wtorek, 29 kwietnia 2014

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 6

Ok, no to tak jak Kasia. Następny rozdział dodam za parę komentarzy ;) Myślę, że też za 5. Także komentujcie! :D I wyraźcie swe opinie. Jeśli ktoś chce skojarzyć akcję, to jest poprzedni rozdział. Miłego czytania.
                                                                      ~~~

Z zamyślenia wyrwał mnie jakiś głos.
Ostatnio dużo myślałam. O różnych rzeczach.
Doszłam nawet do wniosku, że być może zareagowałam zbyt pochopnie na temat całej tej sprawy z Marrie i Cedrikiem. Tak, tak. Byliśmy parą, przez te parę dni. Tak w sumie to nawet się zbytnio nie zaczęło, nie byłam w nim tak zakochana.
Minęło już parę dni. Moje relacje z Mariettą trochę się pogorszyły. Znalazła sobie nowych 'przyjaciół' z którymi przebywa przez większość czasu. Mimo to nadal utrzymujemy kontakt, tyle że bardziej jest to podobne do zwykłego koleżeństwa. Nadal zastanawia mnie fakt, że po tylu wspólnych chwilach nasza przyjaźń prysła tak szybko i to o jakąś błahostkę. Tyle że bardziej boli to, że jednak dla błahostki ludzie potrafią wystawić cię do wiatru.
Co do Cerika, nie miałam okazji się z nim spotkać, pogadać, nawet tak na luzie. Nic. Kilka razy minęliśmy się na korytarzu i zdążyłam zauważyć, że zawsze odwraca wzrok i próbuje mnie unikać.
W sprawie listu niewiele zdziałałam. Po prostu stoję w miejscu, ugrzęzłam w tym wszystkim. I tak sukcesem jest, że wyknułyśmy z Luną plan zbadania tego wszystkiego. O wiele łatwiej jest gdy wiem, o co w ogóle chodzi. Ale z tym ciągnie się też fala pytań bez odpowiedzi. Co to za dziwna treść? Co stało się z moim prawdziwym listem? Dlaczego Cedrik tak łatwo w to uwierzył? I poddał się tak łatwo? Co mogło zmienić ten list, albo kto? Jak to sprawdzić? Da się to odkręcić? Albo chociaż pogodzić?
Nie wiedziałam co zrobić. Nadal miałam kopię listu gdzieś na dnie mojego kufra. Treść znam już chyba na pamięć. Używałam różnych zaklęć usiłując wykryć, czy i kto myszkował przy moim oryginale. Ale nie wiem czy ma to takie same działanie na kopiach. Podczas ostatniej próby uświadomiłam sobie, że mogłam zostawić u Cedrika kopię, a 'oryginał' wziąć ze sobą. Teraz było już na to za późno. Wolę nie ryzykować.
Gdy atmosfera się trochę rozluźni zostaje też szczera rozmowa. Eh, wolę już o tym nie myśleć.
Właśnie w tym momencie ktoś szturchnął mnie w ramię.
- W takim tempie nigdy tego nie skończymy - żaliła się Luna.
Spojrzałam w dół na sterty ksiąg, piór i pergaminów. Potrząsnęłam głową, próbując rozwiać swoje myśli, po czym uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki. Zakasałam rękawy i wzięłam się do ogarniania całego tego bałaganu.
                                                    

