wtorek, 17 maja 2016

Ja i Draco. Rozdział 28




Nie wiemy, czy ktoś to jeszcze czyta. 
Mamy nadzieję, że tak. Mamy świadomość, że zawiodłyśmy.
Nawet nie wiemy, jak mamy się tłumaczyć. Nie było nas tutaj ponad pół roku (ostatni post pojawił się pod koniec października). Po prostu jest się czym chwalić... 
Przez te pół roku tak sobie żyłyśmy. Trochę czytałyśmy. Robiłyśmy wszystko oprócz pisania tutaj. No, z pisaniem na naszych osobistych blogach też nie było najlepiej. Nie możemy obiecać, że rozdziały i miniaturki będą się pojawiać regularnie. To zależy od wielu czynników.
____________________________________________________________________

Podczas rozmowy z Szarą Damą zupełnie straciłam rachubę czasu. Kilka dni wcześniej doradziła mi w kwestii uczuć. Dziś przyszłam do niej, aby pochwalić się, co udało mi się już osiągnąć. Dzięki niej udało mi się zrozumieć to, co czuję. Miałam przyjść tylko na chwilę, ponieważ byłam umówiona na spacer z Nevillem.
– Rozmowy z nimi nie będą łatwe? – naiwnie spytałam.
– Pewnie nie będą… – odpowiedziała. – Nie wiem, czy dobrze robię doradzając ci…
– Dlaczego?
– Nie uważam, żebym była do tego odpowiednia. Nawet nie jestem człowiekiem!
– Jesteś córką Roweny. – stwierdziłam – Odziedziczyłaś po niej inteligencję i mądrość. Człowiekiem też kiedyś byłaś.
– Kiedyś! – krzyknęła – Pamiętaj, że od tamtych czasów wiele się zmieniło.
                Skręciłyśmy w następny korytarz. Gwałtownie się zatrzymałam. Oto stali przede Draco i Neville. Obaj byli ubrani w szkolne mundurki. Draco, którego włosy zwykle były gładko ułożone, dziś miał je w nieładzie. Wyglądał na dość przybitego, ale można było w nim zobaczyć coś, czego nie wiedziałam jak nazwać. Dziś wiem, to była mieszanka pewności o swojej niewinności i determinacji. Neville z kolei był czymś zirytowany i jakby zacięty. Wyglądał ładnie. Widać było, że długo się szykował do naszego spotkania.  Z jakiegoś powodu zrobiło mi się milej. 
                Na rozmowę z jednym z nich byłam przygotowana, ale rozmowa z drugim nie była na moje na nerwy w tamtej chwili. Nie wiedziałam, co i w jaki sposób mam mu powiedzieć. Nie przemyślałam tego jeszcze.
                - Pamiętaj to, co ci powiedziałam. – szepnęła mi do ucha Dama – Mów to, co czujesz naprawdę.
                I zniknęła wchodząc w najbliższą ścianę. Jeszcze chwilę wpatrywałam się w to miejsce. Przeniosłam wzrok na chłopaków.
                - Emm… Cześć. – powiedziałam z lekkim trudem. 
                - Musimy pogadać. – Draco nie owijał w bawełnę.
                - Masz się do niej nie zbliżać. – Neville stanął pomiędzy nami.
                To było nawet miłe z jego strony, ale nie mogłam odkładać rozmowy z nimi w nieskończoność. Prędzej czy później sama poszłabym do Ślizgona, a on nic by na to nie poradził. Niektóre rzeczy nie mogą zostać nie wyjaśnione.
                - Neville… Daj spokój. – powiedziałam. Byłam strasznie zdenerwowana. Nie wiedziałam od czego mam zacząć. Spojrzałam na Draco.
                Draco mógł poczekać… Nie wiedziałam jeszcze, co mu powiedzieć i jak to się skończy. Najpierw musiałam ustabilizować sytuację z przyjacielem.
                - Przecież cię zdradził! – krzyknął Neville  – A to było pewne od początku, że coś z nim jest nie tak! Jest Ślizgonem!
                - I co z tego? – stanowczo odpowiedziałam  – Muszę z nim porozmawiać.
 Neville nagle poczerwieniał i ręce zaczęły mu się trząść. Mimo że wiedział, iż ze mną nie wygra, to nie chciał odpuścić.
                - Nie! Nie pozwalam ci! – walczył dalej.
                 Draco stał dalej, nie odzywał się. Ta sytuacja najwyraźniej go bawiła, mnie zaś irytowała.
- Nie będziesz mi rozkazywał! Sama wiem, co dla mnie dobre!
Nie wiedziałam z kim powinnam najpierw porozmawiać. Zaczynałam się także coraz bardziej stresować.
Co ja powiem Draco?! Od czego powinnam zacząć?  A co jeśli on przyszedł się ze mnie pośmiać?
Po chwili sytuacja sama się rozwiązała. Neville odwrócił się i bez słowa odszedł. Zostawił nas samych. Jednak, niestety, dał mi wygrać, kiedy ja nie byłam gotowa. Nie wiedziałam też, co mam teraz zrobić. Krzyknąć za Gryfonem, żeby wrócił i z nim najpierw wszystko wyjaśnić? Czy może ta rozmowę zostawić na następny dzień?
Spojrzałam na Ślizgona.
Nie, pomyślałam sobie, to nie może czekać.
- O czym chciałeś porozmawiać? - spytałam. Starałam się być zdystansowana.
- O nas. Wyjaśnić ci, co się stało naprawdę. - powiedział spokojnie.
Czy on ma mnie za głupią?! Złość zaczynała się we mnie wzbierać. Jednocześnie czułam żal. Co ja sobie myślała? Że co? Przyszedł mnie przeprosić, bo zrozumiał swój błąd? A skąd! Pewnie znowu próbował mnie zmanipulować.
- Widziałam bardzo dobrze, co się działo. - odpowiedziałam.
- Widziałaś, owszem. - przyznał mi rację. - Gdybym był na twoja miejscu zareagowałbym tak samo. Może wreszcie pozwolisz mi powiedzieć? Później będziesz mnie mogła traktować, jak chcesz.
