poniedziałek, 29 grudnia 2014

LBA #1

Dziękujemy za nominację Normalnej Nienormalnej z bloga A dream od the future  , Assari Cleto z bloga "To właśnie czas pokazuje nam kim dla kogo jesteśmy i ile znaczymy" oraz Lezlie Trix z bloga Miłość poznaje się po cierpieniu

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonywaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Odpowiedzi na pytania od  Normalnej Nienormalnej.

1. Dobrze się czujesz w swoim ciele? Niektórzy mają masę kompleksów, a ty?
KASIA: Dobrze się czuję. Jedna rzecz mi przeszkadza, ale mam to w nosie.
GABI: Ogólnie chyba nie mam, ale muszę popracować nad brzuchem.

2. Zaufałabyś kolejny raz swojej najbliższej osobie?
KASIA: Jeśli mnie nie zdradzili, to tak, bo skoro są tak blisko...
GABI: Tak.

3. Wolisz noc czy dzień?
KASIA: Noc.
GABI: Chyba dzień,

4. Twoja ulubiona książka?
KASIA: Mam masę książek, które wielbię. Jest to miedzy innymi seria o Harrym Potterze, Saga "Zmierzch" (wiem, że to nie trv), Trylogia Czasu, "Hopeless", "Trzy metry nad niebiem", "Gwiazd naszych wina"...
GABI: Harry Potter i "Baśniobór"

5. Zakochałaś/eś się kiedyś w postaci fikcyjnej? 
KASIA: Mam/miałam masę takich crushy XD
GABI: Tak.

6. Jak zachowujesz się gdy skończy się Twoja ulubiona książka? Masz "kaca książkowego" czy raczej żyjesz normalnie? ;)
KASIA: Jak wzrusza to płaczę. Ogólnie to czasem nie wiem, co ze sobą zrobić. XD
GABI: Raczej mam kaca książkowego.

7. Lubisz czekoladę? ^^
KASIA: Tak.
GABI: Tak.

8. Idziesz sobie ulicą i raptem zza zakrętu wyjeżdża rower. Ledwo się zatrzymujesz, a on jedzie dalej. Jak się zachowasz?
KASIA: Jak nie pisknę to będzie dobrze. Stoję przez chwile tak "zamurowana", a potem mamroczę coś pod nosem.
GABI: Albo zwyzywam w myślach, albo się zapytam jak jeździ.

9. Wolisz przebywać w większym gronie, sam czy z przyjaciółmi?
KASIA: Zależy jaki mam nastrój.
GABI: Z przyjaciółmi.

10. Masz jakieś marzenie, w które wątpisz, że się spełni?
KASIA: Hmm... Chyba tak. 
GABI: Tak.

11. Plany na przyszłość?
KASIA: Chyba pójdę do wojska.
GABI: Zero konkretów.

I na pytania Assari:

1. Masz do wyboru albo słoik nutelli albo nieśmiertelność, co wybierasz?
KASIA: Chyba nutelle.
GABI: Niesmiertelność, bo nutella ma wiele podrób i jest czekolada.

2. Czy sądzisz, że ludzie - tacy jak ja (Ass) - są zabawni, fajni czy wręcz przeciwnie? Dlaczego?
KASIA: Fajni są! Bo tak.
GABI: Są fajni.

3. Dlaczego prowadzisz bloga?
KASIA: Eee... To już chyba nawyk xD
GABI: Po prostu lubię.

4. Planujesz wydać kiedykolwiek jakąś książkę?
KASIA: W sumie to to mi się marzy.
GABI: Wszystko jest możliwe.

5. Twoja ulubiona książka?
KASIA: Masz wyżej. ^^
GABI: Jest wyżej.

6. Dostajesz smoka. Jak wygląda? Jak się nazywa? Jakie są jego szczególne zdolności?
KASIA:  Jest duży i czerwono-żółty. Groźnie wygląda, lubi tych co ja lubię. Okruszek. Zionie ogniem i gada.
 GABI: Nazwę go Shiara. Będzie mieć piękne niebiesko-fioletowe łuski. Będzie mógł zmieniać swoją postać.

7. Czytałaś kiedykolwiek "Zwiadowców"?

KASIA: Nie.
GABI: Nie.

8. Dlaczego akurat taka tematyka bloga?
KASIA: Odpowiedź osoby niżej jest poprawna.
 GABI: Ponieważ obie lubimy pisać i jesteśmy Potterhead.

9. Oglądasz anime? Jeśli tak to jakie?
KASIA: Nie, ale chcę zacząć.
GABI: Nie.

10. Trybut, Heros, Potterhead? A może coś jeszcze innego?

KASIA: Potterhead. Muszę koniecznie przeczytać "Percy'ego Jacksona".
GABI: Potterhead.

11. Ktoś chce spalić wszystkie twoje książki, co robisz?
KASIA: Wrzeszczę na niego.
GABI: Panikuję i wymyślam zemstę.

I te odpowiedzi na łamiące zasady pytania:

12. Okay?
KASIA: Okay! ^^
 GABI: Muszę przeczytać "Gwiazd naszych wina" i wtedy odpowiem, tak jak trzeba.


13. Który z Insygni Śmierci?
KASIA: Niewidka i kamień wskrzeszenia.
GABI: Niewidka.

14. Najgrubsza książka, którą przeczytałaś?
KASIA: "Zakon Feniksa"
GABI: Też "Zakon Feniksa".

15. Jakie masz przezwisko? Dlaczego? Jeśli nie posiadasz, to chciałabyś w ogóle mieć jakieś?

KASIA: Ławka, bo Szymon tak napisał.
GABI: Raczej nie mam, ale bym chciała.

16. Gollum jest najlepszy na świecie, nie? :D xD
KASIA: Ale nie tak jak ja <3
GABI: Kasia ma rację.

17. Co dostałaś na święta?
KASIA: Słodycze i łańcuszek.
GABI: Kamerkę, lampkę, słodycze, kalendarz i pojemniki.

18. Idealne miejsce do czytania książki?
KASIA: Łóżko, biurko, ławka, podłoga, kanapa, kibel...
GABI: Moje łóżko.

Odpowiedzi na pytania Lezlie:

1. Dlaczego blogujesz?
KASIA: Jak już mówiłam to jest już nawyk, ale to lubię.
GABI: Po prostu lubię.

2. Jaka jest twoja ulubiona postać z książki? Z jakiej?
KASIA: Zbyt dużo postaci tak bardzo lubię i trudno mi je zliczyć.
GABI:  Jak na razie nie mam ulubionej postacie. Jest kilka, które bardzo lubię.

3. Zakochałaś się kiedyś?
KASIA: Tak, ale już mi chyba przeszło.
GABI: Tak.

4. Kim chcesz być w przyszłości?
KASIA: Raczej żołnierzem.
GABI: Nie mam konkretnych planów, ale tak trochę moim marzeniem jest bycie aktorką.

5. Jakie są twoje wady, a jakie zalety?
KASIA: Wady: potrafię być wredna, chamska, bezczelna, pogięta jak paragraf (co jest jednocześnie i zaletą), czasem bezwzględna, uparta. Zalety: bystra, sprytna, inteligentna, oczytana, potrafię też być miła, sympatyczna, pracowita, wrażliwa, ambitna i mam fajne poczucie humoru. Z kolei jeśli chodzi o Gabrysię to ona jest strasznie uparta, co jest jej wadą i zaletą, a mnie momentami to wkurza. Potrafi też być chamska. W sumie to mamy podobny charakter. Gabi ma fajne poczucie humoru, jest bystra, inteligenta, ma dobry gust i ogólnie jest kochana.
GABI: Wady: słomiany zapał, uparta, czasem chamska i bezczelna, zapominalska. Zalety: inteligentna, sprytna, bystra, miła, oczytana, wrażliwa, ambitna, pomocna, zakręcona jak baranie rogi, pomysłowa, mam poczucie humoru. Kasia też jest uparta, a jej zalety to:inteligentna, oczytana, miła, sprytna,  zakręcona jak baranie rogi, pomysłowa, potrafi gotowa, pomocna i kochana.

6. Co byś zmieniła w kanonie Harry'ego Pottera?
KASIA: Pozostawiłabym przy życiu Tonks, Syriusza, Lupina, Freda i Zgredka.
GABI: Też bym ich ożywiła. XD

7. Do jakiego domu w Hogwarcie byś należała? Dlaczego?
KASIA: Chciałabym do Ravenclaw albo Gryfindoru, ponieważ polubiłam postaci z tych domów i wyznawane przez nich wartości.
GABI: Do Gryfindoru lub Ravenvlaw, bo zdaje mi się, że bym tam pasowała.