                                                               ***3 dni później***

Przez większość dnia raczej nic nadzwyczajnego się nie działo. Do czasu, aż Luna wparowała do naszego dormitorium zaraz po jakimś spotkaniu. Nie mówiła mi dokładnie o kogo chodzi.
Gdy już wróciła, nie mogłam do końca rozgryźć wyrazu jej twarzy. Była to mieszanka frustracji i zadowolenia.
- Coś się stało? - spytałam, przyjmując pozycję siedzącą.
- A, Marietta próbowała odstawić coś głupiego - wzruszyła ramionami.
- Coś głupiego? - uśmiechnęłam się.
- Próbowała ode mnie wyciągnąć informacje, usiłując magią zabrać mi karteczki. To było żałosne. Gdybyś tylko widziała jej twarz, gdy wokół niej zebrały się różne papierki - mówiła, a ja próbowałam to sobie wyobrazić.
Obie zaczęłyśmy się śmiać. Gdy już ochłonęłyśmy Luna odezwała się ponownie:
- No właśnie, karteczki. Proszę, ta jest dla ciebie - podała mi karteczkę, po czym poszła na własne łóżko, zapewne przeczytać swoją.
Siedziałam i wpatrywałam się jak wryta w mały kawałek złożonego papieru, na którym widniało moje imię. Zastanawiałam się przez chwilę od kogo ten mały liścik? Zaraz się dowiem. Troszkę podekscytowana zaczęłam rozkładać kartkę. Omiotłam tekst i wzięłam się do czytania.

Droga Cho!

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze.
Pamiętasz naszą rozmowę? Niedługo będziemy mieć okazję się spotkać. Mam dla Ciebie małą niespodziankę, powinna Ci się spodobać. Nie wiem jak Ty, ale ja już nie mogę się doczekać. Tylko pamiętajcie z Luną, żeby na wieczór zostawić otwarte okno. Nie bój się, nie zmarzniecie ;)
Buziaki,
Harry


Uśmiechnęłam się szeroko, po czym przeczytałam liścik ponownie. Spojrzałam na okno. Było jeszcze jasno, dzień. Zastanawiałam się po co mamy zostawić to otwarte okno. Chce mi coś podrzucić? Luna też miała jakąś karteczkę i obstawiam, że była od Draco. Niesamowite, wydaje się że ich uczucie jest prawdziwe. Życzę im szczęścia. Lubię patrzeć, kiedy Luna jest dzięki niemu taka szczęśliwa.
Położyłam się, trzymając liścik na torsie. Odtwarzałam w pamięci moją ostatnią pogawędkę z Harrym. Przysiadł się do nas w czasie obiadu wczorajszego dnia. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, zdarzyło się, że powiedział mi parę komplementów a ja chcąc nie chcąc trochę sie zarumieniłam. Bardzo go lubię, a może nawet ciupkę więcej niż bardzo. Pod koniec naszej dłuższej pogawędki uzgodniliśmy, że musimy sie umówić w najbliższym czasie. Niby zwykłe kumpelskie spotkanie, ale widziałam ten błysk w jego oczach, gdy Luna wcisnęła się między nas, zapowiadając randkę. To było nieco krępujące, a za razem zabawne. Takim więc oto sposobem czeka mnie randka z Harrym. A przynajmniej coś w tym stylu.  Tak szczerze to nawet sie cieszę, na prawdę.
Siedziałam tak i rozmyślałam, aż w końcu zwlokłam się z łóżka i zaciągnęłam Lunę do lekcji. Na dole przy naszym stoliku czekała już Marietta, widocznie czegoś od nas chciała. Po położeniu wszystkich pergaminów i piór zajęłyśmy z Luną swoje miejsca.
- No co tak długo? - spytała Marietta wyszczerzając zęby. - Myślałam, że zdąrzymy się tu zestarzeć.
- Nie dramatyzuj, tak źle nie było - Luna przyglądała się jej przez chwilę spod przymrużonych powiek, po czym zabrała się za zadania. Wygrzebałam ze sterty pergamin i wzięłam się za dość proste zadanie z eliksirów. Marie przypatrywała sie naszej pracy, odetchnęła lekko zniecierpliwiona, po czym zaczęła wyniosłym tonem:
- Dziewczyny... Mam do was ogromną prośbę.
- Mów śmiało - powiedziałyśmy razem z Luną.
- Tej nocy - rozejrzała się, po czym nachyliła się nad stolikiem i kontynuowała szeptem. - Nie będę spać w naszej sypialni. Mam plany na całą noc. Nie wydajcie mnie tylko nikomu. Proszę was o to - powiedziała spoglądając nam w oczy. - BŁAGAM.
- Dobrze. Myślę, że nie będzie z tym problemu - odpowiedziałam, mrugając do Luny.
Mogłam się założyć, że poleci do swoich nowych kumpel albo jakimś cudem do Cedrika. Bardzo dobrze, przynajmniej noc będzie spokojna. Mam nadzieję, że się dobrze wyśpię.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział od Gabi - przerwa

