piątek, 30 września 2016

W blasku srebrzystej tarczy: Rozdział 1


wrzesień 2022
                Rodzice wieźli nas na peron dziewięć i trzy czwarte. Hugo twierdził, że jest już za duży na odprowadzanie „przez mamusię pod same drzwi pociągu”. Przesadzał, jak zawsze przesadzał. Mi to nigdy nie przeszkadzało, choć rozpoczynałam już szósty rok nauki.
                W te wakacje z Albusem byliśmy cały czas w centrum uwagi. Było to trochę męczące. Każdy wujek, każda ciotka, wszyscy kuzyni i kuzynki, nie wspominając już o babci Molly wypytywali nas o SUMy. Kiedy nikt się nie interesował naszymi wynikami w nauce, babcia zaczynała się nami chwalić, że tacy mądrzy jesteśmy, mimo że obydwoje  rozwijamy się w innych kierunkach, i dawno nie widziała tak dobrych wyników (cóż, James i Fred nie popisali się). Ja i Albus mieliśmy oceny na podobnym poziomie. Miałam o jedno „wybitne” więcej od niego, ale mieliśmy zupełnie inne ambicje, więc nie przejmowaliśmy się tym. Ciotka Fleur porównywała je z wynikami Dominique, które były fatalne, i zirytowana stwierdziła, iż „’Ogwart ma złe podejście i w Beauxbatons by się więcej nauczyła”. Nie docierało do niej, że problem leżał w czymś innych.
                Na peronie już z daleka zobaczyliśmy Albusa i Lily. Lily jak zawsze przytuliła się z nami na przywitanie.
                Ostatnie minuty z rodziną przed odjazdem do szkoły spędziliśmy na nerwowych rozmowach, czy na pewno wszystko wzięliśmy, żebyśmy byli grzeczni, mamy pisać raz w tygodniu oraz gdy tylko coś nas będzie niepokoiło. Wszyscy grzecznie przytakiwaliśmy i stwierdziliśmy, że jak czegoś będziemy potrzebować, to napiszemy. Hugo zaczął się zgrywać, że zostawił na łóżku wszystkie pary skarpet, co zaniepokoiło mamę. Kiedy powiedział, że żartuje, mama i ciocia Ginny go skarciły.
                Pięć minut przed odjazdem dostrzegliśmy Inez Lupin, naszą przyjaciółkę i siostrę Teddy’ego. Była rok ode mnie młodsza. Jej rodzicami byli przyjaciele naszej rodziny, Dora i Remus Lupinowie.  W przeciwieństwie do brata nie była metamorfomagiem. Miała czarne włosy i zielone oczy. Z wyglądu bardzo przypominała matkę. Wiedziałam, że jej tata jest wilkołakiem, nigdy tego nie ukrywał. Natomiast w jej przypadku był to temat tabu. Sama się nie przyznawała i nikt o tym nie mówił. Domyśliłam się tego w tamtym roku. Początkowo uznałam, że to niemożliwe, bo likantropia nie jest dziedziczna, a przynajmniej do tej pory nie było takich przypadków, ale fakty mówiły same za siebie.  Nie przyznałam jej się do tego, że wiem, iż jest wilkołakiem. Bardzo chciałam to zrobić, ale nie wiedziałam jeszcze jak. Postanowiłam, że w tym roku miałam w planie wspierać ją w tym cierpieniu.
                Wsiedliśmy do pociągu. Dość szybko udało nam się znaleźć pusty przedział. Wygodnie się rozsiedliśmy i przez okno widzieliśmy jeszcze ostatnich uczniów wbiegających w pośpiechu na peron z rodzicami. Wśród nich była też moja przyjaciółka Audrey Smith, mugolaczka z imieniem po jakiejś mugolskiej gwieździe, której fanką była jej matka.
– Audrey! – krzyknęłam – Tutaj!
                Moja czarnowłosa przyjaciółka rozejrzała się zdezorientowana po peronie, a gdy mnie zobaczyła, pomachała mi. Po chwili biegła już do pociągu zgrabnie omijając kolejnych czarodziei. W końcu weszła do przedziału.
– Jak się cieszę, ze was widzę! – krzyknęła. – Tak dawno się nie widzieliśmy!
                Jej rodzice mieli bardzo złe zdanie o czarodziejach, dlatego nie chcieli jej wypuszczać z domu ani nikt nie mógł jej odwiedzać. Oprócz egzorcysty i najbliższej rodziny.  Dziwiłam się, że w ogóle pozwalają jej jeździć do szkoły. Pewnie McGonnagal maczała w tym palce.
– Jak wakacje minęły? – spytał Albus całując ją w policzek.
                Byli parą od połowy piątego roku. Byłam zdziwiona, że są ze sobą. Oboje byli pozytywnymi ludźmi, ale mieli inne temperamenty. Audrey była niespokojnym, nieprzewidywalnym wulkanem, zaś Albus pozwalał sobie tylko na żarty, mniej lub bardziej niewinne i zawsze potrafił zachować zimną krew. Brunetka zawsze twierdziła, że opanowanie młodszego Pottera jest wkurzające i sama by z kimś takim nie wytrzymała, ale od kilku miesięcy jej się to udaje. 
