sobota, 21 czerwca 2014

Ja i Draco. Rozdział 13: oczami Draco.

Jeśli czekaliście na to się doczekaliście!  To jest Rozdział 13 z punktu widzenia Dracona. WSZELKIE ROZBIEŻNOŚCI SĄ CELOWE. Na rozdział 15 musicie jeszcze poczekać.  Przepraszam jeśli pojawi się jakiś błąd.  Miłego czytania :)
____

-Wiesz, która to wieża? -zapytałem Harry'ego gdy wsiadałem na miotłę.  
- Oczywiście.  - odpowiedział. Usiadłem wygodnie, a Harry okrył nas Peleryną-Niewidką, pewnie lipna.
- A wiesz, które okno? - dalej nie miałem pewności czy to aby na pewno rozsądne, ale sam to wymyśliłem.
- Jasne! -odpowiedział z entuzjazmem.- Jak myślisz ile razy tamtędy przelatywałem? 
- No, nie wiem. - zacząłem się śmiać.
- A ty przelatywałeś tamtędy? 
- Nie. -odpowiedziałem z uśmiechem- Za to zakradałem się do damskich łazienek dla prefektów. 
Zamknąłem oczy i przywołałem widok kilku zgrabnych ciał. Ach... Jaka szkoda, że żadna z nich nie była Luną. Na szczęście, zawsze to może się zmienić. 
 -No, no, no. - zaśmiał się Harry. 
- A po co tak często koło ich okna przelatywałeś? 
- A po co ty chodziłeś do tej łazienki? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- No jak to po co? -udałem oburzenie- Gdzieś trzeba załatwić swoje potrzeby. Wątpię żebyś ty to robił pod ich oknem. 
Zacząłem się śmiać, gdy o tym pomyślałem. 
- Teraz bądź ciszej. Dolatujemy do ich okna. - powiedział trochę uszczypliwie Harry. Może jeszcze do końca się nie zakumplowałem z Potterem?
Byliśmy już naprzeciw ich okna. Luna wychylała się po za jego ramy opierając się o parapet. Jej włosy pięknie lśniły w świetle księżyca. Przyjrzałem jej się dokładniej. Na jej twarzy malowało się rozmarzenie, a w oczach widać było tęsknotę i ekscytację. Blask słońca nocy dodawał jej jeszcze większego uroku.
"You saw her bathing on the roof, Her beauty and the moonlight overthrew you" - pojawiło się w mojej głowie. Przyszło samo z siebie, ale... Tak było naprawdę, jej piękność mnie powaliła. Przez jej urodę mógłbym spać z miotły. 
Harry podleciał bliżej okna. Moją i Luny twarz dzieliło jakieś 20 centymetrów. Niewiele myśląc odsłoniłem szybkim ruchem twarz uśmiechając się szeroko. Luna pisnęła i odskoczyła. Zacząłem się śmiać. Jej mina była komiczna, a zarazem cudowna. Harry ściągnął pelerynę z nas obu. 
-Cześć kochanie. - powiedziałem. - Harry, podleć tą miotłą tak aby była przy samych murach.
Zrobił to co chciałem. Stanąłem na miotle. 
Hmmm... Musisz się jakoś popisać. Tylko jak? Wiem! Zacznij się chwiać. 
Posłuchałem tego głosu aroganta, który cały czas był gdzieś tam ukryty. Zacząłem się chwiać, ale natychmiast pożałowałem gdy spojrzałem na Lunę. Jej twarz... Była przerażona.
Rozsądek odpowiedział arogantowi.
Pacanie, coś ty narobiłeś! Widzisz jej twarz?
Tak. I co z tego? Jest jaka każda inna laska, zrobisz coś niebezpiecznego, a ona leci na ciebie bardziej.
Och... Weź się lepiej zamknij i nie odzywaj.
Szybko przestałem się chwiać. Złapałem się framugi okna i wskoczyłem na parapet. Kiedy zeskakiwałem Luna była zachwycona. Widocznie w sobie mam to coś.
-Hej. - powiedziała chwilę po tym jak do niej podszedłem i musnąłem jej podbródka. Ona odpowiedziała mi na to przytuleniem się do mnie.
Hmm... A może by tak się przenieść gdzie indziej?