Cześć. Wiem, że ostatnio długo nie dodawałam rozdziału. Miałam to przy rozdziale napisać, żeby nie robić zamieszania. Ale wyszło jak wyszło.

Co się zabieram do pisania, to albo pomysłu nie mam, albo muszę wyłączać bo mi tata ruter odłącza xD
Przepraszam Was za to. Postaram się już pisać trochę częściej.

A teraz, jest ktoś jeszcze, kto czeka na rozdział ode mnie? ;)
Mam nadzieję, że tak.
W przyszłym tygodniu rozdział MUSI już być. Obiecuję.

Wasza Dżi Dżi <3

sobota, 19 kwietnia 2014

Ja i Draco. Rozdział 13.

 Chcecie ten rozdział z punktu widzenia Draco? I oczywiście 5 komentarzy  i kolejna część c;
_______________________
Obudziło mnie zimno. Otworzyłam oczy. Spojrzałam na okno. Było otwarte na oścież. Podeszłam by je zamknąć. Zaczęło świtać.  Słońce wyłaniało się z za drzew w Zakazanym Lesie. Jego złociste promienie prześlizgiwały się pomiędzy koronami jeszcze ciemnozielonych drzew. Rzuciłam okiem na łóżko Marietty, stało puste. Spojrzałam na zegarek. Była 4.39. Chłopcy poszli prawie 2 godziny temu. Wróciłam do swojego łóżka i zaczęłam wspominać tę niesamowitą noc. 