                Hogwart Express ruszył i mój kuzyn z dziewczyną przewrócili się na Lily, która siedziała naprzeciwko mnie. Szybko się podnieśli i usiedli obok siebie.
– Klasycznie. Izolacja w domu, raz w tygodniu egzorcysta. Dobrze, że dziadek i kuzyni traktowali mnie normalnie.
                Zawsze mnie dziwiło z jakim dystansem podchodziła do swojej sytuacji rodzinnej.
– To najważniejsze. – zaśmiała się Inez – U mnie było dobrze. Teddy  i Victoire wreszcie ustalili datę swojego ślubu. Będzie w przyszłym sierpniu.
– Ile nad nią myśleli? Chyba z rok! – skomentowała Audrey.
                Gdyby w ich przypadku było to tak proste jak ona myśli. Musieli uważać, żeby nie wypadła wtedy pełnia księżyca. Jak później mieliby się tłumaczyć gościom, dlaczego nie ma ojca i siostry pana młodego, mimo że tak ją uwielbiają? Rodzina Weasley  by to zrozumiała, jednak gorzej z Delacour. Poza tym nikt nie chciałby świętować czegoś tak ważnego bez Inez i wujka Remusa.
                Później nasze rozmowy zeszły na temat szkoły.
– Podobno ma się zmienić profesor od eliksirów. – powiedziałam.
– Serio? To Sicherhaits nie będzie nas już uczył? – Hugo się zdziwił. Był jedyną znaną mi osobą, która  lubiła go z wzajemnością.
  Ja tam się cieszę. – powiedział Al. – Na mnie się uwziął.
– Bo brak ci moich rudych włosów, zdolności i uroku osobistego! – Hugo zaczął się śmiać.
– Nie… Po prostu zazdrościł mi wiedzy. Prawda, Rose? Musieliśmy go cały czas poprawiać.
– Nie zapomnijmy, że był wredny. – dodała Lily.
– Mi z nim dobrze szło. – mój brat się bronił.
– Ty się nie liczysz. Miałeś oceny za urok osobisty! – szturchnęłam go.
                Mój wzrok przykuło coś za drzwiami. Stanął za nimi Scorpius Malfoy. Poznałam go, mimo że stał do nas tyłem. Nikt w szkole nie miał tak jasnych włosów.
                Chłopak nienawidził mnie od pierwszego dnia w szkole. Uważałam, że niezasłużenie. Nic mu nie zrobiłam, tylko chciałam być dla niego miła i oszczędzić mu więcej przykrości ze strony moich kuzynów. Po tym zdarzeniu do mnie odnosił się z największą niechęcią, James i Al mieli więcej spokoju od niego.  Byłam pewna, że uznał mnie za słabszą od niego i dlatego się na mnie uwziął. W młodszych latach bardzo często mnie popychał, szturchał, ciągnął za warkocze i przezywał. Przez kilka pierwszych tygodni chciałam być dla niego miła, ale miarka się przebrała, gdy wkleił mi gumę we włosy. Od tamtej pory nigdy nie pozostawałam mu dłużna. Kiedy przez niego upadałam, zawsze łapałam Scorpiusa, żeby poleciał na ziemię ze mną. Stracił przez to kilka zębów i raz złamał nos. Nikomu się nie przyznał, że to przeze mnie, zwłaszcza, że wychodziłam z tego cało.  Teraz tylko czasem szturchał mnie na korytarzach. Kiedy wydoroślałam, a jemu znudziły się te dziecinne gierki, zaczęliśmy się kłócić. On zaczynał mnie wyśmiewać, a ja mu odpowiadałam. Oprócz tego zawsze rywalizowaliśmy o wszystko.
                Malfoy z kimś rozmawiał. Położył rękę na klamce, ale nie zwracał uwagi czy ktoś jest w środku. Naciskając klamkę spojrzał do środka. Szybko ją puścił. Odchodząc dalej rzucił mi pełne nienawiści spojrzenie. Pewnie ominęła mnie wtedy kolejna kłótnia.
                Z bólem serca musiałam przyznać, że wyprzystojniał i teraz on będzie najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Myślałam, że Al zajmie to zaszczytne miejsce po swoim bracie. Zawsze za nimi biegało najwięcej dziewczyn, a na Scorpiusa zwracały uwagę tylko Ślizgonki, ale znajdował się gdzieś na końcu pierwszej dziesiątki.
– No, Al, musimy iść do wagonu prefektów. – powiedziałam wstając z miejsca.
– Do zobaczenia! – Albus wyszedł za mną.
                Pomachałam wszystkim na pożegnanie.
– Muszę ci coś pokazać! – powiedział z entuzjazmem i odchylił szatę. Z wewnętrznej kieszeni wystawał mu skrawek starego pergaminu. Od razu to rozpoznałam.
– Oddał ci? – krzyknęłam.
– Ciszej.
– W sumie i tak nie była już mu potrzebna. – stwierdziłam.
                Cudownie! Mapa Huncwotów została z nami w Hogwarcie. To tak wiele ułatwia!