Szybkim ruchem wziąłem obiekt westchnień na ręce. Zrobiłem kilka kroków zrzuciłem ją na łóżko. Zwinnie się przeturlała na jego drugi koniec, a ja wskoczyłem na nie.
Merlinie... Jakie oni mają tu wygodne łóżka!
- Ej! To niesprawiedliwe. - zacząłem się śmiać.- Macie tu wygodniejsze łóżka.
Zawtórowała mi śmiechem. Ach... Jaki ma piękny śmiech jakby się rozdzwoniły dzwoneczki. Był taki delikatny. Tak samo było z jej głosem.
Objąłem ją jedną ręką, a drugą podłożyłem sobie pod głowę.
- No to co powiesz, mała? - zapytałem.  Miałem nadzieję, że się o niej trochę więcej dowiem.
- Nie wiem. A co chcesz wiedzieć? - odpowiedziała.
- Tyle na ile mi pozwolisz. -powiedziałem z delikatnym uśmiechem. - Ta decyzja należy do tylko dla Ciebie. Tylko ty możesz
- Mogę ci powiedzieć wszystko co tylko chcesz. - powiedziała z uśmiechem.
- Masz piękny uśmiech. - powiedziałem.
Zamilkłem. Nie było to z jej strony rozsądne. O co mogę ją zapytać? Przecież nie zapytam się o rzeczy banalne ani takie, na które znam odpowiedź. Jej datę urodzin znam. Urodziła się 4 maja. Drugiego imienia nie ma. Hmmm...  Może o chłopaków? Ilu miała? Czy się z jakimś innym całowała?
I znowu odezwał się głos aroganta. Czy on mnie kiedykolwiek opuści?
Może się od razu zapytaj ilu chłopaków nago widziała?
Może to nie jest taki zły pomysł... Spojrzałem na nią. Uroczo wyglądała jak spała wtulona w moją pierś. Nie będę jej teraz przerywał. Niech śpi. Przycisnąłem ją jeszcze mocniej do siebie.
Chyba się jej oto zapytam. Mam nadzieję, że się obrazi.
- Draco... - zaczęła mruczeć.- Jest najprzystojniejszy.
Spojrzałem na nią. Spała. Widocznie mówi przez sen.
- Luna... -odważyłem się wreszcie coś powiedzieć, mimo że nie chciałem jej budzić. - Jesteś mi gotowa mi powiedzieć wszystko, tak? I jesteś tego pewna?
- Jestem w stanie powiedzieć ci wszystko. - zapewniła mnie.
No to... Pytaj się jej.
-Ilu chłopaków widziałaś nago? -zapytałem się. Próbowałem to wypowiedzieć jak najbardziej naturalnie, ale nie wiem czy się. Może do głosu doszedł ten drzemiący we mnie arogant?
Milczała chwilę.
-Żadnego. - powiedziała, a jej wzrok powędrował na drugi koniec łóżka jakby nie chciała mnie widzieć. Nie wiedzieć czemu ulżyło mi. Żeby rozluźnić sytuację zaśmiałem się. Chyba coś nie wyszło...
- Nie spodziewałaś się? - zapytałem.Chciałem ukryć śmiech.
- Myślałam, że to pytanie padnie później.
- Możesz się po mnie spodziewać wszystkiego. - szepnąłem nieco tajemniczo, a po chwili się zaśmiałem. Luna spojrzała się na mnie tak jakby zastanawia się o co mi chodzi. Wyglądało na to, że stwierdziła,  iż miałem jakąś tajemnicę. I chyba ma rację... Ten sekret nie był ukryty tam w Hogwarcie. Był gdzie dalej poza jego murami, a jak wszystko dobrze pójdzie nikt się o tym nie dowie. Był tam gdzie się to zaczęło, leżał tam sobie i czekał aż go ktoś odnajdzie. Może ktoś już odnalazł? A może czeka na mnie? Mimo to cały czas o tym pamiętam, cały czas jest to w mojej głowie.
- Z iloma dziewczynami się całowałeś? - zapytała nie pozostając mi dłużna.
- No wiesz... - odpowiedziałem zawstydzony. Spojrzałem na baldachim jej łoża. Zacząłem je wszystkie zliczać. Luna, Mandy, Pansy, Milecenta, Lavender, dwie dziewczyny z Beauxbatons i trzy innych, które  poznałem kiedyś w wakacje, a teraz nie pamiętam jak się nazywały.