~wspomnienie nocy~
  - Ej, słyszysz ich? Śmieją się.- Zaczęłam  razem z Cho czekać aż się pojawią w oknie. Marietta wyszła pół godziny temu. Śmiechy ucichły. Wychyliłam się przez okno by zobaczyć czy ich widać. Nagle zimny wiatr . 
Pisnęłam i odskoczyłam od okna.
Nie wierzę w to co widzę. Jak to możliwe? Jakim cudem głowa Draco pojawiła się znikąd przed moimi oczami? A gdzie reszta jego ciała? 
W końcu pojawił się i on, i Harry. Obydwaj na jednej miotle.  Wyłonili się nie wiadomo skąd.
Draco zlustrował mnie swoim rozbawionym wzrokiem. Zaczął od dołu, a zakończył na twarzy. Musiałam mieć ciekawą minę, bo zaczął się śmiać.
-Część kochanie. - powiedział ze śmiechem - Dobra, Harry podleć bliżej  okna tą miotłą. Najlepiej tuż przy murach szkoły.
Harry zbliżył się do okna. Draco stanął na miotle. Zadrżałam z niepokoju. Zobaczyłam, że zaczyna się chwiać. "Błagam, niech on nie spadnie" - przemknęło mi przez głowę. Po chwili zorientowałam się, że udaje.  Złapał się za framugę okna i wskoczył na parapet z gracją kota, a zeskoczył z niego, choć nie wiem jak to możliwe,  z jeszcze większą gracją. Podszedł do mnie i swoją dłonią musnął delikatnie mój podbródek. Bez ceregieli w tuliłam się z jego tors.
- Hej. - mruknęłam. Jedną ręką zaczął mnie głaskać po głowie, a drugą przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Słyszałam rytmiczne bicie jego serca. Czułam jakby biło tylko i wyłącznie dla mnie.
Nagle przestałam czuć podłogę pod moimi stopami. Minęła chwila nim spostrzegłam, że Draco wziął mnie na ręce. W kilku krokach znalazł się przy moim łóżku i bez ostrzeżenia zrzucił mnie na nie.
-Ej! - krzyknęłam gdy wylądowałam na miękkim materacu. Przeturlałam się do ściany, a on wskoczył na moje łóżko.
-Ej, no! - zaśmiał się- Wy tutaj w Ravenclaw macie wygodniejsze łóżka. To nie fair.
Zaczęłam się śmiać. Przy nim, przy jego śmiechu, przy jego głosie mogłam zapomnieć o całym świecie co mnie otacza.  Świat po prostu mógłby nie istnieć. Wystarczyłby mi tylko on.  Jedzenie też by się przydało.
Jedną ręką mnie obejmował, a drugą miał pod swoją głową.
- No to... Co ciekawego powiesz, maleńka? -zapytał, a po chwili pocałował mnie w czoło.
- Nie wiem. Masz jakieś konkretne wymagania? - zapytałam. Mogłam tyle mu powiedzieć, ale jednak nie wiedziałam co chcę powiedzieć. Nie miałam pojęcia od czego zacząć.
- Ty decydujesz o tym ile chcesz mi powiedzieć. - uśmiechnął się delikatnie. - Tylko do ciebie należy decyzja ile mogę o tobie wiedzieć.
-Mogę wszystko powiedziesz co tylko chcesz. Na jaki temat chcesz. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Masz śliczny uśmiech. - powiedział i zamyślił się przez chwilę.
Nie chciałam mu przerywać.W tuliłam się w jego pierś. W tym momencie bicie jego serca było najpiękniejszą muzyką pod słońcem. Nie wiem ile czasu tak leżeliśmy. Na pewno przysnęłam kilka minut.
- Luna... - ze snu wyrwał mnie jego głos- Powiedziałaś, że jesteś w stanie powiedzieć mi wszystko.
- No bo tak jest. - przerwałam mu. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Ilu chłopaków widziałaś nago? - zapytał z lekką arogancją w głosie. Ukuł mnie w serce tym pytaniem. Jednak nie wszystko się w nim zmieniło Przecież to nawet nie było możliwe żeby człowiek zmienił się w tak krótkim czasie.
Fakt...
Mogłam mu powiedzieć wszystko, ale nie myślałam, że będzie chciał dowiedzieć się na samym początku czegoś takiego.
Głupia... To przecież Dracon Malfoy, największy arogant w Hogwarcie. Przecież to logiczne, że zapyta o coś takiego. Wcześniej czy później padłoby to pytanie. Usłyszałam głos w mojej głowie.
Drugi mu odpowiedział:
Przecież i tak kiedyś będę musiała mu to powiedzieć. Chce teraz więc i odpowiedź też będzie miał teraz. Przecież Tobie też bardziej pasuje, że zapytał się oto niż o Twoją mamę. 
To prawda. Na tamtą chwilę wolałam odpowiedzieć na pytanie ilu chłopców widziałam nago niż opowiedzieć o mojej mamie.