___________________________________________________________

Hej! 
 Rozdział miał się pojawić jutro, jednak nie wytrzymałam i skoro jest gotowy, to wrzucam go dzisiaj. Mam nadzieje, że się Wam spodobał. :D Objaśniłam trochę historię niektórych postaci. Oczywiście, to jeszcze nie koniec. Nie wiem, jak wpadłam na pochodzenie Audrey i dlaczego ma taką, a nie inną rodzinę. 
Piszcie w komentarzach, co Wam się podoba, a co nie. :) To motywujące. Pozdrawiam. :D 


***

Chciałybyśmy z Gabrysią złożyć życzenia wszystkim chłopakom. A więc panowie, życzymy Wam: zdrowia, szczęścia, pomarańczy niech Wam dziewczyna nago tańczy. ;) 
A teraz poważnie: sukcesów w życiu, zdrowia, pomyślności, szczęścia, miłości, spełnienia marzeń, cudownych ludzi w Waszym życiu i wszystkiego najlepszego. 

06.07.2017 EDIT: drobne poprawki. Głównie rozbudowałam zdania, zmieniałam ich szyk lub wstawiałam przecinki. Jedyną ingerencją w fabułę była zmiana długości związku Albusa i Audrey.

poniedziałek, 5 września 2016

W blasku srebrzystej tarczy. Prolog



Wrzesień 2017
Jamesowi udało się bardzo szybko znaleźć wolny przedział. Byłam pod wrażeniem. Mój tata często opowiadał mi jakie to ciężkie. Podobno raz podróżowali z wujkiem Remusem. Nie chciałam im w to wierzyć, ale w końcu całą czwórką mnie przekonali.
                Po kilku minutach drzwi od naszego przedziału się otworzyły. Stanął w nich dość wysoki, blady chłopiec o blond włosach. Mój tata pokazywał mi go na peronie. Z jakiegoś bliżej nieznanego powodu zabronił mi się z nim zadawać. Widocznie moi kuzyni to słyszeli, bo spojrzeli na niego z wyraźną niechęcią.
– Cześć. – powiedział nieśmiało. – Mogę się dosiąść?
– Jasne, nie ma problemu. – odpowiedziałam jak najszybciej, aby żaden z moich towarzyszy nie mógł mu tego zabronić. Nie chciałam robić sobie wrogów przed dojazdem do Hogwartu ani w pierwszych dniach szkoły.
  Dziękuję.
                W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego. Usiadł na wolnym siedzeniu obok mnie, naprzeciwko Albusa.
– Jestem Scorpius Malfoy. Mówcie mi Score.
  Rose Weasley – wyciągnęłam do niego rękę. Był zdziwiony tym gestem, ale szybko ją uścisnął. Przez chwilę miałam wrażenie, że chciałby mnie w nią pocałować. Widocznie w przeciwieństwie do moich kuzynów był dżentelmenem. Byli dobrze wychowani, ale akurat tego im brakowało. Może się czegoś od niego nauczą, pomyślałam.
– A ja jestem Albus Potter, a to mój brat, James. – Al wskazał na brata.
                Starszy z Potterów patrzył się na mnie znacząco. Wiedziałam, co chce mi przekazać. „Dziewczyno, co ty wyprawiasz?!”.
                Siedzieliśmy w ciszy. Co chwilę zerkałam na kuzynów, aby odgadnąć co myślą. Nie wychodziło mi to.
                Ciszę dopiero przerwał Score.
  Jesteś w Gryffindorze? Jak tam jest? – pytanie było skierowane do Jamesa. W stalowoszarych oczach blondyna było szczere zainteresowanie.
– Nie mam zamiaru opowiadać potencjalnemu Ślizgonowi, jak jest w domu Godryka Gryffindora! – prychnął. – Jak zostaniesz przedzielony, to się dowiesz.
– Chyba przesadzasz. – powiedział blondyn. – Założę się, że Rose albo Albusowi coś opowiadałeś, a nie możesz być pewny, że zostaną przydzieleni do Gryffindoru.
– Czy ty, dzieciaku, sugerujesz, że ktoś z rodu Potterów i Weasleyów mógłby upaść tak nisko, aby zostać Ślizgonem? W naszej rodzinie nie ma takich kanalii. Wszyscy jesteśmy odważni i honorowi.
                Chłopak w jednej chwili stał się cały czerwony.
– Ty… Ty… Mój tata miał rację! – krzyknął Malfoy.  – Wszyscy Potterowie są tak samo tępi i aroganccy.
                Spojrzałam na Ala, a on się tylko bezradnie przypatrywał.
– Dziadek twierdzi, że wy dwaj z domieszką krwi Weasleyów jesteście jeszcze gorsi!
– Zamknij ryj, głupi smarku! Gdyby mój ojciec w trakcie drugiej Bitwy o Hogwart nie uratował twojego tatusia, to by cię tu nie było. Moi rodzice też mi o was opowiadali! Twoja rodzina była zwykłymi marionetkami Voldemorta! – James wstał – Ciesz się, że twój tatuś i dziadziuś w Azkabanie nie skończyli!
                Postanowiłam zareagować. Tego było za wiele. Obaj przesadzili.
– James! Uspokój się! – posadziłam kuzyna z powrotem. – Daj spokój. Po co zaczynasz? Nie rób sobie problemów.
  Rose, nie słyszałaś? On obraża naszą rodzinę. – dołączył się Albus.
                Popatrzyłam się na blondyna. Nie chciałam go wyganiać, ale to było jedyne dobre wyjście. Spojrzał mi w oczy i chyba zrozumiał o czym myślałam.
– Wszyscy jesteście tacy sami! – krzyknął ze złością Scorpius. – Chcieliście to macie! Od dziś jesteśmy wrogami.
                Wziął swój kufer i wyszedł z przedziału trzaskając drzwiami. Spojrzał się jeszcze raz na mnie z ogromną nienawiścią.
– I po co ci to było, Rosalie? – spytał z wyrzutem James. – Wujek Ron coś ci mówił. 

