niedziela, 31 sierpnia 2014

Ja i Draco. Rozdział 16

Nie zauważyłam, kiedy zleciał ten czas. Na dworze było już zielono i robiło się coraz cieplej. Na błoniach spędzało czas wielu uczniów. Ja byłam jednym z nich... Właśnie tam szłam, aby spotkać się z Draco, ale póki co miałam głowę w chmurach i rozmyślałam o rzeczach ważnych i mniej ważnych.
Odliczałam dni do ferii wielkanocnych. Zostało ich jeszcze tylko 10. Zostawałam w tym roku w Hogwarcie. Cho, Draco oraz Ginny też zostawali. Na listę było wpisanych nie więcej niż 40 osób. Z mojego domu pozostało na święta 8 uczniów.
To dziwne, że przez jakieś pół roku człowiek może nie zauważyć, że zmieniają się pory roku i czas leci. Wszystko przyśpieszyło na początku października, kiedy zaczęłam spotykać się z Draco. Nie przywiązywałam dużo uwagi do tego, co jest na zewnątrz, do pogody, do wyglądu sal. Największą uwagę poświęcałam znajomym, ukochanemu, temu co mam w swojej głowie i w pewien sposób nauce. Na lekcjach nie zawsze uważałam, ale wiedziałam co się co robimy, co będzie zadane i jak to wykonać.
- Och! - zostałam wyrwana z zamyślenia, bo wpadłam na kogoś. - Przepraszam!
 Nawet nie zwróciłam uwagi kto to był. Na pewno nie trafiłam na nauczyciela, bo mogłabym dostać jakąś karę.
Chwilę późnej znowu zaczęłam bujać w obłokach.
Dwa tygodnie temu zostaliśmy wypisani ze skrzydła szpitalnego. Nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z Draco o tym, co się zdarzyło i jakie co było między nim, a Mariettą.  Za każdym razem mówił, że "nie teraz, to nie jest najlepsza pora na wyjaśnienie". Czasem był bliski wyjawienia mi tego, mówił, ale coś go powstrzymywało. W takich chwilach nagle zmieniał temat i wypytywał mnie jak było na lekcjach, komu kibicuję w najbliższym meczu quidditcha. Innym razem mówił, że powie mi w najbliższym czasie resztę historii. Ostatnio wpadł też na pomysł, aby mówić "to nieważne, bo jej nie ma już w Hogwarcie ani dla niego nie jest tak ważna jak ja". Może i jestem dla niego ważna, ale ta sprawa nie daje mi spokoju. Czuję, że ta informacja zmieni moje życie w jeszcze większym stopniu.
Faktycznie... Zabini i Marietta wylecieli z Hogwartu. Kiedy zostali wezwani przez Dumbledore'a, Marie zaczęła się niepokoić i próbowała się wymigać, ale Zabini z dumą oznajmił, co zrobił. Przygasł trochę, kiedy wyjawił, że mu się nie udało. Profesor był spokojny, ale mimo to, wydalił ze szkoły w trybie natychmiastowym.  Ta sytuacja wywołała w uczniach podniecenie. Wszyscy tym żyli i zastanawiali się dlaczego ich wyrzucono. Po szkole krążyły różne plotki. Jedni twierdzili, że widzieli ich, jak w nocy
zakradali się do Zakazanego Lasu. Inni, że zdemolowali gabinet profesor Umbridge. Nawet Draco rozpuścił plotkę, że Zabini próbował uczyć Krukonkę Zaklęć Niewybaczalnych.
Oślepiający blask słońca uświadomił mi, że byłam już na zewnątrz. Myślami powróciłam na ziemię. Za chwilę miałam do niego podejść. Już go widziałam. Stał tam, pod drzewem przy jeziorze. Jeszcze mnie nie ujrzał., więc postanowiłam, że go trochę przestraszę.  Zdążyłam akurat zejść ze schodów, byłam przy wysokim i rozłożystym krzewie. Nagle ją usłyszałam... Wychodziła razem z zamku z swoimi dwoma przyjaciółkami. Szybko schowałam się za krzewem. Chyba mnie nie zauważyły. Stąd mogłam je spokojnie obserwować.
- Jak on mógł się z nią związać! W dodatku ją ratować! - Pansy mówiła o mnie. - Jeszcze roku temu sam był tego samego zdania.
- Dokładnie! Przecież tak nienawidził szlam... - Mandy i reszta Ślizgonek splunęły z pogardą. - I zdrajców krwi. A teraz?! Sam się zadaje z nimi zadaje...
- To dziwne, że zaczyna upadać tak nisko... - powiedziała niska i pulchna blondynka. Wyglądałaby bardziej słodko, gdyby nie miała wykrzywionej twarzy w grymasie obrzydzania. Jej okrągłą buzię okalały gęste loki, które sięgały jej poniżej linii ramion. Miała duże, błękitne oczy, które skojarzyły mi się z dzisiejszym niebem, nieduży, ale niemały, zgrabny nosek oraz małe, pełne usta bladoróżowego koloru.
