wtorek, 31 grudnia 2013

Wesołego Sylwestra i Wspaniałego Nowego Roku! :D

Cześć! Tu Gabi (MuGinny ze stronki ;P).
Chcę Wam życzyć, więc życzę:
Szampańskiego Sylwestra i kolorowych fajerwerek, a w przyszłym roku samych przyjemności, dobrych ocen, mnóstwa przyjaciół, miłych chwil oraz by okazał się on jeszcze lepszy niż ten, który właśnie mija.
No i oczywiście, byście trwali tu z nami i aby Wasze grono tutaj się powiększało <3
Więc wesołego sylwestra, kochani. Tylko nie latajcie o północy na miotłach, żeby w Was żadna petarda nie trafiła, bo możecie nie zdążyć wypowiedzieć zaklęcia xD

Pa ;*

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczna przerwa

Cześć! :) Postaram się dzisiaj napisać rozdział, chociaż pewnie będzie krótki. Informuję, że przez święta nie będę pisać, nie będzie mnie też na stronce, rozumiecie.
Za to po świętach wznawiam działalność.
Myślę, że Kasia też tak zrobi ;P

piątek, 6 grudnia 2013

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 5

No i wreszcie jest! :D Może i trochę krótki, ale za to mam wenę i już biorę się za następny rozdział. A tak na marginesie, to życzę Wam wesołych mikołajek! ^^ Miłego czytania.



- Nie mogę uwierzyć! - krzyknęłam trochę za głośno.
- No, dziwne, co nie? Podejrzane, myślę, że powinnyśmy zorganizować śledztwo - powiedziała stanowczo Luna.
- Śledztwo? - spytałam lekko rozweselona.
- Tak. No, dawaj ruszamy - złapała mnie za rękę i pociągnęłam, abym wstała.
Cała sprawa wydawała mi się dziwna. Jak on zinterpretował ten list, że wygaduje o mnie takie rzeczy? Ja, nie mogę się zdecydować? Nie rozumiem o co mu chodzi, a mówi się, że to kobiety są skomplikowane. Na początku pomysł Luny wydał mi się dziwny i śmieszny. Troszkę szalony. Ale tak w sumie, to nie jest zły pomysł. W końcu przydałoby się to wszystko wyjaśnić!
                                                                    ***
Doszłyśmy na miejsce! Stałyśmy przed wejściem do wieży gryfonów. Stałyśmy jak dwa słupy soli. Szczęśliwym trafem jakaś mała gryfonka zmierzała w naszą stronę, poprosiłam ją więc, aby zawołała Harry'ego. Z tego co wiem, to zazwyczaj o tej porze wyleguje się przed kominkiem.
Po paru minutach ukazał nam się z dużym uśmiechem.
- O, cześć. A więc to wy mnie wołałyście? O co chodzi? - spytał zaciekawiony.
- Em... Harry, mamy taką małą prośbę - uśmiechnęłam się lekko.
- Dla ciebie... - zawiesił się, zaczerwienił i szybko poprawił - znaczy dla was wszystko. Więc?
- Słuchaj, potrzebna jest nam twoja peleryna niewidka. Byś nam ją pożyczył na dzień, dwa, co? - spytała Luna, szturchając chłopaka lekko w ramię.
- Em... spoko. A mogę wiedzieć do czego się przyda?
- Jak na razie to tajemnica. Może potem ci opowiemy, ok? Proszę - zrobiłam duże oczy i lekki uśmiech.
Myślę, że podziałało.
- Dobra, zaraz przyniosę. - powiedział, po czym pobiegł w stronę drzwi ich pokoju wspólnego.

                                             ***W dniu meczu quidditcha***
Tak! Pierwsza część planu za nami. Peleryna - jest! Teraz coś trudniejszego. Na szczęście dla nas, dzisiaj mecz quidditcha. Poprosiłam Freda i Georga, aby wymyślili coś dla mnie, jakieś lekkie przeziębienie. Nauczyciele zgodzili się zostawić mnie. W końcu jestem, cytuję: "Na tyle odpowiedzialna, żeby zostać sama w szkole. Nic się nie stanie". Czas więc działać. Gdy większość już udała się na mecz, ja wzięłam różdżkę w rękę i zaczęłam szeptać zaklęcie. Po chwili pojawiła się druga ja, jako śpiąca w łóżku holograficzna Cho. Tak na wypadek, gdyby ktoś postanowił mnie odwiedzić. Natomiast ja, ta prawdziwa, schowałam różdżkę i zarzuciłam na siebie niewidkę Harry'ego. Ruszyłam na przód. Najgorzej było dostać się do pokoju domu Cedrika. Ale jakoś poszło.
Postanowiłam użyć magii by odszukać dormitorium Diggory'ego. Udało się!
Weszłam do środka. Zaczęłam szukać po jego półkach, łóżku... wszędzie.
Już miałam się poddać, gdy w końcu gdzieś pod szafką dostrzegłam przedarty na pół list. List ode mnie. Postanowiłam go sprawdzić. Usiadłam na łóżku i delikatnie złączyłam kartki.
Powinnam przebadać list na spokojnie, u siebie. Wyciągnęłam różdżkę i próbowałam przypomnieć sobie zaklęcie klonujące. Przeglądając ostatnio podręcznik z nudów natrafiłam na to zaklęcie, zaciekawiło mnie, więc spróbowałam się go nauczyć.
Wzięłam wdech. Muszę się skupić. Uniosłam różdżkę i zaczęłam wypowiadać zaklęcie, rzucając je następnie na przerwane kartki. Po chwili pojawiła się taka sama kartka. Były na niej nawet te same plamki i kłębki kurzu. Fu. Przeczyściłam kartkę i schowałam ją do kieszeni. Tą oryginalną schowałam z powrotem pod szafkę. Wstałam, otrzepałam się, poprawiłam niewidkę i wyszłam.

Byłam już u siebie. Wyciągnęłam list i za pomocą odrobiny magii złączyłam go. Zaczęłam czytać.