__________________________________

Cześć! :D 
O to rozpoczynam kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że choć trochę Was zachęciłam. Jak na razie jest to moim wyjaśnieniem początku ich konfliktu. Mam pomysł na opowiadanie. Zaplanowane kilka rozdziałów, parę także już napisałam. :)
Nie wiem, jak to będzie z rozdziałami. Postaram się pisać jak najczęściej w roku szkolnym, ale nie obiecuję. Dojeżdżam teraz do szkoły i jestem zależna od pociągów. Także w ostatnim czasie nie mam kłopoty z Internetem, więc nie wiem, kiedy pojawi się pierwszy rozdział. :) Pozdrawiam wszystkich. :D 
Razem z Gabi życzymy świetnych wyników w nauce. :D No i szczególnego powodzenia osobom piszącym w tym roku SUMy i owutemy. :D 

EDIT: W pierwszych rozdziałam będę chciała przybliżyć Wam jak najwięcej szczegółów pomagających zrozumieć relacje oraz historię postaci. :) 

środa, 10 sierpnia 2016

Ja i Draco. Rozdział 30




                Przez tą całą sytuację z Nevillem zapomniałam dać Harry’emu „Żonglera”. Gdybym wiedziała, że spotka się z Cho, to ją bym poprosiła o przekazaniu mu magazynu, a teraz nie chciałam im przeszkadzać.
                Mimo że do końca roku było już tylko kilkanaście dni, nauczyciele dalej zadawali nam dużo pracy domowej. Szczególnie Umbrdge i McGonnagal. Poszłam do biblioteki, aby napisać wypracowania. Jedno miało mieć 5 stóp, a drugie przynajmniej 7,5 stopy. Zastanawiałam się, dlaczego nie mogą nam odpuścić, chociaż teraz, przed samym końcem roku, nieco odpuścić. Każdy pracował ciężko przez cały rok.
                Piątoklasiści mieli pisać po niedzieli SUMy. Zastanawiałam się, jak one pójdą moim przyjaciołom. Każdy z nich był utalentowanym czarodziejem. Wierzyłam, że na pewno uda im się je zdać bardzo dobrze.
                Spojrzałam na swój pusty pergamin. Otworzyłam pierwszą księgę i zaczęłam szukać potrzebnych mi informacji, ale cały czas moje myśli uciekały w innych kierunkach. Jednym z nich był Draco. Na jednej z przerw zatrzymał mnie i zaproponował spotkanie. Był przy tym trochę zmieszany, ale widać było, że ma dobry humor. Patrzył na mnie jakbym była tortem czekoladowym.
                Ktoś zasłonił mi oczy. Spróbowałam się odwrócić, ale mi się nie udało.
– Cześć, słońce. – usłyszałam przy uchu. Moje serce natychmiast podskoczyło.
– Wystraszyłeś mnie. – uśmiechnęłam się. Ucieszyło mnie, że tu przyszedł.
– Co słychać?