- Tylko po co chcesz mi wmawiać coś, co dobrze widziałam? Jaki masz w tym cel? Zrobienie ze mnie jeszcze większej idiotki?
- To wszystko nie jest tak proste jak ci się wydaje.  - spuścił głowę - Chodźmy.
Nie miałam wyjścia, musiałam za nim pójść, póki miałam okazję.  Prowadził mnie na siódme piętro. Już wiedziałam, gdzie mamy pójść. Do Pokoju Życzeń. Miejsca, w którym odbywały się spotkania Gwardii Dumbledore'a. Te spotkania były właściwie jedynym sekretem, który przed nim ukrywałam. Nie mogłam nic innego zrobić, jeśli chciałam się czegoś nauczyć. Odkrył to miejsce nie przeze, nie z mojej winy. Tylko przez Mariettę. Ona wydała nas Umbridge, a pani profesor załatwiła już resztę. Koniec z Gwardią. Ale Draco nie był na mnie za to zły, zrozumiał, że nie mogłam.
Tym razem Pokój był niewielkim pomieszczeniem. Na jego środku stał mały, okrągły stoliczek, a obok niego dwa fotele.
- Chcesz może herbaty? - zapytał odsuwając mi fotel.
- Nie, dzięki. Naprawdę nie trzeba. - odpowiedziałam nieco z przekąsem.
- A ja chętnie. - uśmiechnął się. Był taki przystojny, kiedy tak się uśmiechał! Przez to dostałam też nagłego przypływu uwagi.
- Słuchaj - powiedziałam - nie wiem, co chcesz mi powiedzieć, ale ja też mam coś ci do powiedzenia.
Uważnie obserwowałam jego twarz. Nic mi odpowiedział. Jego mimika twarzy też nie pomogła mi w odgadnięciu, co może się dziać w jego w głowie. Po prostu wziął łyk herbaty, odstawił kubek i wzrokiem dał mi znak, abym kontynuowała.
- Chodzi o to, że ja cię dalej kocham. Wybaczam ci to wszystko. - powiedziałam. - To z Nevillem nie znaczyło nic dla mnie. Najpierw chciałam porozmawiać z nim. Wyjaśnić mu, co czuję. Jednak jak widać los chciał inaczej. Tak więc... Daję ci kolejną szansę. Nie wiem, czy z niej skorzystasz. Wybór należy do ciebie.
Patrzył się na mnie w dalszym ciągu. Jego wzrok zaczął się rozchmurzać. Uśmiechnął się bardziej i jeszcze szczerzej. Po chwili upadł na kolana przede.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - wykrzyczał. - Dziękuję ci, że dałaś mi drugą szansę. Sam nie miałbym odwagi o nią prosić. Jednak chciałbym ci wyjaśnić to wszystko.
- Nie chcę niczego wypominać, ale to co widziałam było dla mnie bardzo bolesne i niezwykle prawdziwe.
Wziął głęboki oddech. Przyjrzałam się mu. Chyba dobrze zrobiłam dając mu drugą szansę. Takiej radości nie mógł udawać. Sama też się uśmiechnęłam. Merlinie! On chyba mnie kocha cały czas! Jak mogłam go tak potraktować? Nie zasługiwał na to! Powinnam była to wyjaśnić na spokojnie...
- To co widziałaś było  prawdziwe. - wyznał. Czyżbym w jego głosie słyszała wstyd i żal?
- Jak mi to wytłumaczysz? - moja radość minęła ta szybko jak się pojawiła.
Co on sobie myślał? Znowu chciał sobie ze mnie żarty stroić?! O nie... Na to mu nie pozwolę. Patrzyłam na niego i myślałam, że wybuchnę.
- Jak możesz? - nie dałam rady. - Jak możesz mi to robić? Dlaczego jesteś takim chamem?
Najpierw się cieszy się, że dostaje drugą szansę, ale nie zaprzecza...
- Uspokój się. - powiedział spokojnym tonem. - Pozwól mi się wytłumaczyć. Zostałem skonfundowany przez Mandy.
- Tak! Jasne! To że wszyscy macie mnie za nienormalne, za wariatkę, nie oznacza, że uwierzę we wszystko. - krzyknęłam. Praktycznie już piszczałam. Miałam ochotę wyjść stamtąd, lecz tego nie zrobiłam.
- Uwierz mi... Ona mnie skonfundowała. Możesz mi uwierzyć albo nie. Mój pierwszy pocałunek z Pansy był prawdziwy, jednak myślałem, że to byłaś Ty. Najpierw mnie skonfundowały, a potem zmieniły mi pamięć.
Wstał z ziemi.
- Dalsze wydarzenia były zemstą za to, że zerwałaś, że całowałaś się z Nevillem. - odpowiedział. - Przecież i tak ci na mnie nie zależało, więc mogłem to zrobić, bo by cię to nie ruszyło. Przynajmniej tak myślałem...
- Nawet jeśli by tak było, to było nie fair wobec Pansy! Wiesz jakie mnie to bolało?- krzyknęłam.
- A wieść o twoim pocałunku z Longbottomem to myślisz, że była miła? - teraz on zaczął krzyczeć.
- To było zupełnie co innego!
Miałam rację. To było co innego. Ja wiedziałam, że Neville to Neville, a nie on. Choć z drugiej strony, dlaczego się na to zgodziłam? Powinnam była odejść, nie pozwolić narobić mu nadziei. Przecież nic do niego nie czułam.
- Tak! Jasne! - był szczerze wściekły. Odwrócił się ode mnie tyłem. Wziął szklankę herbaty i rzucił nią w ścianę.
- Skąd mam wiedzieć, że nie żartujesz sobie ze mnie? - spytałam.
Draco spojrzał na mnie. Był zły i zrozpaczony. Nic nie mówił przez dłuższy czas. Sama też się nie odzywałam. Nie miałam odwagi. W końcu podszedł do mnie, nachylił się i mnie pocałował.
Całowaliśmy się tak jak nigdy wcześniej. Były w nim ukryte wszystkie nasze uczucia. Miłość, złość, smutek, rozpacz, naiwność, niewierność... To wszystko po to, bym na nowo mu zaufała. W tamtej chwili był niezwykle zaborczy, a ja nie chciałam, żeby to się kiedykolwiek skończyło. Tego nie mógł udawać...
- Już mi wierzysz? - odsunął się ode mnie. Kiwnęłam głową.

