z nim porozmawiać. Cierpliwie czekałam na koniec wakacji by móc go zobaczyć. Chciałam z nim porozmawiać, ale on miał głowę chmurach albo...
Przerwała, by rzucić mi spojrzenie pełne nienawiści.
- To było najgorsze. Bolało i raniło jak cholera! Wypytywał się o nią! - wskazała na mnie - Teraz jest jeszcze gorzej... Są razem! Na moje szczęście, jeszcze komuś to przeszkadzało. Chociaż inaczej... Nie tylko mi ona przeszkadzała. Gdyby  nie on nie zrobilibyśmy tego. On jest pomysłodawcą.
- Przeszkadzała czy nie, ale nie musicie tego robić! - krzyknął Draco. - Zrobię wszystko, ale zostawcie ją w spokoju!
- Świat bez niej byłby piękniejszy. - z za plecy Marietty wydobył się męski głos. - Im mniej zdrajców krwi tym lepiej, pamiętaj Draco. Ona musi za to zginąć. Po za tym zasługujesz na kogoś lepszego, chłopie.
       Cho stała już koło mnie. Różdżkę trzymała tak jak każdy w tej chwili, gotową do użycia. Rakoczy był tylko zabawką w rękach Marietty i jeszcze nieznanej mi osoby. Miał mnie tylko tu zatrzymać, a oni mieli już skończyć wszystko. To dziwne... Cała ta sytuacja trwała nie więcej niż 5 minut. Każdy wyrzucał z siebie słowa z niezwykłą szybkością. Marietta zaczęła się niecierpliwić.
-Zabini. - mruknął Malfoy - Że też się nie domyśliłem.
Czyli to on, Zabini. Zabini jest prekursorem tego wszystkiego. Tej całej akcji. Co ja mu zrobiłam?
- Dobra... Marie, wystarczająco się nagadałaś. - powiedział jej towarzysz. - Przejdźmy do rzeczy. 
- Załatwmy to szybko. Teraz albo nigdy! - powiedziała - Muszę to dostać.
- Przecież jak to zrobisz on cie znienawidzi! - krzyknęłam do niej. Miałam nadzieję, że podziała.
- Może i tak. - powiedział Zabini- Drugiej takiej szansy nie będzie.
Nadzieja umarła. Już po mnie. To już koniec.
- Ava... - Ślizgon zaczął wypowiadać zaklęcie. Zrobiło mi się słabo.
- Expeliarmus! - krzyknęli moi kompani przerywając mu wypowiadanie zaklęcia.
Zemdlałam.
***
       Przed oczami miałam wiele obrazów układających się w jedną historię. Każdy z nich oddzielało mignięcie. Zaczęło się to od urywków z życia małej dziewczynki o blond włosach. Poznawałam ją, ale nie mogłam przypomnieć sobie kto to był. Następnie poszła do szkoły. Po kilku tygodniach, a może to były dni? Nieważne. Blondyneczka została wytykana, wyśmiewana i przezywana.  Przez parę lat miała niewielu przyjaciół, żaden chłopak się nią nie interesował. W końcu odnalazła swoją miłość. Był to wysoki blondyn, jego włosy były jaśniejsze od jej włosów. Kolejne obrazy ukazywały ich szczęście. Pierwszy pocałunek, wspólnie spędzony czas. Ostatnie sceny ukazały ostrą wymianę zdań między nimi, a dwójką innych osób. W końcu blondynka upadłą na ziemię. Chyba nie żyła. Już wiedziałam kto nią jest. Tą blondynką byłam ja...