                Przyjrzałam się Draco. Od naszej ostatniej randki nic się nie zmienił. Może tylko przez kilka ostatnich dni nie był taki szczęśliwy. W tamtej chwili w jego wzroku była taka radość, której nie potrafiłam opisać, a on pewnie nie mógł tego określić słowami. Była ona inna i o wiele głębsza. Odnosiłam wrażenie, że przenikał mnie wzrokiem na wylot, a jednocześnie rozświetlała ponure księgi wokół nas.
– Trochę się martwię o wasze SUMy. Szczególnie o Neville’a. Zraniłam go, wiesz? – spytałam. W tej chwili nie mogłam go okłamywać. Nie było w tym najmniejszego sensu, bo i tak by to ze mnie wydusił.
– Spokojnie. –pogłaskał mnie po włosach – Damy sobie radę. Neville tym bardziej. Nie takie rzeczy wytrzymywał.
                Ostatnie zdanie wręcz wyszeptał.
– Ale to jest, co innego! – krzyknęłam. Zapomniałam, gdzie się znajdowałam i już po chwili ujrzałam panią Pince wyłaniającą się z za regałów.
– WYNOCHA – wrzasnęła. – Już was tu nie widzę!
                Jednym ruchem schowałam wszystkie moje rzeczy i w przeciągu trzech minut już przemierzaliśmy już korytarz.
– Skoczę zostawić torbę i spotkamy się pod naszym drzewem, okej? – powiedziałam.
– Jasne. – odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
                 Do dormitorium wbiegłam niesiona jakby na skrzydłach. Rzuciłam torbę i z powrotem zaczęłam pędzić na dół. Wszyscy, których mijałam, byli zdziwieni. W dość krótki czasie znalazłam się na błoniach. Spojrzałam w stronę naszego drzewa, Draco dopiero tam siadał. Przeczesałam palcami włosy, ale to na pewno nic nie dało i ruszyłam w jego stronę.
                Byłam już przy nim, kiedy on po prostu powalił mnie na ziemię. Byłam zdezorientowana, a on zaczął się tylko śmiać. Popatrzyłam na niego i mu zawtórowałam.
– Czy ty nie powinieneś się uczyć? – spytałam i spojrzałam się na niego tak podejrzliwie, jak tylko umiałam.
– Ja? – przeciągnął ostatnią literę. – Skądże, wszystko już umiem. Mogę ci nawet opowiedzieć.
– Nie, dzięki. Nie skorzystam, nie czuję jeszcze takiej potrzeby.
                Znowu zaczął się śmiać. Draco przytulił się do mnie jeszcze mocniej i schował twarz w moich włosach. Jak ja to uwielbiam! Prawie bym zapomniała, jak on potrafi być romantyczny. Czując jego wargi tuż za moim uchem, pomyślałam, że nie mogę już więcej dać mu odejść. Kocham go. Jego oddech na moim uchu uświadomił mi, że z nikim nie będzie mi tak dobrze.
– Kocham cię – wyszeptał.
– Nie wiem, jak mogłam w to wątpić.
                Pocałował mnie tak jak dawniej. Delikatnie uświadamiał mi, że zawsze będę jego.