- Co wiem? - nie odpuszczała.
- Jesteś tą najważniejszą i tylko ty się liczysz. - mam nadzieję, że odpuści.
- Jestem tego pewna. - odpowiedziała. - Więc z iloma?
- Z 10. - powiedziałem. Chyba, że liczy się to jak jedna na mnie wpadła ustami.
Odwróciła się i zaczęła płakać.Ogarnęła mnie nienawiść i wstręt do samego siebie.
Rozsądek znowu przemówił.
I co kretynie zrobiłeś?
Sama chciała wiedzieć.
Gdyby nie podsunął tego pytania, to by do tego nie doszło! 
Jasne... Poryczałaby się prędzej czy później.
Nie. Na pewno nie. 
Och... zamknijcie się. Przez was wszystko się chrzani.
-Ej, maleńka, nie płacz. - powiedziałem starając się by zabrzmiało jak najbardziej łagodnie. - Dobre wiesz, że one dla mnie nic nie znaczą. Mogłyby dla mnie nie istnieć.
Ułożyłem się tak, aby widzieć jej twarz.  Spojrzałem jej głęboko w oczy. Były szklane i strasznie zaczerwienione. Po policzkach jeszcze spływały łzy, ale niedługo to się zmieni.
-A mimo to się z nimi całowałeś.
- To było dawno. Zanim... - z głowy wyleciały mi wszystkie słowa. Dosłownie wszystkie. Gdyby zapytano mnie wtedy jak się nazywam, nie odpowiedziałbym, bo zapomniałem słów.
-Zanim przejrzałem na oczy. Zanim stałaś się całym moim światem. - już je odnalazłem. - Wierzysz mi?
-Ta-ak. -otarła ostatnie łzy.
- Wybaczysz mi? -zamruczałem do jej ucha. Wtuliła się we mnie, to chyba znaczy, że wszystko jest w porządku. Przez pewien czas leżeliśmy w cisze, którą mąciły nasze oddechy i śmiechy Harry'ego i Cho.
- Która z nich najlepiej całuje? - zapytała.
- Ty. - szybko odpowiedziałem i zacząłem ją całować. Zacząłem delikatnie. Z momentem, w którym  przekręciłem się na plecy, położyłem Lunę na sobie i włożyłem ręce w jej włosy, zacząłem całować ją namiętniej. Znowu się przekręciłem. Teraz ja leżałem na niej. Wyciągnąłem ręce z jej włosów. Z trudem oderwałem od niej usta. Wsparłem się na dłoniach.
- Nie będziesz się już gniewać?
- Nie będę. - powiedziała radośnie.
- Na pewno?
- Zobaczymy. - mruknęła. Pocałowałem ją w czoło, a potem w nos. Merlinie! Podniosłem się.
- Prawie zapomniałem.
- O czym?- podniosłą się i oparła o ścianę.
Zamiast odpowiedzieć wyciągnąłem z kieszeni wisiorek z połówką serca.
- To dla ciebie. - położyłem jej na wyciągniętej chwilę wcześniej dłoni.
- Zapniesz?
- Jasne, tylko się odwróć. - odpowiedziałem. Odwróciła się i odgarnęła włosy z szyi, a ja zapiąłem jej łańcuszek. A może by tak... Zbliżyłem usta do jej karku i delikatnie go musnąłem.
- Jak ci się podoba? - zapytałem.
- Co?
- Wszystko, cała noc. - wyjaśniłem.
- Jest niesamowita. - odpowiedziała. Znowu się położyliśmy i usnęliśmy wtuleni w siebie. Z Luną na jej łóżku
mógłbym spać zawsze.  Spało mi się tam przyjemnie. Niestety pobudka taka nie była. Otworzyłem oczy. Harry, Cho i Luna się śmieli, a ja byłem cały mokry.
- Z czego się śmiejecie? - zapytałem. - I dlaczego jestem mokry?!
Najprędzej z tego, że  jestem mokry...
- Wyjaśnię ci to później. - powiedział Harry. - A teraz chodź, bo jest druga.
Tak późno?! Chciałem się go oto zapytać, ale nie wolałem nie tracić czasu. Są ważniejsze rzeczy.
