środa, 28 października 2015

Miniaturka: "Bądź szczęśliwa"


Do napisania tego zmotywowała mnie ta piosenka.  *klik*
___________________________________________________________________


Theodor Nott leżał w łóżku. Był szczęśliwy, mimo targających nim emocji. Odczuwał stres, szczęście, podekscytowanie i lęk, a wszystko to miało jedno źródło. Spotkanie.
To miało być ich pierwsze spotkanie poza Hogwartem, niby czysto przyjacielskie, lecz Nott chciał, by było inaczej. Był w niej zakochany od kilku lat, ale nikomu o tym nie mówił. Byłby potraktowany jak większość chłopaków z Slytherinu. Pewnie by go pobili, wmówiliby mu, że nie ma u niej szansy. Wiedział, że u Mandy się podobała wielu Ślizgonom, ale to było tylko powierzchowne. On darzył ją głębszym uczuciem, którego nigdy nie mógł poprawnie rozpoznać, ale nazywał to zakochaniem. Raz był zazdrosny o każdego, który się do niej zbliżył. Innym razem po prostu ich ignorował, bo wiedział o niej więcej niż reszta. Był wtedy pewien swojej przewagi nad nimi, bo Mandy tylko jemu wypłakiwała się i mówiła, jak bardzo dosyć ich chamskich, prostackich zaczepek.Widział jak bardzo ją to boli i nie chciał być taki jak oni. Mówiła mu, że nie ma wielu chłopaków, z którymi mogłaby się spotykać. Sama siebie nazywała flirciarą. Theodor odbierał jej zachowanie inaczej. Po prostu szukała odpowiedniego chłopaka dla siebie. Bolało go to, że jest dla niej tylko przyjacielem. Jednak zawsze cieszył się jej szczęściem i był gotów ją pocieszyć. Nigdy nie rozumiał, dlaczego jego znajomi tak ją traktują. Znał ją bardzo dobrze. Bywała chłodna, wredna i arogancka. ale jeśli kogoś lubiła, to stawała się ciepłą osobą. Nie była prymusem, ale miała wiedzę taką jakiej potrzebowała. 
Jedna rzecz go dziwiła. Dlaczego on za nią  nie tęskni? Minęła już połowa wakacji, a on ani razu nie zatęsknił. Myślał o niej cały czas. Zastanawiał się, co ona robi, jak ich spotkanie przebiegnie. Czy może będzie znaczyło coś więcej dla obu stron? Ale nie tęsknił, mimo że mieszkała na drugim końcu kraju. Był jedynie podekscytowany. Cieszył się, że ją zobaczy, ale jednak bał się. Martwił się, że spotkanie się nie uda. Wiedział, że to irracjonalne. Przecież mogli rozmawiać bez końca, śmiali się ze wszystkiego i lubili swoje towarzystwo. Jednak przerażało go to, że mogli się zmienić przez te wakacje. Była jeszcze jedna myśl, której nie chciał do siebie dopuścić... Wolał o tym nie myśleć. Spychał to w jak najdalszy zakątek swojego umysłu. Jednak, kiedy się nie pilnował, powracała. On cały czas ją ignorował.
W Londynie miała być tylko w wakacje. On miał tylko pół godziny drogi do miasta. Uznali, że będzie to dobry pretekst do spotkania. Umówili się w Dziurawym Kotle, lecz nie chciał siedzieć w miejscu. Postanowili, że po kremowym piwie pójdą na spacer po Londynie. Chciał jej pokazać, że to mugolskie miasto ma swój urok.
Spojrzał na zegarek. Dochodziła siódma. Wstał z łóżka i poszedł do łazienki wykonać oczywiste czynności. Po pół godziny wyszedł z niej całkowicie wyszykowany. Poszedł do kuchni zrobić sobie śniadanie. Jego rodzice już nie spali.
- Dzień dobry. 
- Witaj. - pierwszy odezwał się ojciec. - To o której mam cię zawieźć, synu?
- O 11 mam być w Dziurawym Kotle, ale wolałbym być nieco wcześniej. - powiedział.
- Dobrze, dobrze... - zamruczał pan Nott zapalając cygaro.
Matka Theodora siedziała na krześle obok ojca.
- Na co masz dziś ochotę, synku? - spytała.
Chłopak zastanowił się. Nie miał pewności, czy z tych nerwów uda mu się coś przełknąć.
- Naleśniki, poproszę. - powiedział.
Pani Nott klasnęła w ręce.
-  Mniszko! - przywołała ich skrzatkę domową. Mniszka była młoda, służyła swoim panom z pokorą, ale wielu rzeczy musiała się jeszcze nauczyć. Jej rodzina widziała, że potrzebuje trochę czasu, dlatego była dla niej wyrozumiała.
- Czy pani mnie wzywała? - ukłoniła się.
- Owszem. - odpowiedziała.
- O... Panicz się obudził. Czy panicz nie jest głodny?
-Tak, jestem. - odpowiedział. - Poproszę naleśniki.
- Już się robi. - ukłoniła się ponownie.
Po kilkunastu minutach przyniosła Theodorowi śniadanie.
- Dziękuję.
Skrzatka ukłoniła się po raz ostatni i wyszła z kuchni.