-Żadnego. - odpowiedziałam uciekając wzrokiem jak najdalej, byleby tylko nie widzieć twarzy Draco.
Zaśmiał się cicho.
- Nie spodziewałaś się? - powiedział próbując ukryć śmiech. Nie wychodziło mu to za dobrze.
- Nie myślałam, że to będzie pierwsze pytanie.
- Po mnie należy się wszystkiego spodziewać. - szepnął mi nieco mrocznym tonem do ucha, a chwilę później się cichutko zaśmiał.
Czyżby miał jakąś mroczną tajemnicę?
Na tę chwilę nie dane było się tego dowiedzieć.
- Z iloma dziewczynami się całowałeś? - zapytałam.
- No wiesz... - zmieszał się lekko i uciekł wzrokiem.
- Co wiem?
- Ty jesteś tą najważniejszą i tylko ty się liczysz.
- Tego jestem pewna. -powiedziałam - W dalszym ciągu chcę znać odpowiedź na pytanie.
- Odkąd jestem w Hogawarcie... - zaczął mówić z nutką niepewności w głosie- Z 10 dziewczynami.
Przez 5 lat bycia w Hogwarcie całował się z 10 dziewczynami?! Zdziwiłam się.
Po chwili jednak stałam się jednak zazdrosna o te wszystkie dziewczyny. Łzy napłynęły mi do oczu. Odwróciłam się od niego.Nie chciałam żeby widział jak płaczę więc leżałam teraz twarzą do ściany.
- Ej, maleńka nie gniewaj się. -powiedział delikatnym głosem. - Wiesz dobrze, że tamte się nie liczą. One dla mnie mogłyby nie istnieć.
Przekręcił  się i podparł w takim sposób, że mogłam spojrzeć mu w oczy, w których zaczęła się wstręt, nienawiść oraz smutek.
- A jednak się z nimi całowałeś. - powiedziałam powstrzymując płacz.
- Ale to  było dawno. Zanim... - nie wiedział co powiedzieć.
- Zanim? - zapytałam.
- Zanim... Przejrzałem na oczy. Zanim stałaś się całym moim światem. - zaczął mi wyznawać - Wierzysz mi już?
- Ta-ak. - powiedziałam.
- To jak wybaczysz mi? - zamruczał mi do ucha. Nic nie odpowiedziałam, tylko się w niego wtuliłam. Znowu leżeliśmy w ciszy, żadne z nas się nie odzywało. Słychać było nasze oddechy, bicie naszych serc oraz śmiechy Harry'ego i Cho.
- A która z nich najlepiej całuje? - zapytałam i otarłam ostatnie łzy.
- Ty. - odpowiedział i mnie pocałował. Najpierw pocałunek był delikatny. Chwilę później Draco przekręcił się w taki sposób, że leżałam na nim. Z chwilą, w której zatopił dłonie w moich włosach pocałunek z pewnością nie był delikatny.  Przekręciliśmy się ten sposób, że on był na górze.Wyciągnął dłonie z moich włosów i wsparł się na nich odrywając swoje usta od moich. Dalej leżał na mnie, tylko głowę miał ułożoną w ten sposób,  że mógł patrzeć mi prosto w oczy. Potrzebowałam kilku minut żeby mój oddech  mógł wrócić do normy.
- Więc się nie będziesz gniewać? - zapytał z błyskiem w oczach. Zaczął nakręcać na swój palec kosmyk moich włosów.
- Nie będę. - zaśmiałam się.
- Ale na pewno?
- Zobaczymy. - mruknęłam. Starałam się przybrać jak najbardziej tajemniczy ton. Pocałował mnie w czoło, a później w nos. 
- Ach... Prawie bym zapomniał. - powiedział podnosząc się z łóżka. Usiadłam i oparłam się  o ścianę.
- O czym?
Nic odpowiedział.  Wstał i wyciągnął coś z kieszeni. Był to łańcuszek, na którym wisiała połówka serca.
- To jest dla ciebie. - dał mi go do ręki.
- A gdzie druga połówka?
- Tutaj. - wyciągnął z za koszulki swój łańcuszek.
 - Założysz mi go? - zapytałam się.
- Jasne. Odwróć się.
Odwróciłam się i odgarnęłam włosy. Zapiął mi wisiorek. Chwilę później poczułam jego usta na karku. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Jak ci się podoba? - zapytał.
- Ale co?
- Wszystko. Cała noc.  - zaśmiał mi się cicho do ucha.
- Jest niesamowita. - szybko zapomniałam o tym, że płakałam. Choć nadal zastanawiało mnie co to za dziewczyny. Oprócz mnie jest ich 9.  Pansy? Mandy? I kto jeszcze?
Inne Ślizgonki.  Odezwał się po długim milczeniu głos w mojej głowie.
Nie musiały to być Ślizgonki.  Mogłyby być jakieś dziewczyny, które poznał w Hogwarcie. Odpowiedział mu drugi głos.
Znowu się położyliśmy. Leżałam w tulona w jego pierś. Co jakiś czas przejechałam ręką po jego torsie na, co reagował cichym i melodyjnym śmiechem.
Po jakimś czasie usnęliśmy oboje. 

