czwartek, 31 października 2013

Szatańskie wyświetlenia

No hej. :D Dziwny tytuł, wiem. Ale nie bez powodu. Dzisiaj weszłam na tego bloga, patrzę na licznik, a tam - 666 wyświetleń! >,<
A przed chwilką popatrzyłam na statystyki i było, że dziś jest 66 wyświetleń, przynajmniej jak na razie ;P

Notka może trochę bezsensowna, ale co tam. Kasia też chciała, żebym  tym napisała, więc jest.
Prosiła mnie też, żebym do tej notki coś wstawiła, zdjęcie konkretnie, więc proszę:


Zdjęcie Lily i Severusa. Proszę ^^

Dżi Dżi i Katie.

piątek, 25 października 2013

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 3

Hej. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam. Nie będę się już tłumaczyć. Ok, to miłego czytania :) Proszę o KOMENTARZE. Dziękuję.


Obudziłam się dzisiaj pierwsza. Wszystkie oprócz mnie jeszcze sobie smacznie spały. Nie wiem do końca, co zerwało mnie tak szybko na nogi. Siedziałam tak chyba z dobre 15 minut wpatrując się w ścianę. W końcu chwyciłam swoją różdżkę, wyszeptałam coś pod nosem i zaczęłam pisać z jej pomocą cienką smugą niebieskawego światła.
Chorry  
Chodrik
Co ładniej brzmi, co ładniej wygląda? Usłyszałam od którejś z dziewczyn, że para jest idealna wtedy, gdy wspólne imię dobrze brzmi. Skomentowałam to jako bzdury, a jednak... a jednak, no właśnie, układałam je sobie i porównywałam, choć nie miało to żadnego sensu.
Czasem nachodzi mnie taka myśl. Pytam wtedy samą siebie, co ja tak właściwie robię. Czemu przywiązuję do tego wszystkiego taką wagę?
Z takiego właśnie myślenia wyrwał mnie duszący śmiech Luny. Spojrzałam w stronę jej łóżka i dostrzegłam, jak siedziała z ręką na ustach, starając się nie wydobyć żadnego dźwięku. Niestety, nie udało jej się to. Szybko machnęłam różdżką, a napisy zniknęły.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać - powiedziała w końcu Luna.
- Ech, no ok. Jak się spało? - spytałam.
- Dobrze, a nawet bardzo. Miałam taki cudooowny sen, wiesz? A tobie? Co ci się śniło?
- Nie pamiętam - powiedziałam na jednym takcie.
- Idź się ubrać. Zejdziemy sobie na śniadanie trochę wcześniej, co?
Posłuchałam przyjaciółki i poszłam się przebrać, ona poszła zrobić to samo.

                                                                ***

Zajęłyśmy już miejsca obok siebie przy stole. Całą drogę przeszłyśmy w ciszy. Luna była dziś najwyraźniej w świetnym humorze. To dobrze, bo ostatnio zaczęłam się o nią martwić.
Lu wyciągnęła z kieszeni jakiś mały papierek i zaczęła go rozwijać, a następnie czytać. Ja w tym czasie spojrzałam w kierunku wejścia. Przyglądałam się kolejnym osobom wchodzącym na Wielką Salę. W pewnym momencie zauważyłam Harry'ego, a za nim Rona i Hermionę. Odwrócił się w moją stronę i... uśmiechnął. Ech, uśmiechnęłam się lekko i szybko odwróciłam wzrok w inną stronę.
- O! Harry! Czeeeść! - krzyknęła Luna i zaczęła energicznie machać ręką w ich stronę, a wszyscy, którzy znajdowali się na sali, zwrócili się w naszą stronę.
- Lunaa...
- Oj, sory. Nie chciałam tak głośno.