_____________________________________________________________

Nie wiem, co ja mam w głowie. Ten rozdział zwaliłam na całej linii. Daję go do publikacji, żeby był. Nie podoba mi się, na początku jest "suchy", potem infantylny. Nie, nie, nie... Zabrałam charakter tym postaciom. 
A z rzeczy ważniejszych. Powracają mi gdzieś zagubione chęci. Chyba najważniejsze: kończę opowiadanie "Ja i Draco". Jeszcze dwa lub trzy rozdziały i już koniec! To dobrze. To opowiadanie od początku nie było przemyślane. Cóż się dziwić? Zaczynałam mając 13 lat i nic nie ogarniałam w tych kwestiach. Teraz jest nieco lepiej. c: Nigdy też nie przyszło mi do głowy, żeby zmieniać cokolwiek i zaczynać od nowa. Tak zaczęłam, to teraz muszę to skończyć. Nieważne jak źle wyjdzie. Może akurat pod koniec będzie lepiej? 
Po tym opowiadaniu widać mój postęp. 
Obecnie piszę rozdział 28.  Nie chcę tego zakończyć na tym, o nie, nie. Chyba ostatnim będzie rozdział 30. c:  
A co potem? 
Później będę chciała napisać jakieś Scorose. Rose i Scorpius są moim ulubionym paringiem. Bardzo bym chciała, aby to opowiadanie wyszło lepiej i było bardziej przemyślane. Mam już pomysł jak ono może wyglądać. Być może połączę je z innym, które też kiedyś chciałabym napisać. Jeśli tak zrobię, to na pewno nie skończy się ono dobrze. :D Niestety, nie mam na obecną chwilę pomysłu jak to rozpocząć

Dodam Wam jeszcze coś od Gabi: 
U mnie z chęciami trochę gorzej. Uwielbiam pisać opowiadania na bloga, ale niestety, jestem zapominalska i leniwa - mieszanka wybuchowa. Chcę się zmotywować i często tu coś dodawać. Będziemy do tego dążyć razem z Kasią, ale potrzebujemy od Was odrobiny motywacji i wsparcia ;)
Ja też chcę skończyć swoje opowiadanie. Chciałam zrobić to od razu, ale Kasia namówiła mnie, żebym dopisała jakieś zakończenie. Co będzie potem - nie wiem. Miałam parę pomysłów, może któreś wykorzystam. Zobaczymy.