- Draco! Budź się! Musimy iść. Już jest za 15 trzecia w nocy! - usłyszałam Harry'ego. Chciałam się podnieść, ale Draco przycisnął mnie bliżej do siebie.
- Spadaj. Ja tu muszę zostać. - wymruczał niedobudzony Draco. - Mają tu wygodniejsze materace i jest Luna. Z nią się najlepiej śpi.
- Wstawaj! Chyba nie chcesz, żeby nas przyłapali?
- Nic się nie stanie. Zluzuj Potter.
- Nie zostawiasz mi innego wyjścia. - powiedział Harry z uśmiechem. - Luna, spróbuj się wyswobodzić z jego uścisku.
- Nie wiem czy będzie tak łatwo. - powiedziałam próbując podnieść jego rękę. Harry mi pomógł. Usiadłam na łóżku i popatrzyłam jak Harry zaczął budzić Draco.
- Aquamenti! - krzyknął i strumień wody z jego różdżki prysnął na mojego ukochanego.
- Ej! - krzyknęłam. - Nie zamocz mi łóżka! Na mokrym spać nie będę!
Cho i Harry zaczęli się śmiać. Draco się obudził.
- Z czego się śmiejecie? - zapytał rozbudzony - I dlaczego jestem mokry?
- Wyjaśnię ci to później. Teraz chodź, bo jest druga. - powiedział Harry.
- Chwileńka. - Draco podszedł do mnie, ujął moją głowę i mnie pocałował. Poczułam się jak w niebie. Było cudownie. Odsunął moją głowę by móc spojrzeć mi w oczy.
- Kolorowych snów, maleńka. - powiedział gdy wskakiwał na parapet.