Drogi Cedriku
   Piszę do Ciebie w sprawie naszego… spotykania się.
   Myślę, że jesteś fajnym chłopakiem, ale nie jesteś w moim guście. W ciągu tych kilku dni zrozumiałam, że jednak nie chcę być z tobą w związku. Widzisz, zawsze Cię lubiłam, ale chyba tylko jak przyjaciela. Myślałam, że nam wyjdzie, ale jesteś inny niż myślałam. Nie pasujemy do siebie. A z resztą, zauważyłam, że ostatnio między tobą i Mariettą coś się święci. Może to z nią powinieneś być, a nie ze mną? Nie chcę odbierać Wam szczęścia, tym bardziej, że sama i tak bym z niego przy tobie nie skorzystała. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
   Przepraszam. To koniec.
                                                                                                        Cho Chang


Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam. Przecież to nie mój list! Pismo się zgadza, ale treść? Nie wiem, co się stało. O co w tym wszystkim chodzi?
Teraz wszystko zrozumiałam, zrozumiałam, dlaczego Cedrik był taki smętny, nie odzywał się do mnie i mówił o mnie takie rzeczy.
Patrzyłam na kartkę tępym wzrokiem. I co tu teraz zrobić? Wyjaśnić Cedrikowi, że to nie jest list ode mnie? Ale spyta się skąd go znam, skoro go nie pisałam. I co wtedy? Mam powiedzieć, że w pożyczonej od Harry’ego pelerynie włamałam się do jego pokoju i grzebałam w jego rzeczach pod jego nieobecność? Nie, nie, nie. To nie wchodzi w grę. Trzeba rozegrać to inaczej. Postanowiłam dać znak Lunie. Wiem, że trwa mecz i jej nie ma, ale nie mogę czekać. Wyszłam z pokoju wspólnego. Podążałam szybkim krokiem w stronę sowiarni, gdy nagle zauważyłam Filcha. Postanowiłam udawać duszący kaszel, gdy mnie dostrzegł.
- A co panna tutaj robi? Nie powinnaś leżeć teraz w swoim pokoju? – spytał jadowicie.
- Uh, ja…
- Tak?
- Ja idę do sowiarni. Chciałam wysłać list do koleżanki – powiedziałam z lekkim udawanym uśmiechem.
- Nie można poczekać, aż mecz się skończy? – warknął.
- Ale ja tak lubię quidditcha. Nie mogę znieść faktu, że mnie tam teraz nie ma. Wezmę jedną małą sówkę do pokoju, żebym mogła wiedzieć co dzieje się na boisku – mówiłam z rozpaczą w głosie. Było w tym trochę prawdy. Dla dobra sprawy musiałam zrezygnować z pójścia na mecz, chociaż rzeczywiście zaczyna łapać mnie lekkie przeziębienie.
- Wy i te wasze pomysły – prychnął woźny – idź.
Jest! Pobiegłam na górę po sówkę i wróciłam do swojego dormitorium. Napisałam krótki liścik do Luny: Tu Cho. Mam wiesz którą wiadomość. Jest zupełnie inna! Nie wiem o co tu chodzi. Co proponujesz? O, podaj mi wynik meczu ;)
Przywiązałam karteczkę do nóżki sowy. Szepnęłam jej, żeby obleciała boisko dookoła i uważała na piłki, po czym wypuściłam ją przez okno. Teraz pozostaje mi tylko czekać.

 /Mam nadzieję, że Wam się podobało. ;P Komentujcie. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia - piszcie śmiało. Przyjmuję UZASADNIONĄ krytykę. Niedługo next.

piątek, 29 listopada 2013

Ja i Draco. Rozdział 8

Siemka. Już jestem ja i kolejna część! Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I proszę o komentarze!

