środa, 19 sierpnia 2015

Nowości!

Cześć!
Jak zauważyliście na naszym blogu pojawiło się kilka nowych "bajerów", o których i tak już wiecie.
Objaśnimy też jak się teraz poruszać po blogu.

1. Kursor
Pierwszym krokiem do zmian na blogu była chęć znalezienia jakiegoś fajnego kursora w kształcie różdżki. Szukałyśmy obie z Kasią, aż się udało.

2. Blokada kopiowania
No to to też wiadomo do czego. Co prawda nie spotkałyśmy się z tym, żeby ktoś nasze opowiadania kopiował, ale warto dmuchać na zimne.
Jeśli jeszcze tego nie wypróbowaliście - kliknijcie gdzieś prawym przyciskiem myszy :D

3. Favikona
Bosze, ile zachodu z tym było! Prawdopodobnie ikonka byłaby inna, gdybym tylko znalazła fajniejsze kwadratowe zdjęcie z Insygniami. 

4. Prorok i Sowa
To te drobnostki z informacjami po prawej stronie. Rozdzieliłyśmy je, żeby było nam i Wam łatwiej. W 'Proroku Codziennym' będą te aktualne, nowe informacje. A w 'Sowie' są te ogólne :)

5. Menu
Pomysł na rozsuwane menu chodził nam po głowach już od dawna. Obie szukałyśmy coś na ten temat. Trafiłyśmy na link od pewnej blogerki. Kasia ogarnęła co i jak. A potem u niej zrobiłyśmy, no i gotowe.

5.1. Jak poruszać się po blogu - Menu
Bardzo prosto. Menu jest w tym samym miejscu. Najeżdżacie kursorem na interesującą Was stronę. Niektóre z nich rozwiną się w listę Podstron, z bardziej szczegółowymi wytycznymi. Klikacie i gotowe.
Rozbudowałyśmy trochę te strony, niedługo będą już w pełni zaktualizowane.

A więc miłego korzystania z nowego Menu!
Jak podobają Wam się zmiany?