piątek, 11 kwietnia 2014

Ja i Draco. Rozdział 12.

 Przepraszam, że tak późno dodałam.  Kolejna część także będzie po 5 komentarzach.  Powinna być szybciej.
_________
-Cześć- powiedział z uśmiechem Harry.
-Hej- odpowiedziałam.
-Mam do Ciebie prośbę. -powiedział nie co zmieszany, ale dalej uśmiechnięty. Poprawił okulary, które zaczęły spadać z nosa. Koło nas przeszła Marie. Uśmiechnęła się kpiarsko.
-Postaram się ją spełnić- powiedziałam uśmiechając się szeroko.
-Mogłabyś to przekazać Cho?- powiedział wręczając mi karteczkę. Marietta zdążyła wejść do
- Jasne!-odpowiedziałam.
Harry zaczął podążać w kierunku schodów.
Odwrócił się na pięcie.
-Jeszcze jedno.- powiedział- Draco chciał, żebym to Tobie przekazał.
Wręczył mi drugą karteczkę i zbiegł po schodach.Było na niej starannie wykaligrafowane moje imię.Wpatrując się w niego zaczęłam wchodzić do dorminatorium. Miał w sobie coś niezwykłego. Coś co przyciągało uwagę.
-Luna! -krzyknął ktoś. Inne osoby się roześmiały. Obejrzałam sie w stronę tego głosu. Była to Marietta. Odkręciła się i stanęła przodem do mnie,a  tyłem do jej nowych przyjaciół.
-Tak? - na mojej twarzy zagościł wymuszony uśmiech.
-Co za karteczkę dał ci Harry?- zapytała bez ogródek -  Czy to coś o Cho?
- Co cię to interesuje?- powiedziałam z przekąsem, a twarz Marietty poczerwieniała.
-Och...-nie wiedziała co odpowiedzieć- W sumie to... Tak się pytam...
Jej twarz była jeszcze bardziej czerwona niż przed minutą.  Komicznie wyglądała.
- Czyli ciebie to nie interesuje?-zapytałam. Zacisnęłam obie ręce w pięści. Przypomniało mi się, że w nich mam te karteczki. 
- Może tak, może nie. W sumie... To ty się tego nie dowiesz. I tak będę wiedziała co Harry tobie dał. - zaśmiała się, a jej twarz powoli  wracała do normy. Jej paczka zaczęła się śmiać razem z nią. Odwróciłam się z zamieram pójścia do sypialnie.
Jednak nie spodziewałam się tego co się wydarzy.  Nie wiedziałam, że  pokieruje nią taka zawiść i się do tego posunie. Myślałam, że odpuści. Zostawi mnie w spokoju i zapyta się oto Choi lub Harry'ego. Jednak nie... Musiała się tego dowiedzieć teraz, nie mogła czekać.
- Accio karteczki! - krzyknęła Marie. Spróbowałam zacisnąć mocniej dłonie na liścikach. Udało mi się to z trudem. Ręka uniosła mi się do góry i prawie liściki by poleciały do Marietty. Spojrzałam na nią. Wokół niej była sterta karteczek zapisany i nie, kolorowych i biały, pogniecionych i nie. Na twarzy Marie mieszało się zażenowanie z wstydem.
- Marie? -powiedziałam miło- Pozwolisz, że was opuszczę?
Nie czekałam na jej odpowiedź tylko od razu poszłam do sypialni.  Usiadłam na moim łóżku. Karteczkę dla Cho schowałam do kieszeni. Po raz kolejny przypatrzyłam się napisowi na kartce. Byłam nim zachwycona. Gdy na niego patrzyłam było mi tak jakoś ciepło na sercu. To uczucie było bardzo przyjemne. Wiem, że kiedyś je czułam przy mojej mami, gdy jeszcze żyła. Słabo ją pamiętam. Zginęła jak byłam mała. Miałam tę nieprzyjemność widzieć jej śmierć. Jej  zamiłowanie do eksperymentów z magią i eliksirami zgubiło ją. Pamiętam, że była piękna i miała cudowny głos. Jak byłam mała codziennie wieczorem czytała lub śpiewała mi przed snem. Nie zorientowałam się, w którym momencie pociekły mi łzy. Jejku! Jak mi jej brakuje! Chciałabym żeby żyła! Chciałabym się móc do niej przytulić!
-Luna, co się stało? Czemu płaczesz? -do sypialni weszła Cho.
-Ni-ic. T-to tyl-lko wspomnienia. - powiedziałam chlipiąc. Cho usiadła koło mnie i mnie przytuliła. Siedziałyśmy tak dłuższą chwilę.
- M-mam coś dla ciebie. -powiedziałam nieco bardziej ogarnięta.
-Tak? Co to jest? -zapytała zaintrygowana.
- Liścik od Harry'ego. -odpowiedziałam wyciągając karteczkę z spodni. Podałam jej. Sama zaczęłam czytać wiadomość dla mnie.


Kochana Luno! 
Dawno Cię nie widziałem, a wiesz, że gdy Ciebie widzę wszystko jest weselsze.
Pamiętam jak ujrzałem Ciebie na początku roku szkolnego w ekspresie do Hogwartu. 
Wyglądałaś wtedy tak pięknie, że nie mogę tego opisać. Wiem, że wtedy widziałem Cię już taka
wcześniej, ale wtedy poczułem coś innego. Jakieś ukłucie w sercu, które wysłało do mózgu impuls:
"Ej! Ona jest piękna! Facet, zobacz jak ona wygląda! To jest bogini jakaś!" 
Nie wiem skąd to mi wpadło do głowy.
Przeszło samo, a ja do dziś nie wiem skąd. Możliwe,
że się zmieniłem przez lato. Na pewno stałem się wrażliwszy na piękno. 
I częściej się uśmiecham. Najczęściej gdy Ciebie widzę,
gdy przypominam sobie jak wyglądasz, a wyglądasz jak Anioł.
Luno, Kochanie moje, wiem kiedy możemy się spotkać i gdzie. 
W nocy zostaw otwarte okno. Noce są ciepłe więc zimno Ci nie będzie. 
Wlecę do z Harry'ym do Was. Z tego co wiem Marietty nie będzie przez tych kilka godzin, w czasie których będziemy u Was.   Zawsze to lepsze niż nic.
Draco                        