_______________

Dni mijały mi powolnie. I nie najlepiej.  Moim głównym zajęciem była nauka. Nie miałam czasu na nic. NA NIC! Nie mogłam się spotkać z Draco. Czekałam tylko na upragnioną sobotę.
Chyba nie było nic gorszego od eliksirów. Snape uwziął się na wszystkich... Tylko za to, że ja byłam z Draco.
Ginny i Neville opowiadali, że Snape na nich jest bardziej cięty niż zawsze.
-Żebyś widziała jedną z Ślizgonek. Robiliśmy jakiś eliksir co powinien być koloru srebrzysty i mieć słodki zapach. A jej był fioletowy i ostry zapach! -prawie krzyknęła- Ona dostała 4+, a ja 3-! Rozumiesz?!
-Aah... Jego kochani Ślizgoni... -westchnęłam.
-Tsaaa... Ostatnio Malfoy przestał być jego pupilkiem. Zaczął dostawać trójki, a w najlepszym wypadku czwórki.-powiedział Neville- Zaczynam my współczuć.
-Ja też. - powiedziałam. Zaczęliśmy się śmiać.
-Po za tym on chce poinformować o tym jego rodziców.-dodał.
-CO?!-krzyknęłam zszokowana.
-Ej, Neville, a nie musisz pójść ze mną po coś do biblioteki?- zapytała Ginny. Chyba Neville powiedział za dużo.
Ale mimo to bardzo ich lubię. Są jednymi z moich najlepszych przyjaciół. Zazwyczaj mnie rozumieją i wspierają. Dodatkowo Neville zawsze mnie rozśmiesza.
-Przepraszam Cię, Luna, ale musimy iść.-powiedzieli- Do zobaczenia!
-Cześć- krzyknęłam. I zaczęłam rozmyślać o tym co Neville powiedział. 
Ciekawe jak jego rodzice na to zareagują... Może nie będzie tak źle. Może pozwolą mu być szczęśliwym?
Ogarnął  mnie niepokój.
A co jeśli zabronią mu się ze mną spotykać?  Zabiorą z Hogwartu?  I nigdy więcej się nie zobaczymy?
Nie, nie, nie! Nie chcę! Nie mogę! 
Przestań o tym myśleć!
Masz przestać!
Uspokój się!
Nic złego się nie stanie!
***
Ze wszystkich dni w tym tygodniu najgorsza była środa. Miałam wszystkiego dość. Zwłaszcza ludzi...
Dzień zaczął się normalnie.
Na śniadaniu siedziałam koło Cho. Całe śniadanie przegadałyśmy. Z tego wszystkiego nie pamiętam nawet o czym, ale praktycznie cały czas się śmiałyśmy. 
Przyleciała sowa od mojego taty.  Był przy niej najnowszy  "Żongler" i... Przeraziło mnie to... To była... CZERWONA KOPERTA! WYJEC! Tata przysłał mi wyjca!
-Tylko nie to! -krzyknęłam na całą salę.
-Szybko weź wybiegnij!- powiedziała. Biegam dość szybko, ale teraz gnałam ile się w nogach. Na szczęście wyjec wybuchnął na schodach.
-LUNO LOVEGOOD! DLACZEGO NIE ODPISUJESZ MI NA LISTY?!-wyjec darł się głosem ojca- CZY COŚ CIĘ ŁĄCZY Z MŁODYM MALFOYEM?!
Cholera... Czyli tata wie, a to znaczy, że dobrze nie jest. 
Skąd on to wie? Może już rodzice Draco wiedzą i mój ojciec się od nich dowiedział.  Póki co się nie dowiem.
Wiedziałam już, że do końca dnia nie odzyskam tak dobrego  jak miałam przed dostarczeniem wyjca. No cóż... Będę musiała wytrzymać.
Poszłam do wieży. Było za dziesięć siódma. Wzięłam torbę i zaczęłam iść do sali, gdzie mieliśmy Transmutację.
Na przed ostatniej lekcji czyli historii magii, jak zawsze było nudno. Profesor Binns znów coś dyktował.  Musieliśmy zapisywać jakieś daty. Oczywiście nikt tego nie robił. Wszystko co nam dyktował było w podręczniku.
-Napiszcie o Wielkim Zlocie Czarodzieji z 999r. na dwa zwoje. - tak brzmiała praca domowa. Profesor Binns zadaje nam tą pracę przynajmniej raz w tygodniu i zawsze oddajemy mu tą samą, a on i stawia różne oceny.
Wyszłam z sali od historii i natknęłam się na grupę Ślizgonek. Chyba były na trzecim roku, czyli są o rok młodsze ode mnie. Specjalnie przeszłam koło nich wolno, żeby słyszeć o czym mówią.
-Oh... Szkoda, że takie ciacho jak on chodzi z kimś takim. -stwierdziła długowłosa szatynka.
-Ona nawet człowiekiem nie jestem. - stwierdziła blondynka o fioletowych oczach.
-To jest coś. - dodała wysoka dziewczyna o jasnobrązowych włosach.
-No cóż. Widzicie jak jest. Ale jak on mógł wybrać Pomylunę? - kontynuowała szatynka- Nie wiem jak Wam, ale mi to kompletnie złamało serce.
Normalnie nie przejmowałabym się nimi, ale przez wyjca zrobiło mi się smutno. Myślałam, że się popłaczę, ale najgorsze było przede mną.
Zaczęły iść. Ja za nimi.
-Chyba każdej normalnej dziewczynie. -wtrąciła się niska pieguska -Oprócz tych przemądrzalców z Ravenclaw i kretynek z innych domów co czasem wyglądają jak małpy.
Zatrzymały się stanęły w kółku, a ja szłam dalej.
Nagle ktoś mnie popchnął i wpadłam na szatynką.
-Oh! Weź sie ogarnij! -krzyknęła - Myślisz, że tobie wolno wszystko?! To się mylisz! To że chodzisz z Draco nie znaczy, że jesteś pępkiem świata.
-Jakbyś nie była tak zadufana w sobie- nie wiadomo skąd wyłonił się Draco- zauważyłabyś, że ktoś popchnął. No ale skoro widzisz tylko czubek swojego nosa, a innych ludzi nie dostrzegasz to tak sie dzieje.
-A może byś zobaczył ile dziewczyn zraniłeś?! -krzyknęła.
-A wiesz, że Ty więcej osób zraniłaś niż ja dziewczyn? -był opanowany. To na pewno nie była maska.
-Skąd Ty to niby wiesz? - szatynka była oburzona, a w okół wszystkich zebrali się ludzie.
-To widać. -powiedział i mnie objął- Chodź, kochanie.
-Co teraz masz? -zapytałam.
-Nic. Mam godzinę wolną, a potem transmutację- odpowiedział- Teraz masz eliksiry?
-Tak.
-Współczuję. -powiedział.
-Czemu? -zdziwiłam się.
-No bo wiesz pierwsze mam eliksiry.  -powiedział sie śmiejąc- I trochę z Harry'ym go wkurzyliśmy. Hermiona i Ron zresztą też. A teraz będzie bardziej wkurzony, przez Mandy.
-Kto to Mandy?-zapytałam.
-Ta brunetka, z którą się z nami wykłócała.- powiedział. Naturalnie jak to chłopak. Kolorów włosów nie rozróżniał.
-Szatynka.-poprawiłam go.
-Co za szatynka? -zdziwiony uniósł lekko jedną brew.
-No ta Mandy. Ona jest szatynką. -powiedziałam z naciskiem na trzy ostatnie słowa.
-A to jest jakaś różnica? -typowa chłopak - Dobra leć już. Później mi wytłumaczysz.
-Pa-wspięłam się na palce by pocałować go w policzek. 
Niestety musiałam już iść. Mój humor robił się coraz gorszy, ale nie dawałam po sobie tego poznać.
Weszłam do klasy równocześnie z Chambers,dziewczyną z którą siedzę. Na szczęście Snape'a jeszcze nie było, więc spokojnie zajęłyśmy miejsca. Ale i tak spokój długo nie potrwał.
Snape wparował, dosłownie wparował, do klasy. I trzasnął drzwiami, a jego szata jeszcze nie skończyła powiewać Widać, że był wkurzony.
Mogłam się spytać  czym oni go wkurzyli. Oj tam, potem się spytam.
Snape podszedł do tablicy i zaczął szybko wypisywać składniki do wywaru. Domyśliłam się, że  będziemy robić jakiś strasznie trudny wywar.
-Macie go zrobić przez całą lekcję. -Snape niemalże warknął.
Wszyscy rzuciliśmy się do szafki z składnikami. Ja jako pierwsza wzięłam potrzebne składniki.
Zaczęłam spokojnie robić eliskir.
Snape krążył po klasie. Chyba tylko czekał żeby się na kimś wyżyć. Okazja się mu nadarzyła. Niestety. Trafiło na mnie.
-Panno Lovegood! Te chrząszcze są potrzebne dwa, a nie trzy!-warknął.
-Ja pomagam Chambers. -odpowiedziałam.
-Panna Chambers ma własne ręce i zrobić sama może!-oczy Snape'a rzucały błyskawice, które chciały nas zabić.
Odszedł od nas na 5 minut. Dosłownie.  Wrócił i znowu się przyczepił.
-Panno Lovegood. Powinna pani dawno zacząć mieszać, a nie dopiero teraz gdy wrze.-powiedział- Zostaje pani na chwilę po lekcjach.
-Dobrze, profesorze. -odpowiedziałam zrezygnowana. Przez resztę lekcji się już nie przyczepiał do mnie, ale oberwało się kilku osobom i oni też zostali po lekcji.
Lekcja już się skończyła. Czekaliśmy aż Snape coś powie.
-A więc, szanowni państwo, wszyscy w tę sobotę dostaniecie karę.-powiedział spokojnie.
-Ale ja gram w drużynie quidditcha. A w sobotę jest mecz! - krzyknął Jasper.
-Trudno. Ktoś inny się za pana stawi.  -na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek - Kontynuując. Wszyscy w sobotę macie się stawić o 9.00 u pana Filcha. Zrozumiano?
-Tak.- powiedzieliśmy chórem.
-A! I panno Lovegood to że pani spotyka się z kimś nie znaczy, że może być pani lepsza dla innych.-dodał Snape. Prawie się przez to popłakałam.
Miałam już dosyć. Chciałam, żeby ten dzień się skończył. Żeby ludzie mnie nie widzieli. Żeby nikt nie był wstanie popsuć mi humoru.

czwartek, 21 listopada 2013

Cześć

Podobny post do Kasi. Taaak, niestety szkoła robi swoje. Po prostu nie mam czasu! Przez ostatnie dwa dni na neta weszłam dosłownie na 15 minut. Zdążyłam jedynie zrobić sesję ze słówek i ogarnąć mniej więcej fejsa. Nie mam wolnej chwili na pisanie, ale już jutro piąteczek! Zamierzam przez weekend napisać dwa rozdziały, a potem je Wam dodać ;)
Dobra, to tyle. Nie przedłużając - pa.

wtorek, 19 listopada 2013

Witam.