8. Jaki jest twój ulubiony smak lodów?
KASIA: Waniliowy.
GABI: Cytrynowy

9. Wolisz komedie czy dramaty?
KASIA: Komedie.
GABI: Komedie

10. Zjadłabyś coś co przygotowałby skrzat domowy?
KASIA: Tak, może on by wiedział, co mogę zjeść. XD
GABI: Tak

11. Gdybyś mogła zamienić się w jedno zwierzę na jeden dzień jakie byś wybrała?
KASIA: Wilk lub feniks :3
GABI: Jakiegoś ptaka.

Nasze pytania:
1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z bloggerem?
2. Lubisz czytać książki? Jeśli tak to jakie?
3.Czytasz naszego bloga? Podoba Ci się?
4. Masz jakieś dziwne nawyki?
5. Najdziwniejszy potterowski paring z jakimś się spotkałeś/aś?
6. Jaki paring najbardziej lubisz?
7. Ożywił(a)byś jakąś postać z serii "Harry'ego Pottera"?
8. Chcesz jednorożca?
9. Co Ciebie najbardziej irytuje?
10.  Z którą postacią z "Harry'ego Pottera" byś się umówił/a?

czwartek, 25 grudnia 2014

Miniaturka "Wesołych świąt"



- Rosie! – mama obudziła mnie jak co dzień. – Wstawaj!
- Czemu? – mruknęłam. Odwróciłam się do niej plecami i zawinęłam się w kołdrę.
- Córciu, są święta. Chodź zjesz z nami śniadanie, bo nie dostaniesz prezentów! – zagroziła. – Na krześle leżą twoje ubrania.
Gdy już moja mama wyszła, niechętnie zwlekłam się z łóżka. Poszłam do łazienki.  Rozczesałam moje rude loki, które trudno było okiełznać. Spróbowałam je związać w kucyk, tracąc przy tym dwie gumki do włosów. Zrezygnowana zostawiłam je w tak  jak były. Na szczęście mama przygotowała mi moją ulubioną czerwono-czarną sukienkę w kratę. Była ona z milutkiej dzianiny. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, w którego skład wchodziły tylko kreski.  Kiedy byłam gotowa, zeszłam na dół.  Wszyscy  byli w salonie, który był duży i jasny.  Na jego środku stała czarna kanapa.  Hugo bardzo często z niej spadał w dzieciństwie, a z wiekiem ja zaczęłam go z niej spychać.
- Ślicznie wyglądasz, córciu. – powiedziałam mama.
- Rosie, czy ty masz makijaż?! – krzyknął tata.
- RON! – wrzasnęła mama. – Rose jest już duża, ma szesnaście lat. Może od czasu do czasu się umalować.
Hugo zaczął się śmiać. Wszyscy zasiedliśmy do stołu i zjedliśmy śniadanie. Byliśmy w dobrych nastrojach.
- Pamiętajcie, że dziś jedziemy do babci. – tata nie był z tego powodu uradowany.
- A możemy teraz otworzyć prezenty? – Hugo spojrzał z nadzieję na choinkę. Ja podążyłam za jego wzrokiem. Stał tam stos różnokolorowych paczek. Moją uwagę przykuła jedna. Była ogromna, zawinięta w niebieski papier i zasłaniała cały kominek.
- A ta dla kogo jest? –wskazałam na nią.
- Dla ciebie. – burknął Hugo.
- Oj, nie obrażaj się braciszku. – podeszłam do niego i rozczochrałam mu włosy. Wiedziałam, że tego nie lubi.
- To możemy otworzyć? – błagalnie spojrzałam się na rodziców.
- Tak. – westchnęła mama.
Obydwoje rzuciliśmy się do prezentów.  Dostałam diamentowane kolczyki od kuzyna,  pięć pudełek czekoladowych żab, siedem różnych książek, perfumy oraz sweter od babci Molly.  Na końcu podeszłam do największej paczki.  Zerwałam papier i już miałam ściągać wieczko, kiedy…
- WESOŁYCH ŚWIĄT! –Scorpius wyskoczył z niego.  Odskoczyłam jak oparzona.  Moja mama pisnęła z przerażenia.  Po chwili przyjrzałam się Scorowi. W prawej ręce trzymał jemiołę, usta miał złożone w dziubek, na głowie czapkę Mikołaja, a oczy przymrużone.  Potem spojrzałam na rodziców.  Mama była zdziwiona, a tata zły. Zapowiadają się bardzo wesołe święta…

____________________

Wesołych świąt, szczęścia, pomyślności, zdrowia, miłości, dużo pomysłów. Co się tyczy miłości to szczęścia w niej. Pijanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku! 
Życzy Kasia i Gabi

____

A jeśli chodzi o miniaturkę to miała ją napisać Gabi, ale nie ma internetu. Pocieszę Was, Gabi ma dla Was niespodziankę. :D
Jak chcecie być informowani o rozdziałach/miniaturkach to piszcie w komentarzu (zostawcie link do bloga).

MÓJ OSTATNI ROZDZIAŁ
OSTATNI ROZDZIAŁ GABI
Myślodsiewnia 
Mapa Huncwotów

wtorek, 9 grudnia 2014

"Ja i Draco" Rozdział 19

          Mało tej nocy spałam albo tak mi się zdaje. Nie wiem nic, mam mętlik w głowie i jednocześnie pustkę. Mimo wszystko czuję, że  będzie lepiej.
Stałam nad umywalką i wpatrywałam się w swoje odbicie. Opuchnięte oczy, bladsza niż zawsze cera i usta bez uśmiechu. Cho miała rację. Wyglądam fatalnie. Zastanawiałam się, gdzie się podziała tam Luna. Ta sprzed tygodnia, miesiąca, roku... Niestety niedane mi wiedzieć.
Obmyłam się, ubrałam i szybko wyszłam z łazienki. Zbiegłam po schodach na śniadanie. W Wielkiej Sali zajęłam swoje miejsce. Dalej byłam smutna, ale przypomniałam sobie, że dziś Cho wychodzi ze Skrzydła Szpitalnego. To mnie nieco podniosło na duchu. Musiałam tylko wytrzymać w czasie lekcji, a potem mogłam już spokojnie spędzać czas z przyjaciółką.
Patrzyłam się na stół Slytherinu. Przyjrzałam się wszystkich Ślizgonom, zanim obdarzyłam spojrzeniem Draco, na którego pai tak patrzyłam się najdłużej. Badałam z daleka jak się zachowuje. Miał swoją maskę, ale czułam, że jest nieco zestresowany i przygaszony. Siedział, rozmawiał i udawał, jak najbardziej wyluzowanego. Rozmawiąjąc patrzył na wszystkich, prócz Pansy, która siedziała trzy miejsca dalej po przeciwnej stronie.
Gwar rozmów został zagłuszony przez szum skrzydeł. Wleciały sowy z listami. Podleciały do mnie dwie z nich. Jedna była od taty. Przysłał mi nowy numer Żonglera! Spojrzałam na drugą. Była mała i puchata. To ta, którą wysłałam do Draco! Odpisał! Odwiązałam ode jej nóżki niewielką karteczkę. Wysypałam na talerzyk kilka pestek dyni, by sowy je zjadły i zaczęłam czytać liścik.

Dziś wieczorem nie mogę. Obiecuję, że jutro się zjawię i będę na Ciebie czekał nawet wieczność
Kocham Cię, Luno.
Twój Draco.