Zaczęłam się uśmiechać. Zaczęłam sobie podśpiewywać w duszy, że Draco do mnie przyjdzie w nocy. 
- Luna, choć na dół. -powiedziała Cho z uśmiechem- Lekcje same się nie odrobią. 
- Za chwilę zejdę z torbą. -odpowiedziałam. Gdy Cho wyszła, schowałam mój liścik głęboko na dnie kufra by Marietta się do niego nie dorwała. Mam nadzieję, że Cho ma swój przy sobie. 
Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Zmarłam. Ta podła żmija siedziała już naprzeciw Cho. Były przy przy naszym stoliku, którego połowa była zawalona podręcznikami i pergaminami. Moje miejsce stało wolne. Powoli podeszłam do nich i zajęłam swoje miejsce bez zbędnego gadania.
- No co tak długo? - zaśmiała się Marietta- Myślałam, że zdążymy się tu zestarzeć. 
Ma chyba krótką pamięć. Raptem pół godziny temu chciała zrobić WSZYSTKO by się dowiedzieć co mówił Harry. 
- Nie dramatyzuj. - powiedziałam- Tak źle by nie było. 
Zaczęłam robić zadanie z zielarstwa. Dość szybko udało mi się je skończyć.
- Dziewczyny... Mam do was ogromną prośbę. - odezwała się Marie.
- Mów śmiało. - powiedziałyśmy razem Cho. Widocznie jak coś chce to potrafii być miła.
- Tej nocy- nachyliła się nad stolikiem w naszą stronę i zaczęła mówić szeptem- Nie będę spać w naszej sypialni. Mam plany na całą noc. Nie wydajcie mnie tylko nikomu. BŁAGAM was oto. Proszę Was.
-Dobrze. Myślę, że nie będzie z tym problemu. -odpowiedziała Cho i mrugnęła do mnie.
Dalsza część dnia minęła mi bardzo przyjemnie choć niemiłosiernie się dłużyła. Nie mogłam się doczekać nocy. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu.
- Luna! Przestań się tak kręcić.- powiedziała zirytowana Cho - Może poczytaj "Żonglera"?
- Już, już. - powiedziałam. Podeszłam do kufra i wyjęłam najnowszego "Żonglera". Zaczęłam czytać i zagłębiać się w tajemniczym, mało znanym świecie magii.
Jak się cieszę, że tak dawno nie męczyły mnie gnębiwtryski. Zaczyna się dziać co raz lepiej. Czuję, że ta noc  będzie jedną z najlepszych w moim życiu.
Kolacja była świetna. Razem z Cho zjadłyśmy dość szybko i poszłyśmy na górę.
Otworzyłam okno. Usiadłam i wpatrywałam się w dal rozmyślając o Draco, o jednorożcach i kilku innych fantastycznych stworzonkach. Moje rozmyślania przerwał śmiech dochodzący z zewnątrz.
To oni, Draco i Harry. 

środa, 9 kwietnia 2014

Przeprosiny

Cześć.
Przepraszamy Was za tak mała aktywność na blogu.
Dzieje się tak, dlatego że ja miałam mały zawias w twórczości, a Gabi jest obecnie chora i nie ma zbyt dużo siły na pisanie.
Mi już wena wróciła więc kolejny rozdział będzie dodany do końca tego tygodnia. 
Naprawdę przykro nam, że tak mało się udzielamy.