Chcę Was poinformować, że co najmniej do następnego piątku nie dodam kolejnego rozdziału, ponieważ nie mogę pisać. Byłam dziś u okulisty i musiałam oddać okulary i odbiorę je dopiero w następny piątek. Bardzo Was za to przepraszam.

W zamian łapcie:


Kasia

niedziela, 10 listopada 2013

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 4

Proszę Was o KOMENTARZE! :) Dziękuję. Miłego czytania.

Początek dnia był normalny, przechadzka z Luną i Mariettą, śniadanie, lekcje.
Zauważyłam, że Luna parę razy jakby chciała mi coś powiedzieć. Otwierała usta, już słyszałam pierwsze sylaby, gdy nagle przerywała, cichła i zamykała buzię. Nieco dziwne.
Od rana była jednak wesoła. Cieszyłam się razem z nią.
Prace domowe miałyśmy już za sobą i szłyśmy sobie spokojnie przez korytarz, gdy nagle przybiegła Marrie.
- Cześć, Cho, szybko, muszę ci coś powiedzieć - zaczęła chichotać przyjaciółka.
- Em, Luna, pozwolisz? - spytałam.
Luna zmierzyła Mariettę podejrzliwym wzrokiem, uśmiechnęła się do mnie i skinęła głową.
- W takim razie zobaczymy się z tobą za jakieś pół godziny, nie Marrie? - powiedziałam, po czym odwróciłam się i poszłam za Mariettą.
- Nie uwierzysz, co się stało. Mam dla ciebie 2 wiadomości. Dobrą i złą - powiedziała dziewczyna.
Właśnie stanęłyśmy sobie w zacisznym zakątku, gdzie nikt nam raczej nie przeszkodzi. Jestem ciekawa, co takiego ma mi do przekazania przyjaciółka.
- Hmmm... to może zacznijmy od tej lepszej, co?
- Więc słuchaj. Uwaga... mam chłopaka! - krzyknęła nieco za głośno Marietta, po czym odruchowo zakryła usta dłonią. Pewna dama, która właśnie spała na swym obrazie przebudziła się, wygarnęła Marrie, ofuknęła ją i odeszła 'pożalić się swoim przyjaciółkom'.
- Jędza - wyszeptała dziewczyna.
- No, dobra, a teraz ta zła wiadomość - powiedziałam na jednym takcie.
- Jak by tu... widzisz, moim chłopakiem jest Cedrik.
Wybałuszyłam na nią oczy. Nie mogłam uwierzyć. Stałam tak w milczeniu i pewnie wyglądałam na nieobecną.
- Widzisz, powiedział mi coś w sekrecie. Tylko nie wypaplaj, dobrze? - uśmiechnęła się lekko do mnie, po czym zaczęła dalej - Wiem, że nie wypaplasz. Tylko nie bierz sobie tego do serca. Powiedział mi, że jesteś dziwna. Nie potrafisz się zdecydować i ma już tego dość. Ma dość ciebie.
Zrobiła nieco smutną minę i położyła mi rękę na ramieniu. Lecz na jej twarzy znów pojawił się lekki uśmieszek.
- Nie uwierzysz, jak to się stało. Wyszłam na placyk, tak sobie odpocząć i przyszedł on. Zaczęliśmy rozmawiać, no i w końcu zaczął mówić to o tobie - opowiadała Marrie w naszej drodze powrotnej, jej wcześniejsze słowa zaczęły do mnie docierać - a potem stwierdził, że ja jestem inna, taka jak lubi. I spytał się mnie czy chcę się z nim spotykać. Czułam jak mi latają motylki w brzuchu, na prawdę! To było coś niezwykłego, gdy się tak na mnie patrzył - nadal ciągnęła dziewczyna. Świergotała jak poranny ptaszek.
Doszłyśmy na jeden z głównych korytarzy. Było tam sporo ludzi, postanowiłam więc od niej uciec. Zauważyłam jeszcze jak na mnie spojrzała, wzruszyła ramionami i z wielkim uśmiechem pobiegła do reszty dziewczyn. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Obraz mi się rozmazywał, ledwo widziałam, jednak biegłam przed siebie i nie zwracałam uwagi na tych wszystkich potrąconych przeze mnie przechodni.
W pewnym momencie jednak zderzyłam się z kimś zbyt mocno i upadłam.
- O, Cho! - usłyszałam znajomy mi głos. Był to Ron.
- Pp-przeee..przepppraszzam - wyjąkałam.
- Nic się stało... Ej, czy ty... płaczesz? - zaczął mi się przyglądać - co się stało?
- Ppp...przeppraaszam, niee tterraz, chcę bb..być ssama - wyjąkałam ponownie, po czym pognałam w stronę naszej wieży.
Tak, teraz jedyne czego potrzebowałam to samotność i trochę czekolady.
Wtargnęłam do pokoju wspólnego. Nie obchodziło mnie, że wszyscy nieco dziwnie mi się przyglądali. Pobiegłam do mojego dormitoium i zatrzasnęłam z hukiem drzwi. Padłam na łóżko i zalałam się łzami. Czułam, że zamoczyłam już kołdrę. Nie obchodziło mnie to. Pozwoliłam moim uczuciom  w postaci słonego płynu wypływać z oczu.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam analizować wszystko. Jak to się stało, że Cedrik coś takiego o mnie mówił? Przecież Marietta nie mogłaby mnie okłamać, nie ona. Przecież przyjaźniłyśmy się już tyle lat.
Ale ona też ostatnio się zmieniła, miałam wrażenie, że nie jestem dla niej tak ważna jak kiedyś. Mówiła to wszystko z taką lekkością, jakby się z tego cieszyła. Cieszyła się z mojego nieszczęścia.
Miałam już wszystkiego dosyć. To wszystko jest takie skomplikowane. Wydawało mi się, że wszystko idzie dobrze. Zakochałam się. Nawet wysłałam Cedrikowi list, z propozycją jakiegoś spotkania. Myślałam, że on też tego chce. Nic już z tego nie rozumiem. Nic.
Nie wiem ile już tak siedziałam. Nagle ocknęłam się. Zapomniałam o Lunie. Ech, znajdzie mnie. Nie chce mi się ruszać z tego miejsca. Usłyszałam, że ktoś się zbliża. Była to ona, Luna.
- Cho? Ty płaczesz? - spytała Luna - A to podła żmija - zaczęła wymieniać obelgi wymachując pięścią, co mnie trochę rozbawiło, ale nie na długo.
- Co ci ona zrobiła, co? - dopytywała.
- Cedrik - wymamrotałam - Byliśmy świeżą parą. Od ilu dni? 3? A on to skończył, zanim w ogóle się zaczęło - podsumowałam.
- Och, Cho. Nie przejmuj się nimi. Nie wiem, co odwaliło Cedrikowi, ale wiem, że popełnił wieeelki błąd. A ona nie zasługuje na twoją przyjaźń, jeśli cię rani i cieszy się z twojego smutku - Luna siadła obok i głaskała mnie po głowie.
Była moim jedynym pocieszeniem w tej chwili. Dobrze, że mam chociaż ją.
Opowiedziałam jej wszystko, słowo w słowo. Luna słuchała z zaciekawieniem, a jej pięści zaciskały się. Gdy skończyłam zerwała się z łóżka i zaczęła:
- Wygarnę mu. Tak! Nie będzie mi tu krzywdził przyjaciółki.
- Daj spokój, Luna. - powiedziałam ocierając łzy.
- Żadne daj spokój. Jak to jesteś dziwna? Jak niezdecydowana? Trzeba z nim stanowczo pogadać! - wrzasnęła ze złością.
- Już ja wiem, jak ta twoja rozmowa z nim będzie wyglądała - rzekłam z zapewne dziwnym wyrazem twarzy, ponieważ Luna zaczęła mi się przyglądać i lekko chichotać.
- Ech, dobra. Masz tu siedzieć, rozumiesz? Ja idę go poszukać - powiedziała władczym tonem.
- Nie mam zamiaru się stąd ruszać. Nie w takim stanie. Jak ja w ogóle wyglądam? - spytałam, podnosząc lekko do góry wzrok.
- Taaaak, nie w takim stanie - uśmiechnęła się krzywo - To ja idę - powiedziała, po czym zamknęła drzwi i już jej nie było.
Sięgnęłam po moją różdżkę, machnęłam nią w powietrzu i przed moją twarzą zaczęła pojawiać się substancja. Po chwili ukształtowała się w zwierciadło. No tak. Czerwona twarz, opuchnięte oczy. Okropność. Machnęłam szybko różdżką, tym razem aby substancja zniknęła.