Ucieszyłam się z tej wiadomości, choć nie powinnam. Nałożyłam sobie na talerz dużą porcję jajecznicy.
- Zjesz tyle? - usłyszałam śmiech. Nie był on szyderczy ani ironiczny, lecz po prostu życzliwy. 
- Cho! - krzyknęłam na całą Wielką Salę. Każdy na nas, a raczej na mnie patrzył. Cho się roześmiała jeszcze bardziej. Przez pobyt w skrzydle strasznie zmizerniała, ale dalej było widać iskierki radości w jej oczach.
- Jak się cieszę, że wyszłaś. - powiedziałam, gdy usiadła koło mnie. 
- I napisałaś do niego? - wyszeptała nakładając sobie na talerz naleśniki.
- Owszem. - odpowiedziałam z dumą. 
- Odpisał?
- Tak! Zgodził się! - wykrzyknęłam radośnie - Ale to dopiero jutro.
- Strasznie się cieszę! Na pewno wam się ułoży. 
- Też tak uważam. - delikatnie zmarkotniałam, bo przypomniał mi się mój plan. Nie powiem jej tego teraz. Dowie się o tym po spotkaniu. Spojrzałam na stół Ślizgonów. Draco się na mnie patrzył! Zapomniałam o moim planie i upajałam się tym, że na mnie patrzy. W jego oczach była czułość i nutka zmieszania. Słodko to wyglądało razem z delikatnym uśmiechem. Po chwili opuścił wzrok i zaczął się wpatrywać w swój kubek.
- Co masz pierwsze? - spytała Cho - Ja się będę męczyć w lochach.
-Obrona przed Czarną Magią. - westchnęłam zrezygnowana - Pierwsze zadanie na dziś: nie dostać szlabanu. 
- Ojć... U mnie będzie z tym ciężko. -zaśmiała się. Była dziś taka radosna! Chociaż ja się cieszę, gdy wychodzę ze skrzydła szpitalnego. Przez chwilę jadłyśmy w zupełnej ciszy. Żadnej z nas nie chciało się przerywać tej ciszy, bo była dość przyjemna. 
- Luna! Jakim cudem udało ci to wszystko zjeść? - roześmiała się Cho. Spojrzałam na mój talerz. Był pusty.
- Magia - zaśmiałam się - Muszę lecieć. Nie mogę się dziś zarwać szlabanu. 
- Pa - krzyknęła moja przyjaciółka. 
Wybiegłam z Wielkiej Sali w podskokach. Moja radość była wręcz nieadekwatna do tego co ma się wydarzyć. W głębi duszy czułam jeszcze do niego żal, ale nie tak wielki jak wcześniej. Jego zgoda, wyjście Cho ze skrzydła... To mnie tak uszczęśliwiło! Wreszcie się z nim spokojnie spotkam! Przytulę się do niego...
Nie! głos w mojej głowie dał mi o sobie znać. Nie będziesz się do niego przytulać! Ta radość jest chwilowa. Potem znowu będziesz przez niego cierpieć. Pamiętasz co ci w ostatnich dniach zrobił?
Przed oczami stanął mi obraz jak całował się z Pansy, przytulał ją...
Znowu byłam smutna, ale z tego spotkania w dalszym siągu się cieszyłam. Niestety muszę to zrobić. Tak będzie lepiej, przynajmniej dla niego.
Weszłam do klasy. Ropuchy jeszcze nie było, ale połowa uczniów siedziała na swoich miejscach. Nienawidziłam tej sali. W tym roku była najgorszą z możliwych. Już nawet wolałam zimne i mroczne lochy niż ten różowy pokoik. Wszystko było zbyt słodkie. Na ścianach wisiały talerze z kotkami. Klasa wyglądała dość tandetnie i nikt nie myślał, że uczy tu tak wredna osoba.
Do klasy weszła nasza tegoroczna nauczycielka, profesor Dolores Umbridge. Znienawidzona przez niemal wszystkich uczniów Hogwartu. Wyjątek stanowiła część Ślizgonów. Na pierwszy rzut mogła się wydać całkiem miła, ale było o wiele inaczej.
- Witajcie moi mili. - zapiszczała. - Zacznę od omówienia waszych ostatnich wypracowań. Nie wiem z czego korzystaliście, ale wyszło wam to fatalnie! Mieliście tylko wypisać z podręcznika sposoby na zabicie druzgotka! Oceny są bardzo słabe i nikt nie dostał nawet czwórki!
Zaczęła rozdawać wypracowania. Każdy był wkurzony oceną, jaką dostał, ale nikt odważył się odezwać. 
- Przecież powinienem dostać wyższą ocenę! - wreszcie ktoś się jej postawił. Było to Marco. 
- Na pewno? - zapytała uroczym głosikiem.
- Tak. Przecież wszystko z książki wypisałem. 
- Och, tak? - uśmiechnęła się słodko, ale jednak złośliwie - Nie ma tu jednej, ale ważnej rzeczy.
- Jakiej? - zapytał, a ona zaczęła głosić mowę o kolejnym sposobie. Ja w tym czasie szukałam go w podręczniku. 
- Nie ma go w książce. - powiedziałam.
- No to było szukać też w innych źródłach, a nie tylko w podręczniku.
Zdenerwowałam się nie na żarty. 
- Sama pani kazała korzystać tylko z podręcznika, bo przecież najważniejsze są podstawy! - krzyknęłam.
- Obydwoje macie u mnie szlaban! Szczegóły omówimy po lekcji. - powiedziała niewinnym głosikiem - Ravenvlaw traci 50 punktów!
Przez resztę lekcji siedziałam cicho. Nie chciałam stracić większej ilości punktów. Marco zmarkotniał bardziej ode mnie. Każdy notował w ciszy, jakby się jej bał. Myślałam nad spotkaniem z Draco. Co mu powiem, jak to zrobię... Teraz ta wizja nie była tak radosna jak wcześniej. Przecież on może mi tego nie wybaczyć! Choć może zrozumie, jeśli mu powiem, że chcę żeby był szczęśliwy.
Radość, która towarzyszyła mi przy śniadaniu zaczęła umykać wraz z pojawieniem się wspomnień. Choć było to kilka złych wspomnień,to od nich mój dzień zaczął się psuć. Nie będę mogła zapomnieć szczęścia jakie mi dał. Naszych pocałunków... Tego jak mnie przytulałam... Lubiłam jak mówił o swoich planach na przyszłość. Uwzględniał w nich mnie, zastanawiał się jak będą wyglądać nasze dzieci i dziwił się, że nie mam żadnych planów. 
- Moi drodzy, lekcja się skończyła. - oznajmiła z radością. - Możecie wyjść.
Spakowałam książki do torby i stanęłam obok Marco. Jego mina wskazywała na to, że ma ochotę się z nią dalej kłócić.
- Wasze zachowanie jest skandaliczne! - zaczęła piszczeć. - Wytykać profesorowi błąd, tylko po to, by mieć lepszą ocenę! To jest niegodne czarodzieja! 
Przerwała i podeszła do jednego ze swoich talerzyków. Zaczęła coś do niego mówić. Po chwili wróciła do biurka. 
- Tak zachowywać może się jakiś mugol bądź szlama, a nie czarodziej czystej krwi! - krzyknęła - Wasz szlaban zaczyna się w poniedziałek i kończy w następny piątek. Macie być u mnie codziennie o 17. Zrozumiano?
- Tak jest... - mruknęliśmy. 
- Możecie wyjść. 

_________

Nie wiem, czy czekaliście na ten rozdział, ale jeśli tak to: Pojawił się długo oczekiwany rozdział 19. Za 5 komentarzy będzie następny. Piszcie jak Wam się podoba. :D
Jak chcielibyście być informowani o nowych rozdziałach to napiszcie w komentarzu i dodajcie linki do Waszych blogów. Możecie też napisać w Myślodsiewni.
Dziękujemy za przekroczenia 7000 tysięcy! 