***
Theodor stał od pięciu minut pod Dziurawym Kotłem. Rozmyślał nad tym, jak przebiegnie ich spotkanie. Nie wiedział o czym będą rozmawiać. Chciał delikatnie zacząć temat miłości, żeby jej powiedzieć o swoich uczuciach. Miał nadzieję, że ona to odwzajemnia tylko wstydzi się przyznać. Uśmiechnął się. A gdyby myślała, że nie ma u niego szansy? Pokręcił głową ze śmiechem.
- Cześć! Co ci tak wesoło? - Mandy była punktualnie. Jak zawsze.
Obdarzyła go promiennym uśmiechem.
- Hej. Mógłbym ciebie o to samo spytać. - odwzajemnił uśmiech - Wchodzimy?
- Jasne.
- Panie przodem. - otworzył drzwi.
Zamówili dwa kremowe piwa i wybrali stolik w kącie.
- Co cię tutaj sprowadza?
- Moja chrzestna zachorowała. Powiedziałam, że mogę się nią zaopiekować. - powiedziała - Bardzo długo jej nie widziałam, wiesz? 
- Dlaczego? 
- Moja matka się z nią okropnie pokłóciła i zabroniła mi się do niej odzywać. - odwróciła wzrok. - Teraz jest inaczej. Mama się z nią pogodziła, bo tak naprawdę boi się jej straty. Odkąd się pogodziły ciocia lepiej znosi chorobę. Niedługo wyzdrowieje, a ja wrócę do domu... 
W jej głosie można było wyczuć żal. 
- Polubiłaś Londyn? 
- Nie. To znaczy... Nie wiem. - zmieszała się. - Nie wychodziłam zbyt wiele. Kilka razy przespacerowałam się z ciotką albo poszłam do sklepu. 
- To czemu nie chcesz wracać? - znał ją na tyle dobrze, że potrafił bez problemu odgadnąć jakie uczucia jej towarzyszyły. Obydwoje się śmiali, że czytają sobie w myślach. 
- Dobrze mi z ciotką. - uśmiechnęła. - Jest cudowna! Uwielbiam z nią spędzać czas.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Kochał jej oczy. Były piękne. Duże, brązowe i wyraziste. Często z nich wyczytywał, co ona czuje. W tamtym momencie miał wrażenie, że coś przed nim skrywa. Nie powiedziała mu wszystkiego. 
- A jak tobie minęły wakacje? - spytała ponownie się uśmiechając. 
- Dość dobrze. Dużo czytałem i się nudziłem. Nic ciekawego, uwierz. - zaśmiał się. 
- No tak... Taki sztywniak jak ty... - pokazała mu język.
W Dziurawym Kotle spędzili godzinę. Mandy niechętnie poszła z nim na spacer po Londynie. Theodor cały czas starał zabawiać ją rozmową. Ślizgonka cały czas się śmiała i rozśmieszała chłopaka. Jednak nie ukrywała niechęci do tego miasta pełnego mugoli. Obydwoje uważali to za jego wadę, jednak Nott skupiał się na innych jego zaletach. 
Byli w pobliżu jakiegoś parku, kiedy zaczął padać deszcz. Wbiegli do parku i stanęli pod drzewem. Chłopak uznał, że to dobry moment, by wyznać jej co czuje. Wziął głęboki oddech. 
- Mandy... Jesteś naprawdę cudowną dziewczyną. - powiedział. - Jesteś piękna, mądra... 
- Przestań. - przerwała mu ze śmiechem.
- Dlaczego?
- Bo kłamiesz i żartujesz. - zaśmiała się po raz kolejny.
- Nic z tych rzeczy! - powiedział.
- Tak? To co te twoje słowa mają znaczyć? - spoważniała. - Chyba mi nie powiesz, że...
- Chcę ci powiedzieć, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i... - znowu wziął głęboki oddech - I jestem w tobie zakochany od kilku lat. 
Mandy była w szoku. Nie wiedziała co powiedzieć. Z jej oczu poleciały zły. 
- Przepraszam. - wyszeptała. Zbiła tym samym Theodora z tropu.
- Za co? 
- Powinnam ci to od razu powiedzieć, ale uznałam, że jeszcze nie czas. To nie jest nic pewnego. - westchnęła. - Chyba się zakochałam. 
Ślizgon otworzył oczy szeroko. Ona się zakochała. Ona. Się. Zakochała. 
- We mnie? - spytał niepewnie. 
- Nie... - odwróciła wzrok. - Wybacz.
- To w kim? 
- Poznałam go w te wakacje... Właściwie bardziej tu pasuje, że zobaczyłam do prawdziwego dopiero teraz. - spojrzała mu głęboko w oczy. - To Blaise. 
Dalej patrzyli w swoje oczy. Oboje zapłakani widzieli w swoich zaczerwienionych oczach tylko ból i żal. Theodor nie wiedział co zrobić. Tego w głębi duszy się obawiał. Sprawdziło się.
- Będę już wracać. - wyszeptała. - Odezwę się. 
- Bądź szczęśliwa z nim. 
Został sam. Usiadł pod drzewem. I tak był cały przemoczony. Cały czas płakał, a z każdą jego łzą deszcz padał co raz mocniej. Nigdy nie pomyślał, że ona mogłaby się związać z Zabinim. Uważał, że miał prawo być zazdrosnym tylko o Malfoya. Jednak zawsze liczył na to, że kiedyś będą razem. 
Wstał. Zdecydował się wrócić do Dziurawego Kotła. Po drodze uznał, że najważniejsze jest jej szczęście. 