Gabi i Kasia

niedziela, 2 sierpnia 2015

"Ja i Draco" Rozdział 25

Stałem z Pansy w pobliżu jeziora czekając na Lunę. Od kilku minut nie odzywaliśmy się, ale wcześniej zadziwiająco dobrze nam się rozmawiało. Wziąłem ją ze sobą, dlatego, że wpadłem na pewien pomysł, a tylko ona się do tego nadawała. To podłe, że ją w taki sposób wykorzystam, ale może wyjdzie tak, jak bym chciał.
Luna powinna wiedzieć, jakie to uczucie, kiedy ktoś kogo kochasz na twoich oczach całuje się z kimś innym.  Niech wie jak ja się wtedy poczułem.  To było straszne. Spowodowało taki ból, że prawie nie upadłem na ziemię. To była ewidentna zdrada. Ostatkiem sił udało mi się wtedy założyć maskę. Chciałem się z nią pogodzić, poprosić o kolejną szansę. Jednak  ona woli Longbottoma. Woli tą ciamajdę. To teraz niech sama zobaczy, jakie to uczucie...
Jestem naprawdę okropnym człowiekiem! Jak mogę chcieć jej coś takiego zrobić? Jak mogę  chcieć sprawić jej ból i takie cierpienie? Przecież ją kocham! Nie powinienem jej czegoś takiego robić! Dlaczego chce jej sprawić cierpienie? Czy to nie jest zbyt wiele? Jak może ona kochać kogoś takiego jak ja?
Po chwili jednak przypomniało mi się, że ona mnie nie kocha. Przecież ze mną zerwała i całowała się z tym Gryfonem.  To jeśli się z kimś pocałuję, to jej to nie poruszy. Ona się tym nie przejmie, bo po co? Już nie jestem jej, teraz mogę być każdej.
- Już idzie. – powiedziała moja towarzyszka. – Miała być piętnaście minut temu.
- Widocznie nie potrafi korzystać z zegarka. – rzuciłem.
           Tak, to ona. Piękna jak zwykle. Była wystarczająco blisko, żeby nas rozpoznać i wystarczająco daleko, żebym miał czas pocałować Pansy.
                To był ten moment. Przyciągnąłem Pansy do siebie i nasze usta się zetknęły. Była wyraźnie zdziwiona, ale po chwili zaczęła wpijać się w moje usta, jakbym miał jej uciec, co z chęcią bym zrobił. Merlinie… Ona chyba próbuje mnie pożreć!
                Wreszcie się ode mnie odsunęła. To była piękna chwila. Nigdy nie przeżyłem, czegoś tak obrzydliwego… Nie dałem po sobie uznać, jaka to była dla mnie ulga i udawałem, że to była najcudowniejsza rzecz na świecie.  Jak to dobrze być świetnym kłamcą!
- Ile można czekać! – powiedziałem zniecierpliwiony, kiedy podeszła.
- Uwierz mi, że miałam ważniejsze rzeczy od spotkania z tobą. – spojrzała na Pansy. – Przepraszam, z wami.
- Co? Pewnie spotkania z tym, twoim, nowym ciamajdowatym chłoptasiem, Longbottomem. – dodała Pansy.  Luna słysząc to zaczerwieniła się. Widać, ze wyprowadziło ją, to z równowagi. To dobrze…
- Tak, może chociaż on cię pokocha. – powiedziałem. – Mi już się znudziła zabawa z tobą. Teraz niech on spróbuję.
- Widzisz… - powiedziała Ślizgonka. – Draco zawsze kochał tylko mnie.
Niech ona nie przesadza! Już niech jej tak nie rani! Niech się przymknie! Wystarczy już tych kłamstw. Ja wystarczająco nakłamałem, bo skoro Luna kocha tą ciotę, to jaką to sprawi różnicę, czy moje uczucie było prawdziwe, czy nie?
W oczach Luny dostrzegłem łzy. Chyba jednak ją trochę, to obchodzi. Dziewczyna zaczęła płakać.
- Trzymaj to! – rzuciła we mnie pudełkiem. Zerwała z szyi naszyjnik , który jej podarowałem i podbiegła do jeziora. Stanęła na jego brzegu. Wzięła duży zamach i wyrzuciła je jak najdalej. Cały czas słyszałem jej płacz.
                Jestem potworem, gnidą, idiotą, chamem, debilem, dupkiem, uosobieniem wszystkiego, co najgorsze. Jak mogłem jej to zrobić? Zniszczyłem ją kompletnie. Straciłem wszystko, co kochałem. Jak mogłem być tak… Sam nawet nie wiem, co mną kierowało. Czy to była zazdrość? Chęć zemsty? Przecież ona pójdzie się wypłakać Longobottomowi, a to ich jeszcze bardziej zbliży. Przez to do mnie już nigdy nie wróci! Nawet jeśli jakaś część tego uczucia w niej jeszcze żyje.