piątek, 14 listopada 2014

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 10

Obudziłam się. Leżałam nieruchomo, bojąc się otworzyć oczy. Wytężyłam słuch. Słychać było jedynie cichutkie pochrapywanie. Po chwili uchyliłam powieki i pierwsze co zobaczyłam, to moja śpiąca przyjaciółka siedząca na krześle przy małej szafeczce nocnej. Otworzyłam oczy szerzej i zrozumiałam, że muszę leżeć w skrzydle szpitalnym. Jedynymi osobami tutaj byłam ja i Luna. Spojrzałam na okno i ujrzałam szarawe, ponure niebo. Leżałam i wpatrywałam się w sufit bez większego celu. Dziewczyna siedząca przy mnie poruszyła się i rozchyliła nieco oczy. Widząc mój wzrok ziewnęła i przetarła swoje, jak teraz zauważyłam, zaczerwienione oczy. Po chwili odezwała się:
- Hej, śpiochu. Jak się czujesz? Zawołać panią Pomfrey?
- Chyba dobrze, dzięki. - uśmiechnęłam się - jak długo tu leżę?
- A ze dwa dni - mruknęła patrząc gdzieś obok mnie.
- Która godzina? - spytałam, usiłując zerknąć na stojący na szafce zegarek.
- Mmm. Jest przerwa na drugie śniadanie. Zaraz się kończy.
- Będziesz musiała się zbierać. Długo tu tak przy mnie siedzisz?
- Całą przerwę - uśmiechnęła się - przesiaduję tu kiedy tylko mogę.
Uśmiechnęłam się do niej ciepło dziękując za jej wsparcie. Przyjrzałam się dokładniej. W czerwonawych i nieco napuchniętych oczach można było dostrzec jakąś obojętność, nie było w nich zwykłego, Lunowego, radosnego blasku. Włosy miała trochę roztrzepane.
- Luna? - zaczęłam - Czy coś się stało, podczas gdy ja byłam tutaj?
Spojrzała mi w oczy i zaczęła:
- Tak. - Odetchnęła głęboko i kontynuowała - W dniu twojego wypadku. Gdy ty poszłaś na spotkanie z Harry'm ja wróciłam do zamku po jedną rzecz. Gdy już schodziłam z powrotem ze schodów usłyszałam głosy mówiące coś na mój temat - opowiedziała mi o podsłuchanej przypadkowo rozmowie Pansy Parkinson i paru innych Ślizgonek oraz o pocałunku Pansy i Draco. Do Mopsicy to by nawet pasowało - wchodzić między parę i robienie skandalu dla własnej korzyści. Ale Draco? Najbardziej zaskoczyło mnie właśnie to, że on odwzajemnił ten pocałunek.
- Och, Luna, nie przejmuj się. Wiesz, jaka jest Pansy, na pewno to ona się na niego rzuciła dla jakiejś draki albo go zmusiła. Kochana, wiem że to dla ciebie trudne. Współczuję ci. Ale musisz z nim jakoś to wyjaśnić. Jak już będziesz w stanie - powiedziałam, wykonując przywołujący gest. Przysunęła się bliżej, a ja mocno ją przytuliłam.
- Tak jak ty z Cedrikiem? - zaśmiała się.
- Nie. Ale tą sprawę też jeszcze kiedyś wyjaśnię.

Niedługo potem Luna udała się na lekcję transmutacji, a ja leżałam tak i rozmyślałam, dopóki nie przerwała mi pani Pomfrey. Niosła tacę, zapewne z jakimś jedzeniem i eliksirem.
- O, wreszcie się obudziłaś.
Zrobiła trochę miejsca na szafce obok łóżka i postawiła tacę. Wzięła się pod boki i spojrzała na mnie.
- No, całkiem długo spałaś, aż się trochę zdziwiłam. Mam tu dla ciebie ciepły posiłek i odrobinę eliksiru, powinien poprawić twoje samopoczucie. Dziś wieczorem będziesz już spać w swoim dormitorium.
- Dziękuję - podniosłam się do pozycji siedzącej - Mam pytanie. Wie pani, co tak właściwie się stało?
- Spadłaś z miotły i straciłaś przytomność. Szczegółów nie znam, ale pan Potter na pewno chętnie ci opowie. Przychodził tu parę razy gdy spałaś.
- Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko, po czym przeniosłam tacę na swoje nogi i zaczęłam skubać moje jedzenie.
Gdy skończyłam, osunęłam się na miękkie poduszki i zaczęłam rozmyślać. Zamknęłam oczy i usiłowałam sobie przypomnieć wszystko, co się wydarzyło w porze mojego wypadku. Pamiętałam jedynie to radosne uczucie i wiatr we włosach, a potem uczucie, że rączka miotły wypada mi z rąk. A potem pustka. Nic.
Rozejrzałam się po sali. Spojrzałam na zegarek - zanim znajdę się w dormitorium lub zanim ktoś mnie tu odwiedzi minie trochę czasu. Zauważyłam na stoliku książkę, ale nie chciało mi się jej czytać. Wolałam pogrążyć się we własnych myślach.
Dawno nie miałam już takiej dłuższej chwili na wspominanie, zawsze było coś do zrobienia. Lekcje, posiłki, prace domowe, spotkania, sen.
Przypomniały mi się nocne odwiedziny. Harry i Draco przylecieli wtedy do mnie i Luny w nocy na miotle, pod peleryną niewidką. Był to w sumie przełomowy moment dla mnie i Harry'ego, jeśli można to tak nazwać. Dużo rozmawialiśmy, przełamaliśmy 'pierwsze lody'. Było bardzo zabawnie i miło. Żartowaliśmy, przytulaliśmy się, a potem... Potem, gdy okazało się że Luna i Draco usnęli, Harry zabrał po cichutku miotłę i pelerynę, po czym zaprosił mnie na nocny lot. Lecieliśmy spokojnie nad błoniami, on z przodu, a ja za nim, trzymając się jego pleców. Wylądowaliśmy przy jeziorze. Tam, ciągle po peleryną, spacerowaliśmy wzdłuż brzegu w milczeniu. Ale nie była to niezręczna cisza. Szliśmy tak tuż obok siebie, powoli, spokojnie. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się i położyliśmy na bujnej trawie. Obserwowaliśmy ciemne niebo - nie było zbyt wiele chmur, więc mogliśmy wypatrywać gwiazd. Wpatrywaliśmy się w księżyc i rozmawialiśmy. W pewnym momencie usiedliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. Nasz twarze zaczęły się powoli do siebie zbliżać, niepewnie, spokojnie. W końcu nasze usta zetknęły się w słodkim pocałunku. Zaczerwieniłam się.

Uśmiechnęłam się na myśl o naszym pierwszym całusie. To była niezwykła chwila. Pamiętam, że posiedzieliśmy tam jeszcze chwilę, a potem niezauważeni wróciliśmy do mojego dormitorium. Draco i Luna nadal spali, a więc nasza mała wyprawa została tajemnicą. Dopiero potem podzieliłam się tym z Luną.

Wspominałam nasze spotkania, wspólne treningi, wypad do Hogsmeade i wiele innych, a uśmiech sam pojawiał się na mojej twarzy. Uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię Harry'ego i jak bardzo przyzwyczaiłam się do spotkań z nim, do jego obecności. To niesamowite. Z jednej strony chłopcy są często nieogarnięci,  niedojrzali, czasem popisują się chamstwem, ale z drugiej, gdy już trochę dojrzeją - są nam tak potrzebni, dają nam radość...
Przetarłam lekko piekące mnie oczy. Chyba się trochę zdrzemnę - pomyślałam. Ułożyłam się na boku, zamknęłam oczy i niedługo potem odleciałam w krainę snu.

Poczułam, że ktoś lekko potrząsa moim ramieniem. Skrzywiłam się i od razu uścisk zniknął. To nie bolało, bardziej był to wyraz niezadowolenia, że ktoś przerywa mój sen. Otworzyłam oczy, to była pani Pomfrey. Rozejrzałam się. Patrząc w okno zauważyłam, że słońce jest już niżej.
- Zbieramy się, śpiąca królewno - zakomunikowała pielęgniarka.
Pomogła mi zebrać rzeczy z szafki, odprowadziła do schodów i wróciła do skrzydła, podczas gdy ja zaczęłam wspinać się po stopniach. Gdy odpowiadałam na zagadkę kołatki, miałam w duchu nadzieję, że w Pokoju Wspólnym nie będzie zbyt dużo gapiów i ciekawskich osób. Jedyną rzeczą, na którą miałam teraz ochotę był dalszy sen, ewentualnie krótka rozmowa z Luną.
Weszłam do środka, na szczęście nie było zbyt wiele osób. A te kilka, widząc mój aktorsko zmęczony wzrok i machnięcie ręką, najwyraźniej postanowiło zostawić pytania na później i wrócić do swoich czynności.
W dormitorium nikogo nie było. Usiadłam na swoim łóżku, położyłam rzeczy na szafkę, przeciągnęłam się i podeszłam do okna. Na błoniach było jeszcze sporo osób, mimo pochmurnej pogody. Nagle pisnęłam. O mało co nie wleciała we mnie maleńka sówka. Odetchnęłam i złapałam ją. Odpięłam od jej nóżki zwitek pergaminu i poklepałam ją czule po główce.
Rozwinęłam karteczkę:

Cho,
pewnie już wróciłaś. Wybacz, że mnie nie ma, ale musiałam trochę odetchnąć. 
Jestem na błoniach razem z Ginny. Gdybyś czegoś potrzebowała - odeślij do mnie sówkę.
O, masz całusy od Harry'ego. Kazał przekazać, że gdy będziesz się czuć na siłach, to chętnie Cię spotka. 
Luna


Położyłam karteczkę na szafce i odezwałam się do sówki:
- Jak na razie nie masz żadnej przesyłki. Możesz sobie trochę polatać. Masz - podałam jej ziarenko - Smacznego.
Przebrałam się w moją piżamę i wskoczyłam do łóżka. Usnęłam.