_______

 Mam nadzieję, że Wam się podoba. :) Komentujcie śmiało! :D 
Ten miesiąc miałam ciężkawy. Przygotowuję się do bierzmowania, więc musiałam chodzić na różaniec. Na szczęście za chwilę to się skończy.

niedziela, 11 października 2015

Ja i Draco. Rozdział 27



Cały dzień byłem jakby nieobecny. Źle się czułem po tym jak potraktowałem Lunę. Pansy i Mandy zresztą też. Nie wiem, co to miało znaczyć. Pod pewnym względem nie mogłem się też doczekać spotkania z Mandy. Miałem nadzieję, że usłyszę wreszcie prawdę.
Było mi tak źle jak nigdy. Gdy ze mną zrywała, cierpiałem, ale nie aż tak bardzo, bo wiedziałem, że wtedy chociaż ona będzie szczęśliwa. A teraz? Nienawidziłem siebie z całego z serca. Miałem dosyć bycia tym, kim jestem, Draconem Malfoyem, tym młodym arystokratą pochodzącym z rodziny popleczników Czarnego Pana, prawdopodobnie przyszły jego sługa. Po prostu miałem tego dość.  Nie chciałem być sobą. Miałem dość ludzi, którzy boleśnie przypominali mi o moim pochodzeniu.  Dlaczego zachowywałem się tak a nie inaczej?
Wpadłem na pomysł, który w tamtej chwili wydawał mi się genialny. Uciec z tej szkoły tak jak zrobili to bracia Weasley. Potem wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna i nie znajdzie. Przedtem tylko porwać Lunę. Zmienić nasz wygląd, żeby nikt nas nie poznał. Tak… To by było piękne. Niestety nierealne. Mnie poznałby każdy.
Ocknąłem się dopiero na transmutacji, kiedy to McGonnagal uświadomiła nas, że do SUMów pozostały jeszcze niecałe dwa miesiące. Mówiła, że mamy się przyłożyć do nauki, żeby zdać jak najlepiej.  Jednocześnie uświadomiła nas, że już od soboty będą ferie wielkanocne.
W tym roku zostawałem w szkole. Nie chciałem wracać do domu. Tłumaczyłem, że wolę pozostać w szkole, żeby móc się skupić na nauce. Było to po części prawdą. Po drugie nie chciałem poznawać ciotki Belli. Rodzice mówili, że była naprawdę świetnym człowiekiem, ale nieco nierozgarniętym i może odrobinę zbyt fanatycznym. Fakt, że była tyle lat w Azkabanie, skutecznie mnie do niej zniechęcał. Chociaż chciałbym ją bardzo poznać, ale trochę się jej bałem i sądziłem, że to nie jest najlepszy moment.  Zdaniem rodziców była o wiele lepsza niż Andromeda, siostra matki, która wyszła za mugolaka, Teda Tonksa.
Lekcja dobiegła końca. Spakowałem swoje rzeczy i wyszedłem z sali.
- Mam do ciebie sprawę. – zaczepił mnie Theodor Nott. Był trochę zdenerwowany.
- Tak? – odpowiedziałem. Nie chciałem tracić czasu na niepotrzebne rozmowy. Tą za taką uznawałem, mimo że nie znałem jeszcze jej tematu.
Lubiłem Notta, naprawdę. Był bardzo dobrym kumplem. Był niesamowicie przyjemny i zabawny. Dla mnie. Dla gorszych od nas był inny. Dawał odczuć im swoją niechęć dość dobitnie, chyba że w pobliżu był ktoś, kto mógł go ukarać.