***
                Był ostatni dzień SUMów. Skończyłam zajęcia i czekałam aż Draco skończy egzaminy. Do jego wyjścia zostało już kilka minut.
– A ty dalej czekasz? – Cho zaśmiała się do mnie.
– Nie mam nic innego do roboty. – uśmiechnęłam się – Obiecałam.
– I co z tego? Mam specjalne pozwolenie, żeby cię porwać i nie masz wyjścia. Musisz się zgodzić.
                Udałam zrezygnowaną, ale chętnie poszłam z Cho. Wszyscy w Hogwarcie czuli już wakacje. Było ciepło, a do powrotu do domu pozostał tylko tydzień. Z jednej strony się cieszyłam, ale z drugiej znaczyło to rozłąkę z Draco. Pocieszał mnie, że możemy pisać listy. Stwierdził też, że nie mamy do siebie daleko i kiedyś przyleci do mnie, choć nie wie, jak się wymknie rodzicom.
                Cho wyciągnęła mnie nad jezioro. Na pomoście był rozłożony koc, a na nim talerz z rogalikami, a obok dwa puchary i dzbanek. Przed pomostem stało dwóch chłopaków z Gryffindoru. Byli chyba o rok ode mnie młodsi. Podeszłyśmy do nich i moja przyjaciółka wręczyła każdemu po 10 sykli. Chłopcy odeszli zostawiając nas same.
– Wyjaśnisz mi wszystko? – spytałam.
– Niestety nie mam odpowiednich uprawnień. – uśmiechnęła się. – Wytrzymaj jeszcze trochę.
– To może wyjaśnisz skąd te rogaliki i sok dyniowy?
– Harry załatwił od skrzatów.
Przez jakieś dziesięć minut rozmawiałyśmy o tym, jak na minął ten rok. Obie zgodnie stwierdziliśmy, że był niesamowity. Rozmowę przerwał nam Draco. Przywitał mnie buziakiem w policzek, a Cho po chwili się ulotniła bez słowa. Zostaliśmy tylko my sami.
Ten wieczór był tak cudowny, że miałam nadzieję, iż moje całe życie będzie takie.

_______________________________________________________________________________

I cóż mogę powiedzieć?
Jest to ostatni rozdział tego opowiadania. Przyznam szczerze, że nie miałam pomysłu na zakończenie. Jednak wczoraj dostałam przypływu nagłego natchnienia. I to jest! Może nie jest jakiś długi, ale najważniejsze wydarzenia już były. :)
Pomysł na nowe opowiadanie już mam. Opracowałam już prolog i dwa rozdziały. Postaram się zacząć jak najszybciej pisać. :) Możliwe, że prolog opublikuję pod koniec tego miesiąca. 
Pozdrowiam! :D I do napisania. ;) 

niedziela, 3 lipca 2016

Ja i Draco. Rozdział 29


                 Obudziłam się dość wcześnie. Była środa. Przekręcałam się z boku na bok, bo nie mogłam usnąć. Zaczęłam rozmyślać nad wszystkim, co się wczoraj wydarzyło.  