Obudziłam się następnego ranka. Leżałam spokojnie, wpatrując się w sufit. Po chwili dotarły do mnie jakieś niezrozumiałe szepty. Podniosłam się i podchodząc na czworakach do rogu łóżka, odsłoniłam powoli kotarę. Patil i Marietta szeptały między sobą, posyłając ukradkowe spojrzenia to na Lunę, to w moją stronę. Luna natomiast co jakiś czas coś im odpowiadała, bądź kiwała głową. Zdecydowanym ruchem złapałam kotarę i odsłoniłam ją, uśmiechając się.
- Cześć, dziewczyny. Wyspałyście się?
Gdy pierwszy szok po moim nagłym przywitaniu minął, odezwała się Marietta:
- My tak. A ty?
- Jak się czujesz? Wszystko dobrze? – dodała następna z moich lokatorek.
- U mnie wszystko ok. Spokojnie, pani Pomfrey postawiła mnie na nogi. – odpowiedziałam.
- No, masz co opowiadać. – powiedziała Padma – Słuchamy.
- Tak w sumie to nie wiem co wam opowiedzieć. Obudziłam się dopiero wczoraj, nie wiem co się działo.
- Wiemy, ale jak to się stało, Cho? Ten wypadek. Czy to prawda, że uderzyłaś prosto w drzewo?
- Dziewczyny, może dajmy Cho na razie spokój, niech się przebierze, naszykuje. – odezwała się Luna.
Dziewczyny niechętnie przyznały jej rację, po czym zaczęły gawędzić na temat jakiegoś ‘ciacha z siódmego roku’ i wyszły. Ja natomiast chwyciłam swoje ubrania i przebrałam się. Zaczęłam pakować podręczniki i inne przybory do torby, po czym usiadłam sobie i spojrzałam na Lunę.
- Dzięki, że je powstrzymałaś. Zasypałyby mnie pytaniami.
- Nie ma za co. – zaśmiała się, po czym spytała – Słyszałaś Padmę? ‘Czy to prawda, że uderzyłaś prosto w drzewo?’ – próbowała naśladować jej głos.
Zaśmiałam się.
- Taak, założę się, że usłyszę dziś jeszcze parę takich niestworzonych historii.
- Będę z tobą, w razie czego schowamy się w jakiejś klasie albo pożyczymy niewidkę od Harrego.
- Harry! No właśnie.
- Jestem pewna, że już nie może się doczekać. Idziemy?
- Jasne – odpowiedziałam. Wstałam, wzięłam Lunę pod rękę, po czym wyszłyśmy roześmiane.
Wchodząc do Wielkiej Sali, poczułam burczenie w brzuchu. To przez te wszystkie kuszące zapachy. Gdy usiadłyśmy do stołu, nałożyłam sobie całkiem dużą porcję jajek na bekonie, chwyciłam dzban z dyniowym sokiem i nalałam go sobie do pełna.
- Hej, obżarciuchu – zawołał ktoś zza moich pleców.
Odłożyłam maślaną bułeczkę i odwróciłam się, była to Ginny.
- O, cześć.
- Dobrze cię znów widzieć. – siadła obok Luny – Cześć, Luna.
Zaczęły rozprawiać o jakiejś nieznanej mi, wczorajszej sprawie, więc chwyciłam ponownie moją nadgryzioną bułeczkę i dokończyłam ją jeść. Dopiłam sok dyniowy i wstałam od stołu.
- Zaczekasz chwilkę? Ginny tak mnie zagadała, że nie zjadłam jeszcze tej porcji. To jest takie dobre – wymlaskała Luna.
Niedługo potem udałyśmy się do naszej wieży po torby, po czym powędrowałyśmy pod salę do zaklęć.
Dzisiaj klasa ćwiczyła zaklęcie Depulso. Każdy miał do dyspozycji parę poduszek, które musiał od siebie odepchnąć za pomocą zaklęcia. Profesor Flitwick przywołał mnie do siebie i powiedział, co mam robić. Po chwili wróciłam już na swoje miejsce i tak jak reszta próbowałam zmusić poduszki do odfrunięcia.
- Luna, jak ty to robisz? - spytałam przyglądając się przyjaciółce. Jej poduszka co prawda nie odleciała w drugi koniec klasy tak jak powinna, ale unosiła się już nad stolikiem i odlatywała parę centymetrów, co było już niezłym sukcesem. Oprócz Luny tylko 4 osobom się to udało.
- Nie wiem, po prostu się skupiam - odpowiedziała ze ściągniętymi brwiami.
Zachichotałam.
- Jutro eliksiry. Dobrze, że chociaż ta lekcja mi nie przepadła.
- Co? - Luna wytrzeszczyła oczy - Nie wierzę w to co mówisz.
- Eh, ja też. - westchnęłam - Ale gdyby eliksiry mi przepadły, to Snape byłby w siódmym niebie mogąc chociaż trochę się nade mną poznęcać, bo nie umiałabym przyrządzić eliksiru przerabianego na ostatniej lekcji.
- Racja.

Reszta zajęć minęła nam całkiem dobrze. Nauczyciele byli raczej wyrozumiali i względnie wytłumaczyli mi tematy zajęć. Z pracą domową uwinęłyśmy się całkiem szybko. Luna postanowiła udać się do sowiarni, ja natomiast chciałam znaleźć Harrego.
Udałam się do wieży Gryffindoru, mając nadzieję, że go tam znajdę. Czekałam tam pod drzwiami dobre 15 minut zanim wyszedł jakiś Gryfon. Był to Dean Thomas.
- Cześć Dean. Słuchaj, nie widziałeś w środku Harrego?
- Hej, nie. Tam go nie ma. Z tego co wiem, to poszedł do biblioteki. - odpowiedział drapiąc się w czoło.
- Dzięki - powiedziałam, po czym popędziłam w stronę biblioteki.
Zatrzymałam się przed drzwiami, wzięłam parę głębszych oddechów, przygładziłam włosy i weszłam. Minęłam stoliki i zaczęłam przechadzać się między półkami. Szukałam znanej mi dobrze czarnej, zmierzwionej czupryny. Znalazłam.
Wyszłam zza półki. Mój chłopak zawzięcie szukał jakiejś książki.
- Hej, pomóc ci? - spytałam.
Odwrócił głowę w moim kierunku.
- Cho. Cześć. Nie, już ją wyciągam - po chwili wyciągnął jakąś zakurzoną księgę. - Chodź, tylko ją wypożyczę i gdzieś się przejdziemy.

***Oczami Harrego***
Wyszliśmy z biblioteki. Zaprowadziłem Cho jednym z tajnych przejść na korytarz piątego piętra. Przeszliśmy kawałek i dotarliśmy do zacisznego zakątku. 
- Jak się czujesz? - zacząłem rozmowę. 
- Um, dobrze, dzięki.
Spojrzała mi w oczy.
- Harry?
- Tak?
- Opowiesz mi o tym, co się stało, gdy spadłam?
Wiedziałem, że mnie o to zapyta. Wiedziałem. Czułem wtedy mocne wyrzuty sumienia. Zadręczałem się, że dałem jej wtedy tą miotłę. Że nie zauważyłem czegoś podejrzanego, jakiegoś jej osłabienia. Że nie zauważyłem, czy może była zmęczona. Przychodziłem do skrzydła szpitalnego i siedziałem przy niej, czekając aż się obudzi. Wpatrywałem się wtedy w jej śliczną twarz okalaną kruczoczarnymi, długimi włosami. Wygląda słodko kiedy śpi, nawet po wypadku.
- Leciałaś na Błyskawicy. Roześmiana, zadowolona. I nagle zwolniłaś, chyba chciałaś już lądować i - zaciąłem się - i puściłaś rączkę miotły. Zaczęłaś spadać, a miotła przy tobie.
Wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem.
- Nie rozbiłam się tak bardzo. Rzuciłeś jakieś zaklęcie, prawda? - spytała.
- Tak. Impedimento żeby zwolnić twoje opadanie i zaklęcie poduszkujące. To chyba pomogło. Potem zaniosłem cię do skrzydła i czekałem. - odwróciłem się i spojrzałem w okno. Cho stanęła obok mnie i złapała mnie za rękę. Oparła głowę na moim ramieniu, mówiąc:
- Dziękuję ci. Gdyby nie ty, pewnie byłabym cała poobijana.
- Przepraszam.
- Za co? - wyszeptała moja dziewczyna.
- Że do tego dopuściłem. - odpowiedziałem.
- Przestań, to nie twoja wina. Skąd mogłeś wiedzieć, że stanie się coś takiego?
- Mogłem zauważyć, że jesteś osłabiona lub zmęczona.
- Ale ja nie byłam ani zmęczona, ani osłabiona. Nie wiem co to było. Poczułam, że oczy same mi się zamykają, wbrew mojej woli i że tracę świadomość. To było tak nagłe, jakby ktoś rzucił zaklęcie.
- Hmm - zamyśliłem się. Przecież tam nikogo nie było. Chyba że ktoś się zakradł i chciał zrobić jakiś głupi żart. Sam nie wiem.
- Najważniejsze, że już po wszystkim i że czujesz się dobrze - powiedziałem, po czym objąłem Cho ramieniem i pocałowałem ją w czoło. Ten wypadek coś mi uświadomił. To, że na Cho na prawdę mi zależy. 