                                                                    ***

- Cho... CHO! CHO!! - słyszałam coraz wyraźniej jakiś głos wołający moje imię.
-Mhm trrp - zaczęłam mamrotać coś niezrozumiałego.
- No, już! Wstawaj - czułam jak ktoś zaczyna trząść moim ramieniem. Zaczęłam odzyskiwać świadomość, przebudzałam się. Po pewnej chwili otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam stojącą na de mną Luną, usiłującą mnie dobudzić.
- Co? Jak? - spytałam trochę niemrawo.
- No, wreszcie. Widzę, że zrobiłaś sobie małą drzemkę. To dobrze. Od razu trochę lepiej wyglądasz - powiedziała siadając obok mnie.

- Ym... I jak było? – spytałam siadając i przecierając oczy.
- Nie uwierzysz. Ok, więc słuchaj uważnie… 



:) Wreszcie rozdział <3 No, to teraz czekam na Wasze komentarze ;) Proszę, KOMENTUJCIE. Podobał Wam się rozdział? A może macie też jakieś zastrzeżenia? Piszcie :)





sobota, 9 listopada 2013

Ja i Draco Rozdział 7



-Ooh… Draco tu jesteś! – podbiegła do niego i udając potknięcie, zarzuciła mu ręce na szyje- Oojć… Przepraszam. Potknęłam się.
Zrobiła skruszoną minę, a mnie ogarnęła złość. Złość i zazdrość. Nigdy tego nie czułam, przenigdy. A teraz gdy ona tak bez karnie zarzuciła mu ręce na szyję i się do niego przytuliła, a to wszystko niby  przez przypadek.  A on… On nic nie zrobił. Pozwolił jej się do niego przytulić.
-Nic się nie stało. – odpowiedział  bez emocji.  Jego twarz była maską. Maską, którą każdy z Hogwartu dobrze zna.  Maską szydercy. Maską, którą ściąga tylko przy mnie.
-Ale naprawdę. Przepraszam ciebie. – mogłaby być aktorką. Tylko jej twarz mopsa wszystko psuje.
-A co chcesz dokładniej? – niemalże warknął. Chyba się ciut zniecierpliwił.  Maska powoli schodzi z jego twarzy. Widać, że jest porywczy. Pasuje mi to.
-A może by tak milej, Draco –fuknęła – Nie jestem popychadłem w stylu tej Pomyluny.
-Odwal się od –ugryzł się w język. Był wyraźnie wkurzony.
-Od kogo? – uśmiechnęła się złośliwie i się na mnie spojrzała.
- Ode mnie. – warknął.
-Ale, Draco, zrozum martwimy się o Ciebie. –powiedziała łagodnie. Za łagodnie.
-Wy? Czyli? –zapytał zdezorientowany.
-No my. Ja, Blaise, Crabe, Goyle i reszta naszych przyjaciół- rzekła. Ona naprawdę tego nie powiedziała, tylko rzekła. Rzekła tak jakby by była  o tym przekonana, święcie przekonana. Jakby była pewna, że Ci, których ona wymieniła  też się o niego martwią.
-Jacy przyjaciele?! Ooh… Weź już nie kłam! –powiedział mocno wkurzony. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. W sumie to widziałam go tylko szczęśliwego i w „masce”.
-Coo? –zatkało ją.  Jej oczy zrobiły się jak  talerze.  O mały włos nie zaczęłam chichotać.
-To co słyszałaś! Ani Ty, ani Blaise przyjaciółmi moimi nie jesteście! –wygarnął jej.
-A-ale jak-k to? –nie docierało to do niej.
-Normalnie. Nie zachowujecie się tak!  -krzyknął- Utrzymujecie ze mną znajomość,  bo mój ojciec jest kimś ważnym.
- A Crabe? A Goyle? –zapytała zdezorientowana, a po chwili dodała- A nie… Oni się nie liczą… Oni są na to za bardzo głupi.
-I tu się mylisz. Oni po prostu udają. – wytłumaczył jej- Nie znasz dobrze człowieka a go oceniasz.
-No wiesz co! –fuknęła- To za taką mnie masz?
-Widzisz… –powiedział – już wiem co jest dla mnie dobre.
Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
-Co ma znaczyć?! Oszalałeś?- zaczęła krzyczeć- Jak możesz ja dotykać?! Przecież to Pomyluna! Dziwaczka!