- Jak dobrze, że ona już wie jaka jest prawda. – skomentowała to Pansy. – Dobrze jej tak.
- Tak… Wie jak jest prawda. – powtórzyłem głucho.
- Chodźmy na kolację.
***
Kolację jadłem tak wolno, jak tylko mogłem. Nie miałem po co się śpieszyć. Starałem się, jak najpóźniej wrócić  do dormitorium. Tam każdy będzie się cieszył, tym co się stało.  Słyszałem, że planują imprezę.
Lubię te nasze wspólne zabawy. Jest głośno, ale nikogo nie budzimy, bo na nasz Pokój Wspólny zawsze ktoś rzuca zaklęcie wyciszające. Każdy dobrze się i można zapomnieć o wszystkim. Może i dziś mi się to uda? Najgorsze to jest dla tych dzieciaków, które chcą iść wcześniej spać, ale później i tak przychodzą do nas, i bawią się jak najdłużej.
Z jednej strony nie miałem na to ochoty, ale kiedy będę mógł się bawić jak nie teraz? Powinien olać, te wszystkie smutki i się dobrze zabawić! Nieważne jak trudne to będzie. Może się uda.
Rozejrzałem się po Wielkiej Sali. Została już garstka uczniów. Przy stole mojego stołu siedziało raptem dziesięciu uczniów. Wszyscy byli pierwszo- i drugoroczni. Wstałem i poszedłem do lochów.
- Hogwart nie dla szlam. – obraz przede mną odsłonił wejście do Pokoju Wspólnego, gdzie zabawa już trwała w najlepsze. Wystarczyło, że się odpowiednio zakręciłem i już po kilku minutach zostałem królem parkietu. Wokół mnie zgromadziło się wiele dziewczyn. Jedne były śliczne, inne przeciętnej urody, ale nie było żadnej brzydkiej, co mnie lekko ucieszyło, ale nie na tyle, żebym zapomniał o Lunie. Ona jest idealna. Najcudowniejsza na świecie. Jak mogłem dać jej tak odejść? Jak mogłem ją tak zranić?
                Odszedłem od dziewcząt pod pretekstem napicia się kremowego piwa. W rzeczywistości chciałem się udać do mojej sypialni.  Jednak nie miałem ochoty na zabawę ani przebywanie w czyimkolwiek towarzystwie.  Na szczęście stoły z jedzeniem i napojami zostały postawione koło wejść do dormitoriów. Próbowałem prześlizgnąć niezauważenie, jednak powstrzymał mnie od tego Nott.
- Chyba tego szukałeś.    na siłę wsadził w rękę szklankę. Nie miałem na to ochoty, ale on patrzył się na mnie wyczekujące.
- Emm… Tak, tak. Właśnie tego. Nie wiedziałem, gdzie to jest. –  wypiłem zawartość szklanki. Ognista. Mogłem się tego spodziewać.  
– Pomożesz mi wyrwać jedną z tych siódmoklasistek, z którymi tańczyłeś.  
Kiwnąłem tylko głową. Zapowiadała się ciężka noc. Nie było mowy, żebym w jakikolwiek sposób został sam.  Spojrzałem jeszcze raz na stolik. Za jakąś godzinę mogłoby mi się to udać.
Koło nas przeszło dwóch pierwszoroczniaków.
- Z jakiej to okazji?
- Malfoy zaczął chodzić z Parkinson.
                Skrzywiłem się. Między mną a Pansy nic nie było. Pomijając ten pocałunek. Jak ona mogła pomyśleć, że ją chcę? Nie widziała dlaczego to zrobiłem? Muszę to jak najszybciej wyjaśnić.
- Gdzie jest Pansy? – zapytałem się Notta.
- Ostatnio widziałem ją przy kominku. Już się za nią tęsknisz? – udałem, że nie usłyszałem jego pytania.  Spojrzałem w stronę kominka. Nie było jej tam. Pewnie poszła tańczyć. Rozejrzałem się dokładnie po pokoju wspólnym. Nigdzie jej nie widziałem.  Spojrzałem w stronę wejść do pomieszczenia. Stała tam z Mandy i Milicentą. Pewnym krokiem ruszyłem w ich stronę.
- Pansy…
- Cicho bądź! Nie widzisz, że rozmawiam? – przerwała mi.
- Pansy… - położyłem dłoń na jej ramieniu.
- Powiedziałam coś. – strąciła ją.
- Chodź ze mną. – warknąłem zniecierpliwiony i pociągnąłem dziewczynę za rękę.