***

       I znowu pobudka w skrzydle szpitalnym. Tym razem obudziłam się w nocy. To dobrze. Ba, nawet lepiej, bo nic mnie nie boli. Najlepsze jest w tym, że mam czas pomyśleć o tym co się wydarzyło.
       Marietta... 5 lat skrycie kochała Dracona. Była jedną z dziewczyn, z którymi się całował. A może jej nie wliczał? Tego nie wiem, ale na pewno  ponad rok temu zostaliby parą. Na moje szczęście, którym bym przypłaciła życiem, coś nie wyszło. Czy on ją kochał? Jeśli tak, to czemu dokładniej nie zostali parą? A może chciał z niej porobić sobie żarty w ten niezbyt wyrafinowany sposób? Jeśli czuł do niej coś więcej,  musiało się coś wydarzyć przez co się do niej zniechęcił. Nie wiem czy powinnam, ale się go oto zapytam. 
       Pozostałą mi już kwestia Cedrika w tym wszystkim. Może on też był zabawką? Cho była załamana po jego odejściu. Przez kilka tygodni byłam zajęta pocieszeniem jej, pomaganiem w kilku sprawach i spotkaniami z Draco. Przez to przestałam zwracać uwagę na Mariettę. W tym czasie mogła powoli zacząć wprowadzać w życie swój plan. Jej pomysł był inny, ale to pewnie Zabini ją omotał i wybrali jego plan, którym było uśmiercenie mnie. Prawie im się udało, ale Draco ich rozszyfrował. Z kolei Marietta nie mogąc już dłużej tak wytrzymać powiedziała o wszystkim Cho. Moja przyjaciółka nie zdążyła mi przekazać ich planów. W nocy, aby osłabić czujność Draco "pozwolili" nam wszystkim spędzić noc razem. Oni w tym czasie udoskonalali i szykowali się do wypełnienia swojej "misji". 
-O! Już się obudziłaś? - zapytała pani Pomfrey. 
-Tak. A co z moimi przyjaciółmi? -dopiero teraz przypomniałam sobie o ich istnieniu.
-Nic poważnego im nie jest. Tobie też nie. - odpowiedziała, a ja odetchnęłam z ulgą. - Jest 4 rano, idź spać dalej. Za kilka godzin przyjdzie profesor Dumbledore i porozmawia z tobą. Pojutrze na pewno was wypuszczę.
       Wyszła. Uniosłam głowę i rozejrzałam się po sali. Na przeciwko mnie leżała Cho. Obok niej Rakoczy, a po jej drugiej stronie stało puste łóżko.  Obok mnie, po prawej stronie był Draco. Z kolei po lewej stronie była zaciągnięta zasłona i nie mogłam zobaczyć, czy ktoś tam leży. Mimo wszystko się domyśliłam, że tak. Opuściłam głowę na poduszkę i twarz skierowałam ku łóżku Draco. Przyglądałam się mu uważnie. Jego klatka unosiła się, a po chwili opadała. Oddychał spokojnie. Widoczny z mojej perspektywy kącik jego ust uniósł się ku górze. Pewnie się uśmiechnął. Może śni mu się coś przyjemnego?