-Dla Ciebie to jest dziwaczka, a dla mnie cały światem- pocałował mnie w czoło. Poczułam się szczęśliwa. Ogarnęła mnie radość.
-Ale jak to? –zdenerwowanie Pansy ustępowało zszokowaniu- Przecież myślałam, że mnie kochasz?
-No widzisz. Myślałaś.
Siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. To nie było do mnie podobne.
-Ale… Ale zachowywałeś się tak jakbyś mnie kochał! – chyba zaczęła się załamywać.
-Nigdy ciebie nie kochałem. I nawet się tak nie zachowywałem uroiłaś to sobie! -Draco był w tym momencie z lekka nietaktowny. 
-Jak wolisz. -w jej oczach pojawiło się mnóstwo jadu- Cały Slytherin was znienawidzi.  Zobaczysz.
Odwróciła się na pięcie i wyszła.
-Nie boisz się? - wyszeptałam.
-Nie mam czego. -zapał mnie za rękę- Chodź.
Zeszliśmy po schodach. Trzymaliśmy się za rękę.
-Idziemy na dziedziniec? -zaproponował.
 -Jednak już się nie obawiasz?- zaintrygowana uniosłam brew.
-Nie. I tak Pansy by rozpowiedziała i tak.-odpowiedział- I zapewne będę mieć przechlapane u Snape'a. Trudno... Jakoś to przeżyję.
-Idzie się do tego przyzwyczaić. -zaśmiałam się gdy wychodziliśmy na dziedziniec.
-Ach tak?- uśmiechnął się, ale tak jakby coś kombinował.
Nie spodobało mi się to.
Chwilę później już wiedziałam o co mu chodzi.
Wziął mnie na ramię i okręcił się kilka razy wokół własnej osi. Zaczęłam piszczeć. Piszczałam ze szczęścia.
-Puść mnie! -krzyknęłam śmiejąc się. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, a na pewno w Hogwarcie.
-Twoje życzenie moim rozkazem. -postawił mnie na ziemi i pocałował.
Gdy skończył mnie całować. Ujrzałam jak piękne  drzewa. Ich liście powoli zaczęły przebierać  odcienie żółci, ale nadal królowała zieleń. Jeszcze musiałam trochę poczekać do momentu gdy liście będą miały piękne odcienie pomarańczu i czerwieni.
Zauważyłam też jak inni się na nas patrzyli. Część, głównie to byli Ślizgoni, patrzyli na nas z pogardą, a inni zdziwieni.
-Luna!- podbiegła do mnie Cho. Uściskała mnie.
-Udało się? -zapytałam się, a Draco spojrzał na mnie zdziwiony.
-Tak!-krzyknęła- No to ja już idę. Do zobaczenia na obiedzie.
-Do zobaczenia. -odpowiedziałam.
-Mogę wiedzieć o co wam chodzi? Czy nie?-zapytał się mnie mój ukochany.
- Czy nie. Dowiesz się dziś na obiedzie, albo i wcześniej.-powiedziałam uśmiechając się, bo zobaczyłam już Hary'ego.
Nagle zaczęło strasznie wiać.
-Choć może lepiej do środka- powiedział.
-Z wielką chęcią. - odpowiedziałam. Zaczęło mi się robić zimno i zaczęłam 
się trząść.
-Masz- Draco ściągnął swój sweter i dał go mi- Załóż.
-Dzięki.-założyłam.
Po pięciu minutach zrobiło mi się cieplej.
-Wiesz co? Ja już chyba pójdę do dorminatorium. powiedziałam.
-Czemu? -zrobił smutną minę.
-Mam jeszcze pracę domową do zrobienia.-wyjaśniłam.
-To no idź.-pocałował mnie w policzek.
Skierowałam już się w stronę schodów gdy nagle ktoś pociągną mnie do tyłu. Odwróciłam się.
-Jeszcze jedno, kochanie- wymruczał Draco-- Sweter zostaw sobie.
-Dzięki, skarbie.

piątek, 1 listopada 2013

Ja i Draco. Rozdział 6

 Mam prośbę, tylko jedną KOMENTUJCIE. Bardzo Was oto proszę.

_________________________________________________
Wchodziłam z Cho po schodach.
- No to... Czekam! - powiedziała.
- To sobie poczekasz- prawie wyśpiewałam to zdanie.
Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Nigdy!
- A kiedy się dowiem? - zapytała Cho.
- W naszym kąciku! - odpowiedziałam.
Nasz kącik to kąt w pokoju wspólnym Krukonów za posągiem Roweny Ravenclaw. Stoi tam mały, okrągły stoliczek, a przy nim dwa, błękitne, miękkie fotele.  Bardzo lubimy tam przesiadywać. Jest tam idealnie! Nikt nigdy nam nie przeszkadza. Nawet Marietta.
No właśnie, Marietta. Przyjaciółka Cho. Nie może ona znieść tego, że Cho przyjaźni się także ze mną. Ogólnie Marietta za mną nie przepada i jak dla mnie najprzyjemniejszą osobą nie jest. Wydaje mi się, że jest z lekka zazdrosna Cho i Cedrika. Zdaje mi się, że mimo tego, iż chce by byli razem to tak naprawdę liczy na to, że się rozstaną.
Właśnie podbiegła podekscytowana:
- Cho! Nie uwierzysz co się stało! Chodź ze mną szybko! - podekscytowanie prysło gdy mnie zauważyła - Oh... Cześć,Luna..
Bardziej chłodniej odezwać się nie mogła...
- No to... - spojrzała z powrotem na  Cho - No to idziesz ze mną?
- Luna, wybaczysz mi jeśli się na góra pół godziny odłączę? - przyjaciółka zwróciła się do mnie.
- Możesz spokojnie pójść.- odpowiedziałam z uśmiechem, ale zaczął mnie ogarniać nie pokój.
Kiedy Cho z Mariettą zniknęły za rogiem podbiegła do Ginny. Była z lekka przygnębiona.
- Ginny, co się stało?- zapytałam zaniepokojona.
- Zerwałam z Harry'ym!- powiedziała.
- Co-o?- wykrztusiłam zszokowana. - Ale... Ale jak to się stało?
- Może nie tutaj. Chodź do pokoju życzeń - zaproponowała.
Przytaknęłam.
Przez chwilę wyłączyłam myślenie. Nawet nie wiem kiedy znalazłyśmy  się Pokoju Życzeń.
- A kiedy zerwaliście? -zapytałam się.
- Wczoraj po kolacji.
- A dlaczego?
- Bo, bo... Nie wiem.- powiedziała - Naprawdę nie wiem. Tak jakoś wyszło. Po prostu nie czułam, że między nami jest tak jak kiedyś. Ogólnie chyba obydwoje nie czujemy tego co kiedyś.
- Jak to? - zadziwiło mnie to. I to bardzo. Jak to oni? Oni ze sobą zerwali? Niee... To niemożliwe.
- Normalnie. Ja chyba przestałam czuć do niego to co wcześniej. A Harry chyba też.
- A skąd to wiesz?
- Nie wiem, czuję to. - powiedziała - Czuję to po tym jak mnie dotyka, jak się do mnie odnosi, jak się na mnie patrzy... Luna, ja to po prostu  czuję. Najzwyczajniej w świecie...
Patrzyłyśmy na siebie w ciszy. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Muszę już iść. - powiedziała Ginny.
- Dobrze. Ja też idę. - wyszłyśmy razem przez drzwi.
***