- Daj mi chwilkę. - podszedłem do Luny ją pocałowałem. Może nie był to tak namiętny pocałunek jak wcześniej, ale też był cudowny. Ona świetnie całuje! Po raz ostatni tej nocy spojrzałem jej w oczy.
Wskoczyłem na parapet.
- Kolorowych snów, maleńka!
Wsiadłem na miotłę. Okryliśmy się z Harry'ym peleryną. Odlecieliśmy trochę od ich okna.
- To z czego się śmialiście?
- Och...  Z tego, że Luna powiedziała, że kiedy będę ciebie budzić mam jej łóżka nie zamoczyć. - odpowiedział Harry. - Chyba mi się udało.
Zacząłem się śmiać.


niedziela, 15 czerwca 2014

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 7

Hej ;) Kurcze, w kwietniu ostatni rozdział był. Trochę długo, ale to dlatego, że nie było tych 5 komentarzy! Ale teraz już są, tak więc dodaję oczekiwany rozdział numer 7. ZA 5 KOMENTARZY NEXT ;)



Niestety. Tej nocy jednak się nie wyspałam.
Po odrobieniu całej pracy domowej rozsiadłyśmy się razem z Luną na wygodnych fotelach. Rozmawiałyśmy sobie o tym, jak męczą nas niektóre wypracowania, o ostatnim meczu quidditcha i różnych nowinkach. Potem obie cicho wpatrywałyśmy się w granatowy dywan usiany gwiazdami - tak samo zresztą jak sklepienie sufitu. W pewnym momencie się ocknęłyśmy - czas na kolację.

 ***
Po kolacji udałyśmy się do dormitorium. Każda rzuciła się na swoje łóżko. Marietty już nie było. Luna wyciągnęła ze swojego kufra 'Żonglera', ja natomiast sięgnęłam po 'Proroka Codziennego', którego nie zdążyłam przeczytać rano. Zerknęłam na małą kartkę leżącą obok gazety i przypomniałam sobie o prośbie Harry'ego.
Zerwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę okna. Luna cały czas leżała i czytała. Chwyciłam rączkę, szarpnęłam lekko i otworzyłam szeroko okno. Przywitał mnie lekki powiew rześkiego, nocnego powietrza. Wpatrywałam się we wschodzący nad Zakazanym Lasem księżyc oraz błąkające się gdzie nie gdzie chmury. Piękne, zielone za dnia błonie teraz były ciemne i trudno było dostrzec na nich cokolwiek. Wychyliłam się lekko. W oddali majaczyły nasze ogródki oraz wielkie jezioro. Wzięłam głębszy wdech i odsunęłam się. Sięgnęłam ponownie po gazetę w celu doczytania ostatnich nowości i artykułów.
Z każdą chwilą coraz bardziej się niecierpliwiłam i byłam bardziej podekscytowana. Nie wiedziałam, co miał na myśli Harry wspominając o tej niespodziance. 
Zauważyłam, że Luna też zaczyna nerwowo kręcić się na łóżku. Zerkałyśmy na siebie co jakiś czas i pytałyśmy się nawzajem, kiedy nastąpi ta niespodzianka.
W pewnym momencie, gdy wiatr powiał trochę mocniej i dał się wyczuć w środku, zaczęłam wytężać wzrok. Zdawało mi się, jakby coś mignęło gdzieś za oknem. Zaczynałam mieć jakieś zwidy.
Po chwili jednak znów coś mignęło, tym razem bliżej. Słychać było też jakieś ciche śmiechy. Razem z Luną przyglądałyśmy się temu zjawisku, gdy nagle pojawiła się głowa Draco, a zaraz potem Harry'ego. 
Podskoczyłam z zaskoczenia, po czym razem z Luną podeszłam bliżej. Draco i Harry na jednej miotle?! To musiał być jakiś cud.
Po chwili ukazały się reszty ciał chłopaków. Draco zaczął się chwiać, a my wpatrywałyśmy się w to w przerażeniem. Potem dotarło do nas, że tylko udaje. Oboje wskoczyli przez okno, Draco oparł miotłę o ścianę, a Harry odłożył pelerynę-niewidkę na stolik. Dwa blondaski zaczęły się czule witać, a chwilę potem już byli na łóżku Luny. Potter natomiast stał i uśmiechał się do mnie lekko. Skinęłam ręką, aby podszedł.