                                                               ***

Po śniadaniu udałyśmy się do naszego pokoju wspólnego. A przynajmniej zamierzałyśmy. Gdy byłyśmy już blisko wieży, zbliżył się do nas Draco. Byliśmy sami. Chłopak uśmiechnął się na nasz widok, a raczej na widok Luny, a ona odwzajemniła uśmiech. Przytulili się, mimo faktu, że właśnie przemknęła obok nas jakaś Puchonka.
- Do zobaczenia potem - ledwo co usłyszałam słowa, które wyszeptał Draco na ucho mojej przyjaciółce.
Ta odpowiedziała mu lekkim uśmieszkiem i zagryzając nieco wargę puściła mu oczko i ruszyła na przód, ciągnąc mnie za sobą.
- A co to było, czyżby się coś wydarzyło, o czym nie wiem? - spytałam zaciekawiona.
- Och - westchnęła Luna, po czym zaczerwieniła się lekko - nic takiego.
- Aj, coś czuję, że czas na małe plotkowanko - puściłam jej oczko.
- Wiesz co? A może powiesz mi jak tam z Harry'm. Lub Cedrikiem.
- A co ma być? - wzruszyłam ramionami.
- No, nie wiem. Ty nie chciałabyś od któregoś, hmm... czegoś więcej? - spytała.
- Nieeee... wiem. Myślę, że teraz jest dobrze. - powiedziałam, choć czułam, że nie jest to do końca prawda.
- Na pewno? - dopytywała się Lu.
- Oj, no dobra. Coś w tym jest głębszego, ale nie chcę żadnego z nich zranić. Obu lubię i mi na nich zależy.
- Wiesz co? Mam pewien pomysł, chodź.- Luna zaczęła podskakiwać i podśpiewywać coś pod nosem. Widać, była podekscytowana.
- Już się boję - westchnęłam cicho i powlokłam się za nią.

                                                              ***

Dziewczyna usadziła mnie przy stoliku w rogu, mało kto nas tu zauważy. Poszła w stronę pokoi. Za chwilę jednak wróciła z paroma pergaminami, piórami, kałamarzem i atramentem.
- No, to do roboty. - wzięła się pod boki i wyszczerzyła szeroko zęby.
Zrobiłam pytający wyraz twarzy.
- Napiszemy dwa listy, do każdego z chłopców.
Zabrałyśmy się więc do pracy, to nie był taki głupi pomysł. Postanowiłyśmy na początek napisać do Cedrika. Jestem ciekawa, co odpisze. Zaczęłam zarażać się tym podekscytowaniem od Luny.
Po zakończeniu ruszyłam do Sowiarni, aby wysłać szkolną sową list.
Załatwiłam to dość szybko i wróciłam z powrotem do naszej wieży. Zmęczona udałam się do pokoju, przygotowałam się do spania i runęłam na łóżko.
- Dobranoc - usłyszałam.
- Dobranoc, do jutra. - odpowiedziałam, po czym zasnęłam z nadzieją.


Koniec! :) Mam nadzieję, że się podobało. Proszę, KOMENTUJCIE.

Wygląd

Wiatajcie*.*
Zmieniłyśmy trochę wygląd bloga.
Inne tło, nowy obrazek jako nagłówek...
Myślimy, że wygląda lepiej :)
A Wam się podoba? Która wersja według Was jest lepsza: ta co teraz, czy tamta?