Weszłam do pokoju wspólnego. Szukałam wzrokiem Cho. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Nie było jej nawet w naszym kątku. Zauważyłam Mariettę i podeszłam do niej.
- Gdzie jest Cho? - zapytałam się jej.
- W swoim dormitorium. - odpowiedziała chichocząc. Była za wesoła, co  było dla mnie dziwne.
Więc poszłam tam. Gdy weszłam do naszej sypialni ujrzałam zapłakaną Cho. Usiadłam na jej łóżku.
- Co się stało?
- Cce-drikk ze mną-ą zerw-aaał, a ter-raz jest z M... Mariett-tą! - powiedziała szlochając. Już zrozumiałam, dlaczego ta żmija była taka wesoła! Widać, że jej nie zależało na przyjaciółce. Większego świństwa nie mogła zrobić. Miałam ochotę ją zabić.
- Widocznie nie zasługuje na ciebie.
- N-naprawdę?- otarła łzy.
- Tak.-uśmiechnęłam się do niej- Nie wiem czy Ciebie to pocieszy, ale na pewno zaintersuje.
- Hmm...- zaintrygowana uniosła lekko prawą brew. Miało to znaczyć, że mam mówić.
- Ginny zerwała z Harry'ym.
- C-co? Ale jak to? Nieee... Żartujesz sobie ze mnie. -zrobiła większe oczy niż denka od butelek.
- Nie, poważnie mówię. Ginny mi to dziś powiedziała.
- Oh... Co ja mam teraz zrobić?- Zapytała się mnie.
- Najpierw przestań płakać i się ogarnij, a później pójdź do Harry'ego.-powiedziałam.
- A Ty co będziesz robić?- zapytała. Już nie płakała.
- A ja... Pójdę do sowiarni.- uśmiechnęłam się.  Nie wiem dlaczego powiedziałam, że tam idę. Coś po prostu mnie tam ciągnęło.
Tylko dlaczego? To pytanie nurtowało mnie całą drogę, ale odpowiedź znalazłam gdy tam doszłam.
Ciągnął mnie tam On. Draco. Stał w oknie. Przodem do wejścia. Podszedł do mnie i objął mnie w talii.
- Czekałem na ciebie- wymruczał mi ducha.
- Mmmm... Już wiem co mnie tu ciągnęło.- powiedziałam- Ty.
-Podoba mi się to.
- Mi też. idziemy gdzieś, kochanie? - zapytałam.
- Jak na razie nie.-chwilę później dodał- Ślizgoni potrafią być bardzo podli.
- No to niech tak będzie- nie pozwolił mi dokończyć, bo mnie pocałował.
To był bardzo namiętny pocałunek. Jego usta były zachłanne. Jakby zaraz miał mnie stracić. Nie wiedziałam  dlaczego. Ale podobało mi się. Nawet bardzo. To było takie magiczne.
Nagle usłyszałam czyjeś kroki.
-Może lepiej już pójdę.- powiedziałam.
-Nieee... Zostań.-przytulił mnie do siebie.
-Dobrze.
-Masz. - wcisnął mi w rękę zwitek kartki- Wyślij to.
-Już.- podeszłam i zaczęłam udawać pochłoniętą wybieraniem sowy.
- Niezła z Ciebie aktorka- szepnął i zaczął robić to samo po przeciwnej stronie sowiarni.
 Kątem oka zauważyłam, że weszła Pansy Parkinson.

____

EDIT dn. 21.10.2015
Poprawiłam jąkanie się Cho.

czwartek, 31 października 2013

Szatańskie wyświetlenia

No hej. :D Dziwny tytuł, wiem. Ale nie bez powodu. Dzisiaj weszłam na tego bloga, patrzę na licznik, a tam - 666 wyświetleń! >,<
A przed chwilką popatrzyłam na statystyki i było, że dziś jest 66 wyświetleń, przynajmniej jak na razie ;P

Notka może trochę bezsensowna, ale co tam. Kasia też chciała, żebym  tym napisała, więc jest.
Prosiła mnie też, żebym do tej notki coś wstawiła, zdjęcie konkretnie, więc proszę:


Zdjęcie Lily i Severusa. Proszę ^^

Dżi Dżi i Katie.

piątek, 25 października 2013

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 3

Hej. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam. Nie będę się już tłumaczyć. Ok, to miłego czytania :) Proszę o KOMENTARZE. Dziękuję.


Obudziłam się dzisiaj pierwsza. Wszystkie oprócz mnie jeszcze sobie smacznie spały. Nie wiem do końca, co zerwało mnie tak szybko na nogi. Siedziałam tak chyba z dobre 15 minut wpatrując się w ścianę. W końcu chwyciłam swoją różdżkę, wyszeptałam coś pod nosem i zaczęłam pisać z jej pomocą cienką smugą niebieskawego światła.
Chorry  
Chodrik
Co ładniej brzmi, co ładniej wygląda? Usłyszałam od którejś z dziewczyn, że para jest idealna wtedy, gdy wspólne imię dobrze brzmi. Skomentowałam to jako bzdury, a jednak... a jednak, no właśnie, układałam je sobie i porównywałam, choć nie miało to żadnego sensu.
Czasem nachodzi mnie taka myśl. Pytam wtedy samą siebie, co ja tak właściwie robię. Czemu przywiązuję do tego wszystkiego taką wagę?
Z takiego właśnie myślenia wyrwał mnie duszący śmiech Luny. Spojrzałam w stronę jej łóżka i dostrzegłam, jak siedziała z ręką na ustach, starając się nie wydobyć żadnego dźwięku. Niestety, nie udało jej się to. Szybko machnęłam różdżką, a napisy zniknęły.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać - powiedziała w końcu Luna.
- Ech, no ok. Jak się spało? - spytałam.
- Dobrze, a nawet bardzo. Miałam taki cudooowny sen, wiesz? A tobie? Co ci się śniło?
- Nie pamiętam - powiedziałam na jednym takcie.
- Idź się ubrać. Zejdziemy sobie na śniadanie trochę wcześniej, co?
Posłuchałam przyjaciółki i poszłam się przebrać, ona poszła zrobić to samo.

                                                                ***

Zajęłyśmy już miejsca obok siebie przy stole. Całą drogę przeszłyśmy w ciszy. Luna była dziś najwyraźniej w świetnym humorze. To dobrze, bo ostatnio zaczęłam się o nią martwić.
Lu wyciągnęła z kieszeni jakiś mały papierek i zaczęła go rozwijać, a następnie czytać. Ja w tym czasie spojrzałam w kierunku wejścia. Przyglądałam się kolejnym osobom wchodzącym na Wielką Salę. W pewnym momencie zauważyłam Harry'ego, a za nim Rona i Hermionę. Odwrócił się w moją stronę i... uśmiechnął. Ech, uśmiechnęłam się lekko i szybko odwróciłam wzrok w inną stronę.
- O! Harry! Czeeeść! - krzyknęła Luna i zaczęła energicznie machać ręką w ich stronę, a wszyscy, którzy znajdowali się na sali, zwrócili się w naszą stronę.
- Lunaa...
- Oj, sory. Nie chciałam tak głośno.