- Wiem, że lubisz się bawić dziewczynami. – zdawał się być już spokojniejszy – Nie rozumiem, czemu tyle czasu poświęciłeś na Pomylunę, ale to, że teraz przystawiasz się do Mandy mi nie pasuje.
- Nic nie rozumiesz. Mandy mi się nawet…- nie mogłem dokończyć zdania. Theodor uderzył mnie z całej siły.  Byłem pewien, że pozostanie po tym ślad.
- Theodor! – krzyknąłem. – Ona mi się nie podoba!
- Nie wierzę ci. – był już naprawdę spokojny. – Po co się z nią spotykasz?
- Musi mi coś powiedzieć.
- A jeśli nie ma na to ochoty?
- Musi i koniec. –powiedziałem. – To ważna sprawa.
- Jak skłamie? – dalej się wypytywał.
- Za bardzo się boi. – przyznałem starając się nie okazywać żadnych emocji. Nie chciałem, żeby zobaczył moje zażenowanie.
- Czym ją straszyłeś? – Nott popchnął mnie na ścianę. Jedną rękę schował do kieszeni, żeby móc wyciągnąć z niej różdżkę.
- Nie interesuj się. – musiałem zachować resztki godności, mimo że przyjaciel celował we mnie różdżką.
- Mów.
- Nie. Chyba zapomniałeś kim jestem.  Mój ojciec się o wszystkim dowie. – powiedziałem z szyderczym uśmiechem. Nott się przestraszył. Widziałem to w jego minie.
- Jeśli ją zranisz, to nawet twój tatuś ci nie pomoże. – wyszeptał wyraźnie akcentując każde słowo. 
Odszedł i zostałem sam na korytarzu. Ja na serio go lubiłem.
Później już nie wydarzyło się nic ważnego aż do tego spotkania z Mandy. Można by powiedzieć, że był to najważniejszy punkt dnia.  Przyszedłem kilka minut przed czasem. 
Pokój Życzeń przemienił się w przytulny salonik. Po jego środku stały dwa fotele, a pomiędzy nimi był stolik. Unosił się tu zapach herbaty i pomarańczy. Po chwili udało mi się zlokalizować jego źródło. Były to dwa kubki. Zapach ten zachęcił mnie to spróbowania  jego zawartości. Była to najlepsza herbata jaką kiedykolwiek piłem! 
Zająłem fotel po lewej. Popijając gorącą herbatę myślałem tylko o tym, żeby Mandy mogła mnie tu znaleźć i nie mogła kłamać.  
Miałem nadzieję, że przyjdzie sama. Bez obstawy. Bez Pansy. Bez Notta.
Nott… Jego zachowanie mnie zastanawiało. Dlaczego tak zrobił? Zaskoczył mnie tym. Myślałem nad tym dłuższą chwilę. Aż w końcu mnie olśniło.
Nott zakochał się w Mandy.
To z tego powodu mnie uderzył. Dlatego też nie chciał dopuścić do spotkania. Bał się, że ona mnie pokocha, a ja ją zranię.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwierających się drzwi.  Stanęła w nich Mandy.
- Cześć – powiedziałem.
- Co ci się stało? – pisnęła.
- Nic. – odpowiedziałem. Nie chciałem wydać Theodora, bo bałem się, że straci względy u niej, jeśli jakieś miał.  Był moim kumplem. Nie mogłem mu tego zrobić. Spojrzałem na nią wyczekująco:
- Więc co to za plan?
- Pansy od dawna chciała cię pokłócić z Luną. – powiedziała
- To żadna nowość.