- No... Niedługo zaprzyjaźni się z Granger! - zaśmiała się Mandy. Jej śmiech brzmiał jakby skrzyżowano żabę i konia. Ni to rechot, ni to rżenie.
-Wiesz co?! - fuknęła Pansy. - Jak możesz tak mówić! On tak nisko nigdy nie upadnie! Dalej gardzi szlamami. Musi gardzić!
- Jeszcze ci nie przeszło?! -  krzyknęła ze śmiechem szatynka. - Ty nie widzisz, że on nie jest żadną z nas zainteresowany? Nie rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem. Dalej myślę, że to wszystko żart.
- Przecież oni są jakoś od października...
- O! Zobaczcie! - Pansy wskazała na Draco. - Zobaczycie, co zrobi jak mnie zobaczy.
- Poprosi żebyś odeszła? - blondynka uśmiechnęła się z wrednym błyskiem w oczach.
- Pfff... - wypuściłam powietrze z ust. Miałam nadzieję, że mnie nie usłyszały.
- Przecież on ma się spotkać z Pomyluną. - powiedziała Mandy.
- Skąd wiesz?!- zapytała najniższa z nich.
- Lucy, to nie jest teraz ważne. - powiedziała Mopsica.
- Ta-ak? To co jest ważniejsze?- pytanie było strasznie nasączone sarkazmem i złośliwością.
- Fakt, że on jest sam. - powiedziała z uśmiechem. - Chodźcie. Pokaże wam coś.
Mandy mruknęła coś nie zrozumiałego, a ja zastanawiałam się, co planuje Pansy. Wyszłam  Podeszły do niego, a ja ponownie stanęłam na schodach. Zaczęli rozmawiać. Draco nie były zachwycony, ale odpowiadał im. W końcu wysilił się i  uśmiechnął się z wyrazem zniecierpliwienia. Nic nie mówiąc nachylił się w stronę Pansy, a ona wspięła się na palce i go pocałowała. On położył ręce na jej biodrach. Wygląda jakby  Nie mogłam na to patrzeć. Czułam, że moje serce pęka. To nie mógł być on! To nie może się dziać!
Kiedy wbiegłam do zamku, zaczęły lecieć mi łzy. Biegłam na oślep, łzy zasłoniły mi wszystko. Dokładnie nie wiedziałam, gdzie podążam, ale na pewno jak najdalej od niego... Od nich...
Nie zdążyłam dobrze, wbiec na schody, a już na kogoś wpadłam. Runęłabym do tyłu. gdyby ta osoba mnie złapała.
-Przep... Przep-p-rasz-szam. -wyjąkałam. Poleciały mi ostatnie łzy.
- Nic się nie stało. - To był Neville. Trzymał mnie bardzo mocno, ale czułam jak się trząsł. Jego uścisk nie pozwolił mi się poruszyć ani otrzeć oczu. W tej pozie zmuszona byłam do wpatrywania się w jego oczy.
-Eee... Neville, mógłbyś mnie postawić?
-Ja... Ja-jasne. - nie zostałam postawiona na nogi od razu, ale po jakieś minucie. Przez ten czas Gryfon wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego. Miał rozszerzone źrenice. Na jego twarzy pojawił się niepokój i zmartwienie.
- Ty płakałaś? -zapytał się trochę przerażony. - Coś się stało?
- Chodź za chwilę ci wyjaśnię. - złapałam go za rękaw szaty i pociągnęłam w górę schodów. Mijając kolejne korytarze nie odzywałam się. Nie powstrzymywałam też łez, bo po co? Po prostu szłam  z Nevillem, który widząc mój stan nie wypytywał mnie o nic. Chyba nawet mnie rozumiał, a na pewno szanował to. Zaprowadziłam nas pod Wieżę Astronomiczną. Kiedy nie było na niej lekcji, nikt się tu nie pojawiał. Specjalnie wybrałam to miejsce, bo nikogo tu nie było. Usiedliśmy przy wejściu do niej. Kamienna posadzka nie była najwygodniejsza i najcieplejsza, ale nie narzekałam. Nawet nie miałam ochoty narzekać. Nic wtedy nie chciałam. W mojej głowi zrodziły się setki pytań i myśli. Jedne były dla mnie pocieszeniem, iskierką nadziei, a drugie mnie tego pozbawiały, powodowały jeszcze większy płacz.
Może to ona się na niego rzuciła? Może on ją pomylił ze mną? Przecież on by mi tego nie zrobił. Nie mógł mi tego zrobić. Przecież powtarzał mi, że mnie kocha, że jestem dla niego najważniejsza.
A teraz co? Odezwał się wredny głosik w mojej głowie. Całuje się z Parkinson.  Nie pamiętasz jaki on był PRZEDTEM?
Malfoy...