***
        Nastał ranek. Słońce wpadało przez okna do jasnego pomieszczenia. Wszyscy już nie spali, kiedy właśnie owa jasność mnie obudziła albo spowodowała, że otworzyłam oczy. Nie wiem dobrze, czy spałam, czy leżałam z zamkniętymi oczami, bo udawało mi się rejestrować każdy dźwięk. Jednak pod powiekami miała obraz Ględatka Niespopolitego. Prowadziłam z nim bardzo ciekawą rozmowę na temat jego pochodzenia, umiejętności i wrodzonych cech. Ględatki jak ich nazwa wskazuje są bardzo gadatliwe. Zazwyczaj są też towarzyskie i radosne. Oprócz tego każdy z nich ma inny talent. Jeden może mieć moc uzdrowienia, a inny potrafi pięknie śpiewać. Muszę o tym opowiedzieć tacie!
 - Cześć! - krzyknęła do mnie radośnie Cho.
- Hej!- odpowiedziałam jej równie radośnie. W sumie jest się z czego cieszyć, wszyscy żyjemy. Gnębiwtrysków tu nie powinno być. Pani Pomfrey  wszystko dokładnie sprawdza i czyści. Nie ma możliwości, aby je przeoczyła. Nigdzie nie słyszałam, ani głosu Marie, ani Zabiniego.
        Spojrzałam na szafkę obok, gdzie powinien stać zegarek. Początkowo nie mogłam go zlokalizować, bo zasłoniła mi go paczka czekoladowych żab. Ciekawe od kogo one są? Przesunęłam je i mogłam wreszcie zobaczyć,  która jest godzina. Była godzina 9.
        Dopóki profesor Dumbledore nie wszedł do sali, panowała tu luźna i wesoła atmosfera. Wszyscy rozmawialiśmy ze sobą na każdy temat. Przez pewien czas rozmawialiśmy nawet o narglach. Kiedy dyrektor szkoły wszedł, momentalnie spoważnieliśmy.
-Dzień dobry, panie profesorze! -odezwaliśmy się chórem.
- Witajcie, moi mili uczniowie. -odpowiedział profesor poprawiając spadające mu z nosa okulary. Zanim to zrobił spojrzał z za nich swoimi mądrymi, błękitnymi oczami oczami. Dyrektor usiadł na wolnym łóżku w rogu sali, skąd mógł nas bacznie obserwować.
- Moi mili, opowiadajcie jak to było i co się wydarzyło.- zadyrygował Dumbledore. - I co lub kto spowodował, że się tutaj znaleźliście.
        Opowieść zaczął Draco. Na samym początku wyjaśnił, jak się tego domyśli, że Marietta coś knuje, a następnie przeszedł do już znanych wydarzeń wczorajszego dnia. Opowiedział wszystko ze szczegółami, których nawet ja nie zapamiętałam. W to wszystko wplótł też
- Wtedy Luna zemdlała. Na szczęście udało mi się w porę ją złapać, bo walnęła by się mocno w głowę. Dosłownie pół minuty, po tym na korytarzu zaczęli pojawiać się uczniowie. Z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej. Każdy pytał się osoby obok co tu się działo. Marietta i Zabini wmieszali się  ten tłum, a potem najzwyczajniej w świecie uciekli stamtąd. - powiedział Draco. - W końcu przyszła do nas profesor McGonagall. Kazała Cho pobiec po profesora Flitwicka. Profesor przyszedł i zostaliśmy odesłani do skrzydła szpitalnego.
Mój luby zakończył swoją opowieść, a dyrektor szkoły zamyślił się. W skrzydle szpitalnym panowała idealna cisza. Nikt się nie odzywał.
- Moi drodzy... -powiedział profesor Dumbledore. - Jak widzicie czasem i z miłości do jednej osoby może się przerodzić w nienawiść, co pochłonie wszystko, nawet miłość.

6 komentarzy:

  1. AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW/... Superrr...
    te rozmyslania Luny i ten tekst dyrektora szkołt. ^^
    po prostu me gusta

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyszło Ci na prawdę świetnie. Opłaciło sięczekać jak widzę. Mam nadzieję, że rozdział Gabrysi będzie równie dobry.
    Ten sen Luny był extra. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Super super. Mój też powinien sie niedługo pojawić. Fajne były te rozmyślania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, pierwsza część trzymała w napięciu. Pod koniec słowo "walnęłaby się w głowę" nie pasuje. "Walnęła" jest słowem zbyt pospolitym, żeby utrzymać ładny styl, na poziomie, który prezentujesz powinnaś zamienić to słowo np. na "uderzyłaby się w głowę zbyt mocno". No i przyrostek "by" łącznie ;d To tak od strony polonistycznej ;)
    Poza tym bardzo podoba mi się to jak piszesz ;)
    Zapraszam do siebie na kolejny rozdział :)
    pozdrawiam
    moodybrown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ^-^
    Niech Zabini i Marie zginą marnie!

    OdpowiedzUsuń

*Komentarz jest dla nas motywacją, a jeśli coś Ci w danym rozdziale nie pasuje lub jest błąd napisz to w komentarzu. Postaramy się to zmienić.
* Staraj się komentować treść rozdziału. :)
*Weryfikacja obrazkowa wyłączona
* Nie zostawiaj linków do swojego bloga pod rozdziałem.
*Używaj Mapy Huncwotów i Myślodsiewni