- Cześć, Cho - powiedział, siadając na skraju materaca.
- Hej, Harry - uśmiechnęłam się - mieliście niezłe wejście. Zaskoczyliście nas.
- Taki był zamiar.
- Jak na to wpadliście? - spytałam.
- Draco to wymyślił. Musiał przyjść do mnie, bez niewidki ktoś mógł go zobaczyć.
- I miałby kłopoty - podsumowałam.
- I pewnie bym się z tego cieszył.
- No właśnie, jak to możliwie, że dotarliście tutaj razem na jednej miotle żywi i w dobrych humorach?
- Hmm... po tylu latach chyba odłożyliśmy różdżkę wojenną na bok, przynajmniej na razie.
- Niesamowite. Widać, że zależy mu na Lunie - spojrzałam się w ich stronę mówiąc to.
- Taaak - przeciągnął Harry, zerkając w tą samą stronę. Chwilę potem znów mi się przyglądał. A ja jemu.
- Eeee... wygodnie ci? Możesz się trochę przysunąć - zaczęłam trochę zmieszana.
- A, eee.. dzięki.
I co dalej? Co zazwyczaj dzieje się dalej? Nie mam pojęcia. Z Cedrikiem nie byłam na żadnej randce. Po prostu zostałam jego dziewczyną, ot tak. Ale teraz był tylko Harry.
W tym momencie rozległy się głośne chichoty Luny i Draco. Jak na razie bawili się lepiej.
Harry zapytał się mnie o quidditcha. Okej. Zaczęliśmy dalszą rozmowę. Wymienialiśmy się opiniami na temat drużyn, naszych ulubionych akcji, chłopak opowiedział mi dokładnie o ostatnim meczu. Potem słuchał mojej historii. Zaczęliśmy żartować, śmiać się, a Harry był coraz bliżej.
- Chcesz coś zjeść? - spytał.
- Hmm, a co masz?
- Fasolki wszystkich smaków - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Bardzo ładnie się uśmiechał. Wyglądał całkiem słodko.
- Ok.- Sięgnęłam do pudełeczka, które właśnie wyciągnął. Wzięłam jakąś zieloną fasolkę i włożyłam ją do buzi. - Hmmm, to chyba szpinak - skrzywiłam się.
Zaśmiał się po czym spróbował swojej.
- A to ziemniak.
Próbowaliśmy tak na zmianę i śmialiśmy się ze swoich min. Gdy trafił mi się smak kurzego żołądka, zrezygnowałam z dalszych prób. Położyłam się, ciągnąc Harrego za rękę do tej samej pozycji co ja.
Przekręcił się na bok, wspierając głowę na ręce. Patrzyłam mu w oczy.
- Lubię cię, Cho - wypalił, po czym położył się na plecy.
Leżałam i się nie ruszałam. Lubi mnie.
Tak szczerze, to czułam to samo. Był miły, zabawny, miał w sobie też to coś, coś co przyciągało uwagę. Nie tylko sławne nazwisko. Lubię go, jego.
- Wiesz, Harry? Ja ciebie też - uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak lekko poderwał się z łóżka. Zerknął na łoże Luny - kotara była zasłonięta.
- Chodź, mam jeszcze jedną niespodziankę - powiedział, wyciągając dłoń w moją stronę. Podałam mu ją, lekko się rumieniąc.
Kazał mi wspiąć się cicho na parapet. Zrobiłam tak, a on wziął do ręki miotłę oraz pelerynę. Wsiadł na nią, po czym pomógł mi zrobić to samo. Następnie otulił nas niewidką i już lecieliśmy.
Po chwili wahania otuliłam go moimi rękami, zapewniając sobie przy okazji większe bezpieczeństwo i komfort. Nie lecieliśmy bardzo szybko - zmierzaliśmy powoli nad błoniami, niewidoczni dla reszty Hogwartu. Nikt nie wiedział o naszej małej wyprawie. Księżyc był już wysoko na niebie, oświetlając lekko okolicę. Było całkiem romantycznie. Harry zanurkował i po chwili wylądowaliśmy w pobliżu jeziora. Nadal mając na sobie niewidkę, ruszyliśmy idąc brzegiem.