- A, to ty, Draco! – radośnie krzyknęła. – Było tak od razu!
- Jesteś pijana. – wyczułem od niej alkohol.
- Wypiłam tylko trzy… - zamyśliła się. – No, może trochę więcej, szklaneczek ognistej whisky.
- Czemu to rozgadałaś wszystkim, że jesteśmy razem? – zapytałem. Rozmowa z nią w tamtej chwili była bez sensu, ale może się udałoby mi się czegoś dowiedzieć.
- A ten pocałunek? – zachwiała się. – Przecież to był dowód miłości!
- Zrozum, że to nie było dowodem tego. To miało… -musiałem się przyznać. – To miało spowodować zazdrość Luny.
- To ty mnie nie kochasz?
- Kocham tylko Lunę.
- Ale… - zaczęła płakać. – Ten plan był taki genialny!
- Jaki plan? – spytałem się.
- A co cię to interesuje? – krzyknęła. – To moja sprawa!
- Jaki plan? – powtórzyłem.
- Ja ci nic nie powiem.
- Mandy o tym wie? – to była jedyna osoba, która przyszła mi na myśl.
- Tak, ale ona ci nic nie powie.
- Nie byłbym tego taki pewny. – mruknąłem pod nosem. Podszedłem do szatynki. To dziwne, ale od niej zależało wszystko.
- Mandy, co ty i Pansy wymyśliłyście?
- O co ci chodzi? – spytała. – Przecież sam ją pocałowałeś, a to jest jednoznaczne.
- Wiem co z nią robiłem. – odpowiedziałem. – Pansy po tym, jak jej powiedziałem, że jej nie kocham, powiedziała coś o jakimś planie, który był genialny.
- Co je powiedziałeś?! – krzyknęła. – Przecież to ją zniszczy! Ty bezuczuciowy draniu! Jak tak mogłeś? Ona też ma uczucia, wiesz? Nie można było delikatnej?
- Pansy jest w takim, że jutro tego nie będzie pamiętać. – stwierdziłem. – O jakim planie mówiła?
- Nie interesuj się.
- Mów. – wyciągnąłem różdżkę z kieszeni.
- Co mi zrobisz? – uśmiechnęła się kpiąco. – Jak mnie zabijesz, to się nie dowiesz o tym planie.
- Uwierz mi… - przybliżyłem się do niej. – Nie mam zamiaru cię zabijać. Są gorsze rzeczy.
                Dźgnąłem ją różdżką w brzuch.
- Nic mi nie zrobisz. Zobacz, ile tu jest osób. Doniosą, a ty będziesz gnić w Azkabanie.
- Kto powiedział, że zrobię to teraz?
                Nie odezwała się. Patrzyłem się prosto w jej oczy. Zauważyłem strach. Poczułem dumę. Udało mi się ją nastraszyć.  Przy następnej okazji mi powie. Byłem tego pewien.
- Jutro. Pokój Życzeń. Po kolacji. – wyszeptała.
- Bez kłamstw. – odwróciłem się chowając różdżkę do kieszeni.
                Wchodząc po schodach zadawałem sobie jedno pytanie: co dziś się ze mną działo? Najpierw ten pomysł z pocałunkiem, to jak potraktowałem Lunę i na koniec straszenie Mandy. Byłem gotowy rzucić na nią z jedno z Zaklęć Niewybaczalnych. Chyba zacząłem wariować…
                Nie wiedziałem czemu, ale zależało mi na tym, żeby dowiedzieć się, co zrobiły. Miałem wrażenie,  że to miało coś wspólnego ze mną i Luną. Ciekawe tylko co…
                Zatliła się we mnie nadzieja. Może jeszcze jest szansa? Jak się dowiem i wyjaśnię Lunie, to wszystko się ułoży. Będzie jak dawniej albo i lepiej?
                Nadzieja zgasła tak szybko jak się zapaliła. Nie, nie będzie. Po tym jak się dzisiaj zachowałem. Co mną kierowało? Czemu myślałem, że jak to usłyszy rzuci mi się na szyję? Spowodowałem tylko to, że uciekła. Odzyskanie jej będzie prawie niemożliwe i będę musiał się bardzo postarać. Ale jeśli ona woli Longbottoma? 

_________________________________________________


Przybywam z kolejnym rozdziałem!
Co mi w głowie siedzi? Nie wiem. Czemu przelewam to na Draco? Nie mam pojęcia.
Ten rozdział mi się podoba, ale jest nieco... Hmm... Dziwny? Nie chce tutaj używać brzydkich słów.
Piszcze w komentarzach, jak Wam się podoba. ;) Jeśli to czytacie - skomentujcie! Będę wdzięczna.