Zmroziła mnie wzrokiem. Nawet wtedy była dość ładna. Nie dziwiłem się Nottowi, że mu się spodobała.
- To ona namówiła Blaise’a, żeby spróbował ją zabić. To się nie udało, więc próbowała innych metod rozdzielenia Was. W końcu zdecydowała się, żeby najpierw cię skonfundować, a potem zmienić ci pamięć. To ona była wtedy z tobą na randce.
- Wiem. – powiedziałem – Sama się wydała.
- Jak?
- Przyszła do mnie w swetrze, który dałem Lunie na tamtej na randce. Znaczy się jej. Coś jeszcze?
- Tak. To wszystko miało spowodować, że Luna z tobą zerwie jak cię zobaczy, a Pansy będzie cię pocieszać. – powiedziała. – Z punktu Pomyluny wyglądało to jak zdrada.
- A ja nic nie zrobiłem. – powiedziałem. – Jest możliwość, że wrócimy do siebie. Idę do niej.
- Ona jest z Longbottomem.
- Tylko się całowali. To nic nie znaczy.
- Jesteś pewien? Może ona już nic nie czuła do ciebie? Może to był dla niej tylko pretekst.
- Jakby mnie nie kochała, to by nie zareagowała tak na mój pocałunek z Pansy. – powiedziałem. Jednak ją zdradziłem. Mszcząc się na niej, zdradziłem ją.
Wyszedłem z pokoju. Nie zwracałem już uwagi na Mandy. Musiałem znaleźć Lunę. Bałem się, że już nie zdążę. Już wyobrażałem sobie, że nigdy nie będziemy razem. Ona będzie szczęśliwa z Longbottomem, a ja wrócę do domu. Będę samotnym sługą Czarnego Pana i zginę z rąk aurora. Pewnie zabije mnie Potter. Koleżeńskie stosunki utrzymywaliśmy ze względu na nasze dziewczyny. 
Poszedłem pod wejście do pokoju wspólnego Krukonów. Po jakimś czasie wyszedł z niego jakiś dzieciak.
- Jest może Luna Lovegood? – spytałem
- Nie. – powiedział zlękniony. – Chyba poszła na spacer, ale nie jestem pewien, bo mówiła coś o jakimś długim tyłku, a przedtem miała coś załatwić.
Świetnie, pomyślałem, nie wiem gdzie jest i gdzie się spotyka z tym Gryfonem.
Obróciłem się. Zbliżał się do mnie Longbottom.
- Gdzie jest Luna? – spytałem.
- Co od niej chcesz?
- Porozmawiać.
- Nie będziesz jej więcej gnębić. – powiedział.
- Wiesz, gdzie ona jest? – spytałem. – Jak nie, to idę jej sam poszukać.
- Nie znajdziesz jej.
- Ale chociaż spróbuję.
Longbottom wyminął mnie. Stwierdziłem, że pójdę za nim. Może to dziwne, ale teraz wszystko zależało od niego.
Szliśmy w milczeniu. W końcu usłyszeliśmy jej głos.  Rozmawiała z jakąś z kobietą. Mówiła jej coś o nas. Wyszliśmy z za rogu i w jednej chwili stanęliśmy jak wryci.
            Luna rozmawiała z jakimś duchem.

 __________________

Mam nadzieję, że Wam się podoba!
W tym miesiącu mam nieco mnie czasu na pisanie, ponieważ biorę udział w kilku konkursach i jest różaniec, na który muszę chodzić, bo idę w tym roku do bierzmowania. 
Postaram się przygotować w tym miesiącu jeszcze miniaturkę. ;)  

CZYTASZ = KOMENTUJ 


Mapa Huncwotów
Mój ostatni rozdział
Ostatni rozdział Gabrysi 
"Zwyczajnie Magiczne" Rozdział 1