Był arogancki, nienawidził mugolaków ani czarodziei półkrwi. Skreślał wszystkich, którzy ich wspierali, lubili, pomagali. Nazywał ich zdrajcami krwi, jakby tylko ona i jej czystość się liczyła. W Slytherine nikt nie miał w rodzinie mugoli, więc Pansy była dla niego idealna, czysta krew, niemalże identyczne poglądy. Nie była najładniejsza, ale w tylu kwestiach się zgadzali...
Zalałam się kolejną falą łez. 
- Luna... - rzekł delikatnie Neville. Objął mnie i przytulił. Położyłam głowę na jego ramieniu. Łzy leciały mi w dalszym ciągu, ale ton jego głosu zachęcił mnie do opowiedzenia, co się wydarzyło.
- Miałam się spotkać z Draco na błoniach. - zaobserwowałam, że Gryfon skrzywił się na dźwięk jego imienia. Nie zwróciłam na to większej uwagi, bo wiadomo, że Ślizgonów mało kto w tej szkole lubi. Kontynuowałam swoją opowieść. Mówiłam mu o rozmowie Pansy z jej przyjaciółkami i o reakcji Draco, kiedy do niego podeszły.
- I... I ona go wtedy pocałowała, a on odwzajemnił ten pocałunek. - pod koniec tego zdania głos mi się załamałam i znowu zaczęłam płakać.
- A-a to gnida. - w stronę Draco zaczęły lecieć obelgi wypowiadane z ust Neville'a. - Jak mógł ci coś takiego?
Z każdą obelgą na jego temat spływała po mojej twarzy kolejna łza. Ostrzejsza obelga równała się większej łzie.
- Czy... Czy mógłbyś o-o n-nim tak nie mów-wić?
- Czemu? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - Przecież taka jest prawda!
- Rani mnie to. - szepnęłam. Wraz z tymi słowami wyleciała ze mnie kolejna fala łez.
- Luna, nie płacz. Proszę. - przytulił mnie jeszcze mocniej. - Będzie dobrze. Wszystko się wyjaśni.
- N-na pewno? - spojrzałam na niego z nadzieją.
- Tak. -powiedział. - Ja już tego dopilnuję. Obiecuję,  a teraz głowa w górę.
- Tak jest!
Zrobiło mi się cieplej na sercu. Dalej byłam strasznie zraniona i smutna, ale było lepiej. Mogłam się już nawet uśmiechnąć delikatnie. Czułam, że moje serce zostało potłuczone na miliony kawałków, a potem każdy z nich rozdeptano. Został z niego tylko pył.
- Słyszysz to? - Neville zbliżył się do schodów. Ktoś stamtąd schodził.
- Tak. - usłyszałam teraz czyjeś kroki i śmiechy. Zatrzymałam Gryfona i poprosiłam żeby tam nie szedł.
- Jeśli tak uważasz... Poczekamy. - Neville był nieśmiały, ale w głębi duszy na swój sposób odważny. Oboje staliśmy jak najbliżej ściany i próbowaliśmy zachowywać się jak najciszej.
- To jest głos Ginny! - szepnęłam.
- Tak, ona idzie z jakimś chłopakiem. - zmrużył czoło próbując rozpoznać jego głos. Ich głosy stawały się coraz wyraźniejsze.
- Wiem czyj to głos! - niemalże krzyknęłam. Humor mi się poprawiał. Odkąd powiedziałam o tym mojemu przyjacielowi, to wszystko mnie mniej bolało. Zaczęłam to jakoś lepiej znosić.
- O! Cześć. - Ginny zeskoczyła z ostatniego stopnia.
- Co wy tam robiliście? - zapytał podejrzliwie Neville.
- Jeśli wracasz do naszej wieży, to Ci opowiem. - rudowłosa podeszła. - Czy płakałaś?
Kiwnęłam głową. Ruda podeszła i mnie przytuliła.
- Czemu?
- Nie chcę o tym teraz mówić. - powiedziałam. - Neville może ci powiedzieć. Zrobisz to?
- Dobrze. - powiedział, a Ginny spojrzała się na niego znacząco. Chyba o czymś nie wiem.
Marco przypatrywał się tej sytuacji z boku. Wyglądał na zirytowane i zniecierpliwionego.  Pewnie nie rozumiał czemu ona mi taką uwagę poświęca i dlatego przerywa ich spotkanie dla mnie, dla nas. 
- Schodzicie czy chcecie pozostać sami? - uśmiech Ginny był tajemniczy, a jej oczy się śmiały patrząc na Neville'a, który stał zmieszany. Ona musi coś wiedzieć!
- Chyba też będę iść. - powiedziałam i skierowałam wzrok na Gryfona. - Wytłumaczysz jej jutro?
- Tak. - chwilę później  zniżył głos do szeptu. - Jak chcesz możemy się też jutro spotkać.
- Okej.
Zaczęliśmy schodzić. Nikt się nie odzywał. Znowu powróciło do mnie to wszystko.  Byłam jednocześnie smutna i zła. Jak on mógł mi coś takiego zrobić?! Myślałam, że nie jest taki... Już nie jest taki. Zdawało mi się, że go znam i naprawdę coś do mnie czuje. Chyba się pomyliłam...