                Wieczorem, od razu po powrocie, porozmawiałam z Cho. Ucieszyła się z tego, że znowu jesteśmy razem. Jednak stwierdziła, że obowiązkowo muszę porozmawiać z Nevillem i wszystko mu wyjaśnić. Sama o tym wiedziałam.  Moja przyjaciółka zrozumiała mój nagły wybuch złości, ale uznała, że za bardzo się przejęłam Pansy. Z mojego punktu widzenia było inaczej. Cho po prostu tego nie rozumiała. Ta dziewczyna, właściwie nawet moja rywalka, mogła odczuwać to samo, co ja. Sama dobrze wiem, jak to jest. Byłam impulsywna, bo zbyt wiele emocji mną targało.  Złość, radość, rozpacz… Tego było za wiele.
                Spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Było jeszcze zbyt ciemno, abym mogła odczytać godzinę, nawet jeśli moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności.
                – Lumos – szepnęłam tak, aby nie zbudzić innych Krukonek.
                Była druga w nocy. Zdecydowanie za wcześnie, abym mogła już zacząć szykować się do szkoły. Zamknęłam oczy. Może usnę. Leżałam i cały czas miałam ciemność przed oczami, a kiedy je znowu otworzyłam było już jasno. Chyba przysnęłam, ale tego nie odczułam. Byłam dalej tak samo zmęczona jak wcześniej. Znowu sprawdziłam, która godzina. Dochodziła szósta. Mogłam już spokojnie zacząć się szykować do szkoły.
                Wstałam, wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Starałam się być jak najciszej. Kiedy wyszłam po dwudziestu minutach, dziewczyny dalej spały. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać nowy numer „Żonglera”, który tata przysłał mi wczoraj wieczorem. Tak bardzo nie mogłam się tego doczekać!
                Zaczęłam czytać artykuł o tajemnicach młodości Dolores Umbridge. Dowiedziałam się wielu rzeczy. Była gwiazdą mugolskich filmów. Podobno ją kochali, ale upozorowała własną śmierć, aby zająć karierą w Ministerstwie Magii.
                Nawet nie zauważyłam, kiedy obudziły się moje współlokatorki. Zorientowałam się dopiero, gdy Cho odsunęła zasłony mojego łóżka.
                – O! Myślałam, że jeszcze śpisz. – moja przyjaciółka była już ubrana – Idziemy na śniadanie?
                – Jasne! – odpowiedziałam – Powinnam pokazać to Harry’emu?
                Zamachałam jej czasopismem przed nosem.
                – Hmm… Możesz. Myślę, że to wiele wyjaśni i pomoże mu to zrozumieć. – Cho była szczera.
                Zeszłyśmy do pokoju wspólnego. O tej porze mało kto tu był, część jeszcze spały, a inni byli już na śniadanie. Wyszłyśmy przez drzwi i skierowałyśmy się w stronę Wielkiej Sali. Po drodze rozmawiałyśmy o tym, jak mam rozwiązać sprawę z Nevillem.
                – Musisz z nim porozmawiać jak najprędzej. – powiedziała.
                – Wiem, ale myślisz, że teraz będzie chciał się ze mną zobaczyć?
                – Chyba musi. Nie ma innego wyjścia. Zaczep go od razu po śniadaniu. – poradziła.
                – Dobrze.
                Dalej zajęłyśmy się niezbyt ambitną rozmową o nadchodzących SUMach. Miały się zacząć w najbliższy poniedziałek.
                – Na błękitne nargle! – krzyknęłam.
                – Co się stało? – spytała zdezorientowana Cho.
                – Neville je pisze! A jak przeze mnie mu pójdą słabo? Może nie powinnam mu teraz tego mówić…
                – Jeśli mu teraz nie powiesz będzie gorzej. Myślisz, że nie domyślił się skończyła się wasza rozmowa?
                – Może masz rację. – powiedziałam, gdy weszłyśmy do Wielkiej Sali.