- Podoba ci się? - spytał chłopak.
- Tak. Jest świetnie. Dziękuję. - odpowiedziałam.
Szliśmy tak w przyjemnej ciszy. Zerkałam co jakiś czas w dół. Harry próbował zbliżyć swoją rękę do mojej i ją objąć. Raz był na prawdę blisko, ale chyba nie był do końca pewny. W końcu się odważył, a ja splotłam nasze palce i spojrzałam mu w oczy. Chyba się w nim zakochuję.

***

 Zatrzymaliśmy się tuż przy oknie, tak jak chłopcy na początku dzisiejszej nocy. Harry pomógł mi wejść, po czym zrobił to samo i odłożył wszystko na swoje miejsca. Dwójka niewtajemniczonych cicho sobie rozmawiała, kotara nadal była zasłonięta, a więc nasza mała wyprawa pozostała tajemnicą.
Byłam szczęśliwa, zaskoczona i trochę zmęczona. Nie wiem jak długo spacerowaliśmy, ale przemierzyliśmy całkiem spory kawałek.
- Dziękuję, to było magiczne - szepnęłam.
Chłopak uśmiechnął się do mnie słodko, najwyraźniej taki efekt chciał osiągnąć.
Zgasiłam lampę, zasłoniłam swoją kotarę, a potem wyczarowałam małe światełko, wyłącznie dla nas.
Zaczęliśmy cicho rozmawiać.
Powoli moje zmęczenie zaczęło mi doskwierać. Harremu chyba też, ziewnął zakrywając usta.
Położyłam się, a on obok mnie. Patrzyłam na niego, czując że moje powieki robią się ciężkie.
Po chwili czułam już tylko zbliżający się sen i rękę chłopaka, która trzymała moją.
- Dobranoc, Cho.
- Dobranoc - odpowiedziałam, po czym odpłynęłam.

***

W pewnym momencie nagle się ocknęłam. Otworzyłam szeroko oczy i rozejrzałam się. Małe światełko nadal majaczyło w powietrzu, kotara zasłonięta, a obok mnie spał chłopak o kruczoczarnych włosach. Nadal trzymał moją dłoń.
Lekko się podniosłam, uważając, by nie zbudzić Harrego. Słuchałam. Cisza.
Zastanawiałam się która godzina.
Nie mogłam wyswobodzić swojej lewej ręki, ani tym samym sięgnąć do stolika.
Sięgnęłam więc wolną dłonią po różdżkę.
- Accio zegarek - szepnęłam.
Po chwili pożądany przedmiot był już w moim zasięgu. Piętnaście po drugiej.
Zegar powędrował na swoje poprzednie miejsce.
Harry poruszył się lekko, po czym otworzył do połowy oczy. Przetarł je, ziewnął i usiadł obok.
- Już nie śpisz? - spytał.
- Obudziłam się - także ziewnęłam - Ale oni chyba jeszcze śpią. - kiwnęłam głową w stronę łóżka Luny.
- Która godzina?
Odpowiedziałam, a Harry lekko się skrzywił.
- Chyba niedługo będziemy musieli się zbierać. Mieliśmy być u was do drugiej - westchnął. - Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym tu jeszcze zostać - szepnął o wiele ciszej, jakby to nie miało być przeznaczone dla moich uszu.
- Następnym razem my do was przylecimy - uśmiechnęłam się, opierając głowę na jego ramieniu.
Siedzieliśmy tak, wymieniając pomysły, jak umówić się w nocy żeby nie zostać zauważonym. Ustaliliśmy też, że spotkamy się za dwa dni na błoniach. Już nie mogłam się tego doczekać.

Pół godziny zleciało nam na rozmowach w mgnieniu oka. Harry zwlókł się niechętnie z mojego łóżka, a ja siadłam na jego brzegu, patrząc co zamierza.
Podszedł do łóżka Luny, odchrząknął głośno i odsłonił kotarę.
Dwa blondaski leżały sobie, wtulali się w siebie i nie chcieli się rozdzielić. Draco mocno się sprzeciwiał.
Nie mając innego wyjścia, Harry uraczył go strumieniem wody, przez co głośno się roześmialiśmy.
Blondyn także zwlókł się z łóżka, całując przed tym Lunę.