Pozdrawiamy
Dżi Dżi i Katie

poniedziałek, 21 października 2013

Ja i Draco Rozdział 5

Patrzyłam jeszcze na nią  do póki nie zniknęła mi z oczu.
Odwróciłam się z myślą, że już sobie poszedł... Że do końca dnia będą go tylko mijać na korytarzu...
Że nie obdarzy mnie uśmiechem... A nawet spojrzeniem...
A jednak nie!
Stał przede mną jak młody bóg!
Dzielił nas raptem metr.
Chyba słyszał jak mi waliło serce, bo się uśmiechnął. Nigdy w życiu nie widziałam kogoś tak pięknego... Nigdy...
-Luna- wyszeptał miękko zbliżając się do mnie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem...
Nie wiedziałam co robić: powiedzieć coś czy uciec. Powiedzieć, że Go kocham, czy może uciec i stracić zapewne, że jedyną szansę jaką miałam.
Już miałam mu powiedzieć, że Go kocham. Już miałam powiedzieć, że jest moim światem.  Już miałam powiedzieć, że znaczy dla mnie więcej niż myśli, niż wszyscy inni razem wzięci. Już nawet otworzyłam usta, ale on  położył mi na nich palec na znak, że mam milczeć. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Położył ręce na moich ramionach. Przeszedł mnie dreszcz. Nie taki jak zwykle. Inny... Przyjemniejszy...
Przez chwilę mogłabym być najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, przez tę jedną chwilę mogłabym  przeżyć więcej niż przez całe życie. Ta jedna chwila może zadecydować o moim szczęściu, o moim życiu...
-Ja się w Tobie chyba...-zrobił krótką przerwę, by zaczerpnąć powietrza- Luno Lovegood, Kocham Cię.
Zatkało mnie, nie wiedziałam co odpowiedzieć więc...
Zarzuciłam mu ręce na szyję, wspięłam się na palce i powoli zbliżałam do jego ust, a On się domyślił o co chcę uczynić. Złapał mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie. Nasze usta się dotknęły.
Poczułam smak jego ust. Poczułam ich miękkość. A co najważniejsze! Poczułam szczęście.
Był to ten moment, w którym poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
A właściwie to nie... Nie poczułam się. Ja byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
Delikatnie odsunął mnie od siebie i spojrzał mi prosto w oczy. W jego oczach było widać szczęścia. Wpatrywać mogłabym się w nie długimi godzinami, ale...
-Chodź, kochanie. -powiedział- Musimy już iść.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
Schodziliśmy w ciszy, przytuleni do siebie. Nikt nas nie niepokoił. Nikt nie zadawał zbędnych pytań. Byliśmy tylko my.
-Dobra...-wydusiłam z wielkim trudem- musimy się już rozejść.
Wspięłam się na palce, by złożyć pocałunek na jego ustach.
 Zauważyłam tłum schodzący ze schodów do naszej wieży. Wtopiłam się w nich.
W Wielkiej Sali zajęłam miejsce obok Cho.
-Czemu ciebie tak długo nie było?- zapytała.
-Ooh... Naprawdę? Nie było mnie raptem 10 minut. - wyjaśniłam.
-Luna. Jakie 10 minut? Nie było Ciebie pół godziny! Jakim cudem?- zdziwiło mnie to. Mnie nie było pół godziny? Jak to? Naprawdę ten czas tak pędził? Niemożliwe!
- Później Ci to wyjaśnię- powiedziałam nakładając sobie naleśniki.
Jadłyśmy w milczeniu. Zjadłam  4 naleśniki! Zadziwiło to Cho. Mnie też.
Dobrze nie skończyłyśmy jeść gdy podeszła do nas Ginny.
-Hej, dziewczyny. Co u was?- zapytała.
 - U mnie po staremu. Jakoś leci. -odpowiedziała Cho
-A u ciebie?- pytanie skierowała do mnie.
-Świetnie! - wykrzyczałam. Cała Wielka Sala skierowała wzrok na mnie. Upsss... Normalka...
Jestem do tego przyzwyczajona. Zawsze ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Praktycznie nikt mnie lubił. Nie było nadziei, żeby ktoś mnie pokochał.
A jednak!
Mam przyjaciół.  Mimo, że w Hogwarcie mam opinię dziwaczki.
Mam cudownego mężczyznę przy osobie. Choć na to w ogóle nie liczyłam. Nie liczyłam, że będę z Nim!
-Ej, Luna!- Cho szturchnęła mną.- Chodź już.
-Ajć... Przepraszam... Zamyśliłam się...
Wstałam. I wyszłyśmy z Wielkiej Sali.

_____
EDIT:
dn. 03.10.2015r
Czyli tak jak w poście pierwszym. Stwierdzam, że mózgu nie miałam, bo kto normalny by tak to rozegrał? Dziwne, za szybkie, zero akcji czy coś. WSTYD, WSTYD, WSTYD.
Ta sama prośba: proszę Was, wytrzymajcie, nie zrażajcie się. Pisałam to jak miałam 13 lat. Pomysły trzynastolatki, punkt widzenia także. Więc proszę o wybaczenie. Trzymajcie się i nie zrażajcie! c: Jeśli dojdziecie do końca to jesteście boscy! :D

niedziela, 20 października 2013

Witajcie

To znowu ja, Katie.


Chcę Was poinformować, że kolejna część pojawi się w tym tygodniu.
I mam do Was prośbę komentujcie moje opowiadania :) Chcę wiedzieć czy Wam się podoba, czy mam coś dodać, nad czym mam popracować. Wiecie chodzi oto jakie macie uwagi, zastrzeżenia :)

Pozdrawiam, Życzę miłego dnia 
Katie

piątek, 11 października 2013

Ja i Draco Rozdział 4.