Mam nadzieję, że rozdział się podoba ;) Tradycyjnie, za 5 komów next :) Zapraszam do linków niżej, gdyby ktoś chciał odświeżyć sobie pamięć i przejrzeć ostatnie rozdziały.
Mój ostatni rozdział
Ostatni rozdział Kasi
Mapa Huncwotów
Myślodsiewnia

piątek, 31 października 2014

"Noc duchów"

Hejo! Dziś jest Noc Duchów, czyli Halloween. Z tejże okazji napisałam pierwszą miniaturkę. Przy okazji jest dla uczczenia pamięci o Lily i Jamesie.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba i jest "odpowiedniej" długości. Publikowana jest w nocy, bo ciemno i straszno. Zapraszam do komentowania!

_____________

Otrząsałem się ze snu. Znowu mi się śniła piękna, rudowłosa, zadziorna dziewczyna. Leżeliśmy we dwoje na kanapie. Trzymałem ją w ramionach, a ona trzymała kilkumiesięcznego chłopca z czarnymi włosami. Był bardzo podobny do mnie, ale oczy miał zielone i tak piękne jak ona... Ten obraz stał jeszcze przed moimi oczami. Muszę zrobić coś, by była moja... Nasza przyszłość będzie tak wyglądać. 
Czuję, że dziś uda mi się z nią umówić.
Założyłem okulary i wstałem z łóżka. Z szafy wyciągnąłem niebiesko-czarną koszulę w kratę i czarne spodnie. Zacząłem układać sobie włosy, a po tym sięgnąłem po trąbkę i bęben. Zacząłem w nie walić*, by obudzić resztę. Odkąd przyszliśmy do Hogwartu na ten pokój było rzucone zaklęcie wyciszające. Musieli tu mieszkać wielcy czarodzieje...
- Panowie wstajemy! - krzyczałem. - Dziś wielki dzień! Musicie przy tym być!
- Wiemy, że jest Noc Duchów, ale nie musisz nas tak wcześnie budzić! - mruknął Łapa i rzucił we mnie pierwszą rzeczą, którą miał pod ręką. Był to budzik. Zrobiłem szybki unik, ale niestety w złą stronę... Dostałem prosto w czoło.
- James, jest sobota! Daj spokój! - zapiszczał Peter.
- Nie dam spokoju! - mruknąłem. - Nie chodzi tu o Noc Duchów... To jest co roku... A to się zdarzy tylko jeden raz!
- Lily i tak się z Tobą nie umówi. - mruknął Syriusz. Wiedział o mnie wszystko. Czasem zdawało mi się, że czyta mi w myślach.
- Droga Łapko... Dziś będzie inaczej. Zobaczysz. - zmierzwiłem swoje włosy i poprawiłem okulary.
- Jasne... Zobaczę jak dostajesz książką po raz kolejny. - zaśmiał się. Zacząłem wspominać, ile razy Lilka mi odmówiła, ile razy oberwałem od niej książką, ile razy rzuciła we mnie wazonem i ile zakładów przegrałem z Syriuszem. Uroczo się złościła, gdy niespodziewanie się przed nią zjawiałem.
- Rogaczowi się uda! Jestem tego pewien. - Peter obrócił się na drugi bok. Nie dziwiło mnie, że Lunatyk się nie obudził. Ostatni tydzień miał dość ciężki i w tym tygodniu po raz pierwszy mógł się porządnie wyspać.
- A jak do niej zagadasz, Romeo? - zaśmiał się mój najlepszy przyjaciel. Jest niewyspany, ale ma dobry humor.
- No jak to jak? Czy się ze mną umówi! - odpowiedziałem szeroko się uśmiechając. - Kiedyś zadziała.
Syriusz wybuchnął śmiechem i tarzał się po całym łóżku. Spadając z niego przewrócił szafkę nocną. Obudził tym Remusa.
- A jemu co tak wesoło? - spytał się ledwie przytomny wilkołak. Łapa śmiał się już z pięć minut.
- James znowu będzie podrywał Lilkę. - mruknął Glizdogon.
- Lunio... Jak dobrze... że... wstałeś... - Łapa próbował się przestać śmiać. - Który raz nasz Rogaś będzie się próbował umówić z Lili?
- 948, jeśli zapyta tylko raz. - odpowiedział. Lunatyk na prośbę Syriusza i Lily liczył ile razy spytałem się, czy się ze mną umówi.

*Wspomnienie. Dwa lata wcześniej*

- Potter! - Lili mnie zawołała! Nie była na mnie wściekła, tylko się śmiała. Może się zgodzi.
- Tak, Cukiereczku? - uśmiechnąłem się i podszedłem do niej. - Chcesz się jednak ze mną umówić?
- Mam dla ciebie laurkę. Podziękuj Remusowi, on mi powiedział, że to dziś. - wręczyła mi ją i odeszła. Otworzyłem ją. 

"Z okazji mojej 500 odmowy życzę Ci,
abyś wreszcie dał sobie spokój! 
I nie myśl, że się z Tobą umówię.
Lily"