Po chwili obaj zniknęli nam z oczu, życzyli słodkich snów i odlecieli. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem i kiwnęła głową, co miało oznaczać: "I jak było?". Uśmiechnęłam się do niej szeroko i spojrzałam w sufit przekazując: "To był udany wieczór".
Podeszłam do okna. Westchnęłam lekko i zamknęłam je. Luna ułożyła się już z powrotem, ja zrobiłam to samo. Usnęłam, tym razem sama.

~~~
Mam nadzieję, że się podobało. Tm razem rozdział nieco dłuższy + macie mój własny rysunek :D
Co o nim myślicie? xD
5 KOMENTARZY i next ^^

niedziela, 8 czerwca 2014

Ja i Draco. Rozdział 14.

Trochę trwało nim to napisałam.  Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 5 komentarzy i kolejna część.
____________________
Marietta pojawiła się dopiero na śniadaniu.
- Gdzieś ty była?! - spytała się jej Cho siedząca między nami.
 - Powiem ci na numerologii. - powiedziała - A wy jak noc spędziłyście?
- Też się o tym dowiesz na numerologii. - powiedziała Cho.
Nałożyłam sobie budyniu, który uwielbiam od zawsze. Waniliowy jest najlepszy.
-Cześć dziewczyny! - przyszedł Marco.
-Hej. -powiedziałam nieco zmieszana. Głupio mi było po tym jak go ostatnio potraktowałam. Mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe.
- Marietto, profesor Flitwick prosił mnie abym ci przekazał, że po śniadaniu masz się stawić w jego gabinecie. - zwrócił się do niej. Marietta momentalnie zbladła, a w jej oczach pojawił się strach i niepokój.
-Cholera...-wyszeptała- Tylko nie to. Na pewno mnie wywali!
W tym momencie zrobiło mi się strasznie przykro. Szkoda mi było Marie. Chyba po raz pierwszy odkąd się znamy.
-Mogłam tego nie robić! Po co on mnie namawiał! - zaczęła strasznie szybko i cicho mówić. Ledwo ją rozumiałam. Część słów odczytywałam z ruchów jej warg. Mój tata mi mówił, baa... Nawet napisał o tym artykuł w "Żonglerze". Jego tytuł brzmiał "Odczytywanie z ruchu warg- czy jest lepsze niż zwykła mowa?". Sama pomagałam mu zebrać materiały do niego. Uznaliśmy, że jest o wiele lepsze niż zwykła mowa, bo można w ten sposób sprawdzić czy ktoś kłamie, można się dogadać z trollami czy nawet z irlandzkimi krasnoludami.
Marietta zaczęła mówić trochę głośniej. Na tyle głośno, że ja i Cho spokojnie to słyszałyśmy. Zdawało się, że wpadła w trans. A może byłą zahipnotyzowana lub pod wpływem jakiegoś uroku? Jeśli nawet, to kto mógł to zrobić?
- Merlinie! Po co ja go słuchałam? Czemu to padło na mnie? - była strasznie zaniepokojona, ale po chwili w jej oczach pojawiła się iskierka nadziei- A może... To znak? Znak, że jestem wyjątkowa. Może On postawił przede mną to zadanie, bo wiedział, że bez względu na wszystko je wykonam? Bez względu tylko po to by mieć to co mi się należy.
Wypowiedziała ostatnie słowa i jej usta wygięły się w czymś co miało przypominać uśmiech. Wyglądało to strasznie.
-Kto?! Marie! O kogo Ci chodzi? Co masz wykonać? - wreszcie zauważyłam, że Cho wypytuje się jej o tego człowieka. Choć... Może nie jest człowiek?
 - Dowiesz się w swoim czasie. Jak każdy inny. - ponownie wygięła usta. Przerażenie i niepokój zeszły z jej twarzy. Pojawiło się zamiast tego zadowolenie i coś na kształt dumy, ale nie byłam pewna czy to na pewno było to. Może kiedyś odkryję, co pojawiło się na jej twarzy. 
Marietta nałożyła sobie jajecznicę. Zjadła ją w szybkim tempie.
- No to...  Ja już idę... Jak się potem zobaczymy to Ci, Cho opowiem co robiłam. - powiedziała i się od nas odwróciła. Wyszła z Wielkiej Sali z gracją i nie było po niej znać żadnego niepokoju.