Staliśmy tak przytuleni do siebie. Pewnym momencie lekko odsunął mnie od siebie, aby się mi przyjrzeć.  Z czułością. Powoli nasze usta zaczęły sie do siebie przybliżać. Już czułam jego oddech na moich wargach. Nasze usta dzielił tylko milimetr. Już... Już bliziutko. Jeszcze chwila gdy nagle...
-Hej, Luna! Luna!- do mojego pokoju wbiegła Cho.
-Co znowu? - odpowiedziałam. - Nie może poczekać jeszcze trochę. Chcę dokończyć mój sen.
 - Nie, nie może. Sen dokończysz innym razem. - jakimś zaklęciem zrzuciła mnie z łóżka
- Dobra o co chodzi?- próbowałam się podnieść.
- Mam pomysł związany z Draco...
-Tak?- podekscytowana usiadłam.
- Chodzi o mi o to, że bym napisała do niego list z pytaniem co sądzi o Tobie. Czy Ciebie lubi, co w Tobie lubi, czego nie lubi, czy chciałby Ciebie bliżej poznać.
- Hmmm... Całkiem spoko pomysł... Ale bez tego czy chciałby mnie bliżej poznać...
-Dlaczego? -zapytała zdziwiona.
-Nie domyślasz się? - zapytałam się retorycznie- pomyślałby, że to ja piszę.
-No w sumie... Czyli jak piszemy?
- Nooo... Ale po lekcjach...
- Luna! - roześmiała się Cho.
- Co znowu?- zapytałam rozdrażniona. Zaczęła mnie irytować.
- Dzisiaj jest sobota.
- Na serio?- kalkulowałam w myślach.
 - Tak!
To dziś sobota... Za tydzień mecz Quidditcha. Krukoni przeciw Ślizgonom. Eeh...
- To za tydzień mecz Quidditcha?
-Tak.
- Krukoni przeciw Ślizgonom...
- Masz dylemat?
- Tak... Nie wiem komu kibicować... Ravencalw mój dom... Slytherin... dom kogoś kogo kocham...
- Mamy jeszcze czas sie zastanawiać. Idź się ubierz i spotkamy się w pokoju wspólnym i zaczniemy pisać.- zadyrygowała Cho. 
Ubrałam się, wzięłam torbę i zeszłam. Cho czekała na mnie w naszym ulubionym miejscu. Rozłożyłam książki, pergaminy, kałamarze z tuszem i pióra.
-No dobra... Daj mi pióro.- powiedziałam.
-Tobie?
-Tak, a co?
-No wiem, nie sądzisz, że lepiej by było gdyby ktoś inny napisał.
- Dlaczego?
-Bo może znać Twój charakter pisma?
- Aha. No to masz- zrezygnowana podałam jej pióro.
- Ale i tak nie będę się podpisywać.
-Dlaczego?
-Bo może nie będzie chciał napisać.
-A tak to by zechciał... Taaaak... W stu procentach, chciałby...
-Nie wiem... Możemy podpisać "Twój przyjaciel". -zaproponowała.
- Nie taki zły pomysł.
-Dobra. To Ty odrabiaj lekcje, a ja napiszę.
- Spoko. Zacznę z opieki nad magicznymi zwierzętami. - powiedziałam.
Tematem wypracowania było "Moje ulubione magiczne stworzenie". Eeh... O czym by  tu napisać, o testralach, czy kołkogońkach, albo o gnębiwtryskach... Dobra o jednorożcach!
- Okej, Luna już skończyłam.
- Ile Ty to pisałaś?
- Chyba 20 minut.
-A co napisałaś?
- Draco! Co myślisz o Lunie Lovegood? Lubisz ją? Chciałbyś ją lepiej poznać? Proszę odpisz, ta sowa będzie wiedziała komu  to dostarczyć. - przeczytała - podoba się?
-Jak najbardziej! To jest świetne! - niemal zaparło mi dech w piersiach. -Jesteś kochana!
-Dzięki Luna!
- Chodźmy do sowiarni wysłać.
- Idź sama. Ja pójdę do Cedrika.
-Dobra, lecę. Pa. Do zobaczenia na śniadaniu. - wybiegłam z dorminatorium jak na skrzydłach. 
Wbiegłam po schodach do sowiarnii i Go zobaczyłam... Stał tam piękny i olśniewający. Jak młody bóg. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, możliwe, że nawet On je słyszał. Słyszał moje oszalałe z miłości serce bije... Niee... Ono nie bije... Ono wali. A więc chyba słyszał je, bo się obrócił. Spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się. Uśmiechnął się! Uśmiechnął się!!! Do mnie!!! 
Stałam tak zamurowana jeszcze przez chwilę. Podeszłam do sowy Cho, przywiązałam list i ją wypuściłam. Poleciała.