*Teraźniejszość*

Rozpoczynała się uczta z okazji Nocy Duchów. Cały dzień szukałem Lilki i nie mogłem jej znaleźć. Wreszcie się pojawiła. Wyglądała świetnie. Włosy miała związane w kucyk, co było rzadkością, ale w nim wyglądała jeszcze piękniej. Koło niej miejsce było puste, jakby zarezerwowane specjalnie dla mnie.
- Liluś! - krzyknąłem i zacząłem do niej machać. Spojrzała się na mnie i się uśmiechnęła. Podniosłą rękę i mi odmachała. Stanąłem w wejściu jak wryty. 
- Syriusz! - krzyknąłem. - Widziałeś to?! Lily mi odmachała! 
- Remus też do niej machał... Nie toruj już wejścia tylko idź!
- Nie machałem do niej, tylko do Vicky. - mruknął Lunio, ominął nas i poszedł usiąść obok Vicky. Poszedłem za jego przykładem. Zająłem miejsce koło Lily, a Profesor Dumbledore zaczął swoją przemowę, jakby czekał tylko na mnie. Na samym początku pozdrowił wszystkie przybyłe duchy. Specjalnie dla nich ustawił w kącie Wielkiej Sali stół z jedzeniem. Było tam między innymi ciasto ze zgniłych jabłek.
- Cześć, Słodka.
- Cześć, Łosiu. - uśmiechnęła się.
- Nie "łosiu"! - oburzyłem się. - Jestem Jeleniem.
- Och, James... Nie obrażaj się. - patrzyliśmy się sobie w oczy. Jej oczy były dziś pogodne, a ich zieleń powodowała, że w nich tonąłem. Były takie piękne...Ona tak samo. I ten uśmiech, którym mnie dziś tyle razy obdarzyła. Nie mogłem od niej tego wieczoru oderwać oczu...
- James, ciszej trochę. - powiedziała Vicky. - Wiemy, że Lilka jest bardzo ładna.
- Nic nie mówiłem! - krzyknąłem, a wszyscy siedzący wokół nas zaczęli się śmiać. Najbardziej śmiał się Syriusz. 
- James, ale ty mówiłeś przed chwilą, że toniesz w jej oczach. 
- Myślałem o tym. - przyznałem się. Chyba on faktycznie czyta mi w myślach! Chociaż to może być telepatia, bo obydwaj mamy często takie same pomysły.
- Mówiłeś to na głos. - zaśmiał się Lunio. Też się zacząłem z tego śmiać. Może ma rację?  Nalałem sobie soku z dyni i nałożyłem na talerz kawałek pieczonego schabu. Ja, Remus i Syriusz w trakcie całej uczty zjedliśmy najwięcej. Dziewczyny podziwiały nas z tego powodu.
Po kolacji przenieśliśmy się do Pokoju Wspólnego. Ruda czytała książkę siedząc na kanapie, a ja próbowałem wziąć ją na kolana.
- Potter! Zjeżdżaj stąd! - krzyknęła - Bo dostaniesz!
Usiadłem w fotelu naprzeciwko niej.
- Nie, bo cię unieszczęśliwię. - wyszczerzyłem zęby, a ona pokazała mi język, a chwilę później spoważniała i zamilkła. Udawała, że dalej czyta, ale tak naprawdę się zastanawiała. Wyglądała tak słodko. Podniosłem się, zmierzwiłem włosy i usiadłem obok niej. Dalej nie podnosiła wzroku. Objąłem ją ramieniem i czekałem, aż mnie uderzy.
- Lily... - spojrzała się na mnie. Po raz kolejny uśmiechnęła się do mnie. Który to był dzisiaj raz? Czwarty? Piąty? Nie wiem...
- Umówisz się ze mną? - zapytaliśmy oboje w tym samym momencie. Zaśmiałem się. Przytuliłem ją do siebie, a ona nawet nie próbowała mnie uderzyć.
- Tak. - odpowiedziała. Wreszcie mi się udało! Teraz zrobię wszystko, żeby była najszczęśliwsza! 
-  Jesteś taka słodka. - wymruczałem. - Będę cię nosił na rękach.
- Tak? - zaśmiała się. Przestaliśmy się na chwile przytulać. Wziąłem ją ręce. Starałem się, by była jak najbliżej mnie. Podrzuciłem ją delikatnie przez co zapiszczała, a chwilę później śmialiśmy się z tego oboje. Każdy kto obok nas przechodził dziwnie się patrzył. Słychać było szepty, ale nie interesowało mnie to. Teraz liczyła się tylko ona. Przybliżyłem się do jej twarzy...
- Rogacz! Nie doceniałem Cię! - krzyknął Łapa widząc nas. - Gdzie ją niesiesz?
- To waszego dormitorium! - odpowiedziała. 
Zacząłem wchodzić po schodach. Nie mogę jej odmówić, przecież obiecałem!

***
- I gdzie ją zaprosiłeś? - zapytał się mnie Syriusz tuż po złożeniu gratulacji.
- Cholera! - krzyknąłem. - Zapomniałem z nią to uzgodnić.

____

Ostatni rozdział Gabi
Mój ostatni rozdział.
Mapa Hunctwotów.


UWAGI
* Nie wnikajcie, czemu James wali w trąbkę.Być może to magiczka trąbka to walenia?

niedziela, 26 października 2014

Mini informacje

Cześć! :D
Krótki post, mamy z Kasią dla Was praktycznie dwie informacje.

1. 
Dzisiaj wzrosły nam wyświetlenia (ponad 130!) z czego jesteśmy pozytywnie zaskoczone i w sumie zdziwione, bo żaden post nie był dodawany.
Z tego powodu informuję, że mój rozdział powinien się pojawić jutro, ewentualnie we wtorek. Kasi pojawi się gdzieś na początku listopada.
I każdego, kto tu zagląda i lubi czasem nasze prace poczytać - prosimy o komentarze i obserwacje :) Komentarze można dodawać też anonimowo. (+ Na prośbę Kasi - jak je dodać.).


2. 
Mamy prośbę do osób obeznanych w opcjach i dodatkach na blogu:
Wpadłam na pomysł dodania tu podstron. Ale ani ja, ani Kasia nie ogarniamy jak to można zrobić. Dlatego też prosimy każdego kto wie, jak to zrobić lub posiada link z przejrzystą instrukcją na nowym bloggerze (bo są też takie sprzed dwóch lat, na starym pulpicie bloggera) o komentarz ;) Dodaję mój wybitny rysunek z painta żebyście wiedzieli o co nam chodzi.

To by było na tyle, dziękujemy za wyświetlenia i mamy nadzieję, że ktoś nam w tych podstronach pomoże :D Pa

niedziela, 12 października 2014

"Ja i Draco" Rozdział 18.

Hej! Dziękuję za wszystkie komentarze pod tamtym postem.
Jak zauważyliście powstała zakładka Myślodsiewnia. Zapraszam Was serdecznie do korzystania z niej! Nową-starą zakładką jest też  Mapa Hunctowów, którą znaliście pod nazwą "Imaginy".  Teraz wydaje nam się, że jest bardziej przejrzysta.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam wszystkim spodoba.