- Luna, wiesz o czym ona mówiła? - zapytała sie mnie Cho- A raczej o kim?
- Nie mam pojęcia.  To było dziwne, ale i intrygujące,  nie sądzisz? - powiedziałam - Nie wydaje ci się, że ona wpadła jakby w trans?
- Może to tylko szok? 
- Nie wiem, ale się boję. 

***

-Już  koniec lekcji na dziś. Możecie się spakować i wyjść. Na następną lekcję macie przynieść referat o wojnie między mugolami, a czarodziejami.- powiedział profesor Binns. I znowu ta sama praca domowa. W sumie na lekcjach z Binnsem przerabialiśmy 10 tematów cały czas. Za każdym razem jest ta sama praca domowa. Chyba każdy mu oddaje to samo wypracowanie. No... Tylko Hermiona pisze cały czas nowe, ale ona za każdy razem dowiaduje się więcej na ten temat.
Wzięłam torbę i zamyślona zaczęłam wychodzić z sali. Nagle na coś wpadłam.
-Uważaj jak łazisz! - usłyszałam. Był to męski nieco zachrypnięty głos. Jego właściciel się odwrócił. Był to podobny do goryla Ślizgon. Jeśli się nie mylę chodził do 7 klasy. Podobieństwo opierało się głównie na rozmiarze i posturze chłopaka. Gdyby chodził jeszcze bardziej zgarbiony, mógłby spokojnie sunąć swoimi wielkimi dłońmi po posadzce.
-Prze..-nie zdążyłam nawet dokończyć, a on ze złośliwie wyszczerzonymi kłami, przerwał mi. 
- Ooo... - niby powiedziane uroczym, niewinnym tonem, ale sarkazm łatwo było wyczuć- Kogo my tu mamy? Pomyluna.
Wyszczerzył jeszcze bardziej zęby. Ktoś stojący z tyłu mógłby domyślić się, że Ślizgon się uśmiechać. Z pewnością wystawały mu policzki.  Nie mogę powiedzieć, ale uśmiech miał uroczy. Jego białe zęby idealnie komponowały się z miedzianą cerą i ciemnobrązowymi włosami. W jego oczach tliły się radosne iskierki. Z twarzy był przystojny, ale do Draco mu wiele brakowało.
-Masz coś do niej, Rakoczy? - to był Draco. Jego głos był bardzo ostry i groźny. Stał za moimi plecami. Wiedziałam to bez odwracania się.
- Nie. - powiedział z delikatną nutą lęku. To dziwne... Ale jak 17-latek może czuć taki lęk przed kimś młodszym?
Draco stanął przede mną. Wydawał się strasznie delikatny i łatwy do urażenia. Jego wysoki wzrost, chudość i blada cera potrafiły faktycznie człowieka zmylić, pozorowały jego niewinność i słabość. Gdyby ktoś go zobaczył w tamtej chwili, stwierdziłby, że z takim gorylem, jak ten Rakoczy nie dałby rady, ale... Jednak było inaczej. On daje sobie z nim radę. Nawet nie wiem jakim cudem. Może to jego siła inteligencji?
A może to wpływy jego ojca? Znów odezwał się ten głos. Przecież to bardziej prawdopodobne.
Znajomość czarnej magii też...
-Ale na pewno? -zapytał Draco. Rakoczy zrobił krok w tył.
- Nic jej nie zrobiłem. I nie zrobię! Chciałem tylko jej zwrócić uwagę, bo we mnie weszła. - powiedział.
- Jesteś tego pewien? - Draco coś wiedział, ale chciał usłyszeć to z najbardziej wiarygodnego źródła. Starszy ze Ślizgonów zesztywniał. Coś przykuło jego wzrok. Był przerażony. Tego przerażenia nie spowodował Draco. Szybko odwróciłam głowę w tamtą stronę. Stała tam Marietta jej wzrok miotał błyskawice, a w ręku trzymała różdżkę. Draco jakby wiedział, co ona zamierza zrobić  szybko chwycił swoją różdżkę.
- T-to ona mi kazała - wydukał Rakoczy. Jego słowa były ostatnimi, które spokojnie zarejestrowałam. Reszta działa się szybko. Za szybko.