***
                Skończyłam ostatnią lekcję. Cały czas myślałam o tym, co powiem Neville’owi. Nie udało mi się go spotkać po śniadaniu. Na korytarzu także go nie spotkałam, a na obiedzie wyszedł z Wielkiej Sali zanim zdążyłam zjeść.
                Wracając do dormitorium zastanawiałam się, co mam powiedzieć Neville’owi, gdy go spotkam. Miałam pustkę w głowie. Z całych sił próbowałam coś wymyśleć, ale potrafiłam. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam, kiedy doszłam do drzwi pokoju wspólnego Gryfonów. Przechodzący obok mnie uczniowie nie byli zdziwieni. Dla nich jestem rozkojarzoną Pomyluną, mogło mi się to zdarzyć.
                Na całe szczęście nie musiałam długo czekać. Z dziury zza obrazem wyszedł Harry.
                – Hej, Luna! – zawołał – Co tutaj robisz?
                – Chciałam się z Nevillem zobaczyć. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
                – Jest w naszym pokoju. – powiedział. – Zawołam go, poczekaj tu chwilę.
                Znowu zniknął w tej dziurze. Gruba Dama patrzyła na mnie nie przyjaźnie, ale nie odzywała się do mnie. Uśmiechnęłam się do niej, a ona tylko odwróciła się w drugą stronę.
                Nie musiałam długo czekać, chociaż każda sekunda była dla mnie jak wieczność. Chłopcy wyszli.
                 To ja lecę do Hagrida! – krzyknął Harry. – Na razie!
                Nie odpowiedzieliśmy mu. Staliśmy i mierzyliśmy się wzrokiem. Widać, że był smutny.
                Na nowo miałam pustkę w głowie.
                – Przepraszam. – powiedziałam. To jedyne, co przyszło mi do głowy. Powinnam go przeprosić.
                 Nie musisz.  – odpowiedział. – Nie masz nawet za co.
                – Mam. Nie powinnam dać Ci nadziei. – powiedziałam jednym tchem. – Powinnam poczekać, wstrzymać się ze wszystkim.
                – Nie! Nie wiesz nawet ile, to dla mnie znaczyło! – głos zaczął mu się łamać. – Widziałem, jak przy mnie robiłaś się coraz bardziej szczęśliwa. Wracałaś do siebie…
                 Przepraszam. Naprawdę mi wybacz. To wszystko, co dla mnie zrobiłeś było miłe. Pomogłeś mi w tym wszystkim, ale myślałam, że robisz to tylko dlatego, że się przyjaźnimy. Nie mogę być z tobą, jeśli czuję coś do kogoś innego. – powiedziałam. – Nie myśl, że do ciebie nic do ciebie nie czuję. Kocham cię jak przyjaciela. Tak samo Ginny… Jesteś moim prawdziwym przyjacielem. Nie chcę cię stracić. Wybacz mi za wszystko. Jeśli teraz nie będziesz chciał mnie znać, to zrozumiem.
                – Kocham cię. – powiedział Neville, a mi zrobiło się źle. Nie mogłam go tak potraktować. Nie zasługiwał na to, a ja nie zasługiwałam na jego miłość. Byłam z Draco. Neville’a bym tylko oszukiwała.
                – Przepraszam, nie mogę tak. – powiedziałam. – Muszę już iść.
                – Dobrze… - westchnął. – Ale pamiętaj. Poczekam. Wierzę, że kiedyś będziemy razem.
                Odeszłam, nie odwracając się. Po prostu nie mogłam tego zrobić. Zraniłam go.

______________________________________________
Hej! 
O to jest rozdział. c: Mam nadzieję, że Wam się podoba. Proszę o komentarze. 
Jestem z niego całkiem zadowolona.  Wiem, że nie jest za długi, ale zawarłam z nim wszystko, co chciałam. :) 
Jutro wyjeżdżam nad morze, a później na Mazury. Nie będzie mnie do 14 lipca. 
Gabrysia w piątek pojechała na dwutygodniowy obóz. Przez wakacje postaramy się pisać więcej. :) 

Proszę o komentarze i obserwacje. :)  

Miłych wakacji! :D