Rozdział dedykuję  Assarii Cleto, która dzielnie na niego czekała.
_____________
          Skończyłam już lekcje. Nie miałam ich mało. Bez Cho ciężko mi się odrabiało, ale udało się zrobić to dość szybko. Na naszym stoliku leżała sterta moich książek i zapisanych pergaminów. Na fotelu, na którym zwykle siedziała moja przyjaciółka, położyłam torbę. Bez niej było nudno i smutno. Smutek był nie tylko spowodowany jej wypadkiem, ale zdradą mojego ukochanego. Czytałam po raz kolejny liścik od Draco.  Zaproponował mi spotkanie. Nie miałam pojęcia czy iść tam, czy nie. Była 16, więc mogłam jeszcze pójść do Cho i się poradzić. Pewnie udałoby mi się zdążyć na spotkanie.
          Spakowałam wszystkie książki do torby i poszłam odnieść je do dormitorium. Niepotrzebne książki i czyste pergaminu wrzuciłam do kufra, stojącego u nóg mojego łoża. Spojrzałam na łóżko Cho. Było puste. Miało takiego pozostać jeszcze przez jedną noc. Jutro miała wyjść ze skrzydła szpitalnego. Usiadłam na moim łóżku i popatrzyłam na zegarek. Wskazywał 16.05. Zdecydowałam, że pójdę do Cho. Może będzie umiała mi pomóc. W głębi duszy chciałam się z nim spotkać.
          Weszłam do skrzydła szpitalnego. Leżała w nim tylko Cho.
- O! Jak dobrze, że jesteś! - krzyknęła na mój widok. - Umierałam tu z nudów.
- Wierzę. - odpowiedziałam uśmiechając się delikatnie. Podeszłam do jej łóżka i usiadłam na stołeczku.
- Wyglądasz o niebo lepiej. - uśmiechnęła się. - Przespałaś się trochę w dzień?
- Nie. Uczesałam włosy i twarz obmyłam.
- Podziałało trochę, ale dalej widać, że płakałaś. - usiadła na łóżku. - Opowiadaj co się działo u ciebie na lekcjach.
- Nic szczególnego. Na transmutacji siedziałam grzecznie. - uśmiechnęłam się. - Znaczy się... Rozmyślałam o tym wszystkim, co się dzieje. McGonagall mi się jakoś dziwnie przyglądała, a na przerwie udało mi się podsłuchać jej rozmowę i Flitwicka.
- O czym mówili? - wyprostowała się natychmiast. - Nie zauważyli cię?
- Nie... Wychodziłam z łazienki Jęczącej Marty.
- Chodzisz tam jeszcze? Przecież ona ciebie zawsze obraża. - Cho przekręciła oczami.
- Tak, tak, ale była po drodze, bo szłam do lochów.
- Ach tak! Eliksiry miałaś! - zaśmiała się. - Jak było?
- Nie było tak źle. Nie odzywał się do mnie ani Very. Tylko półgodziny przed dzwonkiem uznał, że źle zrobiłam wywar i kazał mi go poprawiać.
- Udało ci?
- Nie miałam zamiaru go poprawiać. Robiłam dalej i wyszedł mi idealny. - wyjaśniłam. -  Dostałam trójkę, a Vera zaczęła się z nim kłócić.
- Szlaban dostała?
- I wypracowanie.
Cho pokręciła głową. Zaczęła mi się przyglądać. Czemu oni wszyscy się tak na mnie patrzyli?
- Martwi cię coś, tak? - zapytała z troską w głosie.
- Tak. Mam problem. Nie jest za poważny...
- Ale jednak jest.
- Dokładnie. Nie wiem czy mam pójść na spotkanie z Draco czy nie. - wyznałam. - Wiesz, jak się teraz czuję, przez to co mi zrobił.
- Co ona zrobiła. - poprawiła mnie Cho. - Nie obwiniaj go za to. Idź na to spotkanie i mu powiedz o swoich uczuciach.
- To mnie strasznie boli. Nie wiem czy łatwo będzie mi z nim rozmawiać. - wyjaśniłam.
- Dobra, dobra... O której mieliście się spotkać? - zapytała - Przed spotkaniem powinnaś jeszcze raz uczesać włosy i obmyć twarz.  Z przemęczonymi oczami i tak już nic nie zrobisz.
- Zaproponował 17. - powiedziałam. Obie spojrzałyśmy na zegarek. Było pięć po 17.
- Hmm... - zamilkła, by móc się zastanowić jak mi pomóc i co zrobić. Nie przeszkadzałam jej. Zaczęło mi się robić smutno.
          Milczała jeszcze minutę.
- Wiem! - krzyknęła. - Musisz napisać do niego list. Już nie zdążysz się ogarnąć.
- A co w tym liście napisać?
- Zaproponuj spotkanie. - popatrzyła na mnie. - Jutro. - dobitnie wypowiedziała ostatnie słowo.
- Wytłumaczę też czemu nie przyszłam.
- No to leć już. - zaczęła mnie poganiać. - Masz jeszcze dziś go wysłać.
- Idę, idę. - powiedziałam. - Pa, pa!
        Wyszłam ze skrzydła.
        Cho ma rację. Muszę się z nim spotkać. Obydwoje nie wytrzymamy bez siebie za długo. On już powoli pęka, a ja się jeszcze jakoś trzymam.
        Marzę o nim. O jego ustach, o jego ramionach. Chciałam się do niego przytulić, pocałować, rozczochrać mu włosy. Lubiłam jak się denerwował, gdy to robiłam. Jak brał mnie potem na ręce, bo wie, że się tego boję. Jak śmiał się, gdy zaczynałam piszczeć i błagałam, żeby mnie postawił.Och... Jak ja chcę żeby tak znowu było...
        Przechodziłam koło okna w korytarzu na czwartym piętrze. Było moim ulubiony oknem, bo pięknie ukazywało błonia i Zakazany Las. Można było dużo zobaczyć, bezkarnie przyglądać się innym i nikt stamtąd nie mógł mnie ujrzeć, byli za bardzo zajęci sobą, tym co jest tam, na dole. Jak zawsze wyjrzałam przez nie. Najbardziej moją uwagę przykuła dość duża grupka ludzi. Siedzieli pod drzewem nad jeziorem. Pod tym samym, pod którym miałam się spotkać z Draco. Zaintrygowali mnie, więc zaczęłam się im dokładniej przyglądać. Było już tak ciepło, że nikt nie nosił swetrów, więc niedziwne, że byli w koszulach. Chciałam wiedzieć z jakiego są domu. Przyjrzałam się ich koszulom. Dostrzegłam na nich zielone plamy w miejscu, w którym powinien być krawat.
            Ślizgoni...
        Automatycznie zaczęłam szukać bardzo jasnej czupryny. Po chwili go znalazłam. Siedział oparty o drzewo. Był mniej ruchliwy od wszystkich, chyba trochę przygaszony i zrezygnowany. Koło niego usiadła jakaś brunetka. Zdawało mi się, że go zagadywała, bo po jakimś czasie się trochę ożywił.
        Przymknęłam oczy. Lubiłam jak się tak ożywiał, gdy coś mówił, jak zwracało się na niego większą uwagę. Czasem zaczynał śmiesznie machać rękami.
        Otworzyłam je ponownie i ponownie się na nich spojrzałam. On i ta brunetka się przytulali. To bolało. Zaczęły mi lecieć łzy, ale dalej stałam przy oknie. Co chwila ocierałam oczy, żeby móc ich widzieć. Nie wiem po co się tam patrzyłam, chyba myślałam, że jakimś cudem ujrzę kim ona jest. Wstali wszyscy. Nawet Draco i ta dziewczyna. Chyba wracali do szkoły. Dalej przytuleni. Ślizgonka była o wiele niższa od niego. W Slytherynie była tylko jedna TAK niska osoba. Pansy...
        Odwróciłam od okna. Powinnam już dawno wrócić do dormitorium. Wzięłam się w garść, by wejść  bez płaczu chociaż do Pokoju Wspólnego. Udało mi się. Tu zaczęłam płakać, nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi. Nie przeszkadzało mi to. Nie chciałam o tym mówić. Nie chciałam, żeby ktokolwiek rzucał mi spojrzenie pełne wyższości, mówiące "To było do przewidzenia! Nikt by się nią na poważnie nie zainteresował!".
        Weszłam do dormitorium. Rzuciłam się na łóżko. Przez dłuższy czas płakałam w poduszkę. Nie wiem jak w ciągu tego tygodnia mogłam wylać tyle łez. Co gorsze, przez jedną osobę. Bardzo ważną osobę. Boli mnie serce. Znowu. A może w dalszym ciągu?  Czemu to tak boli?
Luna, zaczęłam karcić się w duchu, Musisz wyjaśnić z nim tą sprawę. 
Ale to mnie tak boli.
Trudno! To się teraz nie liczy. Motywowałam się. Wstań, weź pergamin oraz pióro i zacznij pisać list, inaczej zaboli bardziej!
       Podeszłam do kufra. Zaczęłam w nim grzebać. Udało mi się znaleźć piórko i jakiś pergamin. Rozwinęłam, by sprawdzić, czy jest czysty. Przetarłam oczy To był ten list, od którego wszystko się zaczęło. Nie pamiętałam, co było w nim napisane, więc wzięłam się za jego czytanie.

Draconie!
 Mam pewne pytanie i żądam na nie szybkiej odpowiedzi.
Myślę, że się do mnie nie zrazisz  za to. Mianowicie: 
Co myślisz o pewnej Krukonce?
Jej imię pewnie znasz. Chodzi mi o Lunę Lovegood. 
Uważasz, że jest jakoś szczególnie interesująca? Albo chociaż ładna?
Lub nadawałaby się na partnerkę?
Interesuję się nią od dłuższego czasu, ale nie wiem czy warto. 
Pomożesz?
Twój przyjaciel z Domu Węża

        Pamiętam dobrze jak go Cho pisała, mimo że to było tak dawno. Ona też miała wtedy problem. Próbowałam jej pomóc. Jej pomysłem było napisanie tego listu. Och... Jaka szkoda, że się nie przydał. Ostatnim czasem całkowicie o nim zapomniałam. Chyba nie ma się czemu dziwić... Byłam nim tak zajęta...
        List schowałam do szafki i jakimś cudem znalazłam tam czysty pergamin.  Kucnęłam przy niej i zaczęłam pisać. Miałam mały problem z początkiem. Kiedy napisałam już, zaczęłam płakać. Szybko jednak przestałam, bo miałam wysłać ten list jeszcze dziś, a było już w pół do dziewiętnastej. Zmobilizowałam się i po dwudziestu minutach odłożyłam pióro. Ze łzami w oczach zaczęłam czytać.

Kochany Draco!
Przepraszam Cię, że nie zjawiłam się na naszym dzisiejszym spotkaniu. 
Strasznie się ucieszyłam, bo Cho się obudziła i chciałam z nią spędzić trochę czasu.
Stęskniłam się za nią.
Mam nadzieję, że się na mnie za to nie pogniewasz.
Możemy się spotkać jutro o 18 nad jeziorem pod Naszym Drzewem. 
 Masz rację. Coś mnie trapi. Opowiem Ci o tym jutro.
Odpisz mi lub odpowiedz jak najprędzej, proszę. 
Całuję 
Luna.

        Zwinęłam list w rulonik i poszłam do sowiarni. Długo się zastanawiałam nad wybraniem odpowiedniej sowy. Wybrałam niewielką, puchatą, szkolną sówkę. Była taka śmieszna. 
- Leć do Dracona Malfoya. - powiedziałam wypuszczając ją przez okno. 
Wiedziałam już o czym z nim porozmawiam.
____________________

Jeśli ktoś nie może skojarzyć akcji z tym pierwszym listem, to zapraszam do rozdziału czwartego. Nieważne, że zmieniłam jego treść. :p 
Klasycznie kolejny rozdział za 5 komentarzy.
CZYTASZ = KOMENTUJ