5 komentarzy:

  1. Ten rozdział jest cudowny. Prawie się poryczałam.
    z tego Malfoya to niezła świnia. nigdy go nie lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie jest ok. Nie jest jakieś Rewalacyjne, ale tonie jest kompletnie beznadziejne. "Wyglądałaby by bardziej słodko, " tuie potrzebnie by wtawilas.
    Akcja jest calkiem fajna. Pomyśl a paring nie oklepany jak dramione. Piszesz lekko Milo się czytq , ale nie BD często wchodzi l

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i uwagę :)
      Już wykasowałam jedno "by"

      Usuń
  3. Super!!!
    jak on mógł ja tak zsranić? ;'((

    OdpowiedzUsuń
  4. ej no jak mógł?
    A tak w ogóle to genialnie piszesz. Choć błędy się zdarzaja xd każdemu zresztą :D weny Życzę :D
    zapraszam do mnie http://lilyijames.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń

*Komentarz jest dla nas motywacją, a jeśli coś Ci w danym rozdziale nie pasuje lub jest błąd napisz to w komentarzu. Postaramy się to zmienić.
* Staraj się komentować treść rozdziału. :)
*Weryfikacja obrazkowa wyłączona
* Nie zostawiaj linków do swojego bloga pod rozdziałem.
*Używaj Mapy Huncwotów i Myślodsiewni