                                                               ***

Po śniadaniu udałyśmy się do naszego pokoju wspólnego. A przynajmniej zamierzałyśmy. Gdy byłyśmy już blisko wieży, zbliżył się do nas Draco. Byliśmy sami. Chłopak uśmiechnął się na nasz widok, a raczej na widok Luny, a ona odwzajemniła uśmiech. Przytulili się, mimo faktu, że właśnie przemknęła obok nas jakaś Puchonka.
- Do zobaczenia potem - ledwo co usłyszałam słowa, które wyszeptał Draco na ucho mojej przyjaciółce.
Ta odpowiedziała mu lekkim uśmieszkiem i zagryzając nieco wargę puściła mu oczko i ruszyła na przód, ciągnąc mnie za sobą.
- A co to było, czyżby się coś wydarzyło, o czym nie wiem? - spytałam zaciekawiona.
- Och - westchnęła Luna, po czym zaczerwieniła się lekko - nic takiego.
- Aj, coś czuję, że czas na małe plotkowanko - puściłam jej oczko.
- Wiesz co? A może powiesz mi jak tam z Harry'm. Lub Cedrikiem.
- A co ma być? - wzruszyłam ramionami.
- No, nie wiem. Ty nie chciałabyś od któregoś, hmm... czegoś więcej? - spytała.
- Nieeee... wiem. Myślę, że teraz jest dobrze. - powiedziałam, choć czułam, że nie jest to do końca prawda.
- Na pewno? - dopytywała się Lu.
- Oj, no dobra. Coś w tym jest głębszego, ale nie chcę żadnego z nich zranić. Obu lubię i mi na nich zależy.
- Wiesz co? Mam pewien pomysł, chodź.- Luna zaczęła podskakiwać i podśpiewywać coś pod nosem. Widać, była podekscytowana.
- Już się boję - westchnęłam cicho i powlokłam się za nią.

                                                              ***

Dziewczyna usadziła mnie przy stoliku w rogu, mało kto nas tu zauważy. Poszła w stronę pokoi. Za chwilę jednak wróciła z paroma pergaminami, piórami, kałamarzem i atramentem.
- No, to do roboty. - wzięła się pod boki i wyszczerzyła szeroko zęby.
Zrobiłam pytający wyraz twarzy.
- Napiszemy dwa listy, do każdego z chłopców.
Zabrałyśmy się więc do pracy, to nie był taki głupi pomysł. Postanowiłyśmy na początek napisać do Cedrika. Jestem ciekawa, co odpisze. Zaczęłam zarażać się tym podekscytowaniem od Luny.
Po zakończeniu ruszyłam do Sowiarni, aby wysłać szkolną sową list.
Załatwiłam to dość szybko i wróciłam z powrotem do naszej wieży. Zmęczona udałam się do pokoju, przygotowałam się do spania i runęłam na łóżko.
- Dobranoc - usłyszałam.
- Dobranoc, do jutra. - odpowiedziałam, po czym zasnęłam z nadzieją.


Koniec! :) Mam nadzieję, że się podobało. Proszę, KOMENTUJCIE.

Wygląd

Wiatajcie*.*
Zmieniłyśmy trochę wygląd bloga.
Inne tło, nowy obrazek jako nagłówek...
Myślimy, że wygląda lepiej :)
A Wam się podoba? Która wersja według Was jest lepsza: ta co teraz, czy tamta?

Pozdrawiamy
Dżi Dżi i Katie

poniedziałek, 21 października 2013

Ja i Draco Rozdział 5

Patrzyłam jeszcze na nią  do póki nie zniknęła mi z oczu.
Odwróciłam się z myślą, że już sobie poszedł... Że do końca dnia będą go tylko mijać na korytarzu...
Że nie obdarzy mnie uśmiechem... A nawet spojrzeniem...
A jednak nie!
Stał przede mną jak młody bóg!
Dzielił nas raptem metr.
Chyba słyszał jak mi waliło serce, bo się uśmiechnął. Nigdy w życiu nie widziałam kogoś tak pięknego... Nigdy...
-Luna- wyszeptał miękko zbliżając się do mnie- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem...
Nie wiedziałam co robić: powiedzieć coś czy uciec. Powiedzieć, że Go kocham, czy może uciec i stracić zapewne, że jedyną szansę jaką miałam.
Już miałam mu powiedzieć, że Go kocham. Już miałam powiedzieć, że jest moim światem.  Już miałam powiedzieć, że znaczy dla mnie więcej niż myśli, niż wszyscy inni razem wzięci. Już nawet otworzyłam usta, ale on  położył mi na nich palec na znak, że mam milczeć. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Położył ręce na moich ramionach. Przeszedł mnie dreszcz. Nie taki jak zwykle. Inny... Przyjemniejszy...
Przez chwilę mogłabym być najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, przez tę jedną chwilę mogłabym  przeżyć więcej niż przez całe życie. Ta jedna chwila może zadecydować o moim szczęściu, o moim życiu...
-Ja się w Tobie chyba...-zrobił krótką przerwę, by zaczerpnąć powietrza- Luno Lovegood, Kocham Cię.
Zatkało mnie, nie wiedziałam co odpowiedzieć więc...
Zarzuciłam mu ręce na szyję, wspięłam się na palce i powoli zbliżałam do jego ust, a On się domyślił o co chcę uczynić. Złapał mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie. Nasze usta się dotknęły.
Poczułam smak jego ust. Poczułam ich miękkość. A co najważniejsze! Poczułam szczęście.
Był to ten moment, w którym poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
A właściwie to nie... Nie poczułam się. Ja byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
Delikatnie odsunął mnie od siebie i spojrzał mi prosto w oczy. W jego oczach było widać szczęścia. Wpatrywać mogłabym się w nie długimi godzinami, ale...
-Chodź, kochanie. -powiedział- Musimy już iść.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
Schodziliśmy w ciszy, przytuleni do siebie. Nikt nas nie niepokoił. Nikt nie zadawał zbędnych pytań. Byliśmy tylko my.
-Dobra...-wydusiłam z wielkim trudem- musimy się już rozejść.
Wspięłam się na palce, by złożyć pocałunek na jego ustach.
 Zauważyłam tłum schodzący ze schodów do naszej wieży. Wtopiłam się w nich.
W Wielkiej Sali zajęłam miejsce obok Cho.
-Czemu ciebie tak długo nie było?- zapytała.
-Ooh... Naprawdę? Nie było mnie raptem 10 minut. - wyjaśniłam.
-Luna. Jakie 10 minut? Nie było Ciebie pół godziny! Jakim cudem?- zdziwiło mnie to. Mnie nie było pół godziny? Jak to? Naprawdę ten czas tak pędził? Niemożliwe!
- Później Ci to wyjaśnię- powiedziałam nakładając sobie naleśniki.
Jadłyśmy w milczeniu. Zjadłam  4 naleśniki! Zadziwiło to Cho. Mnie też.
Dobrze nie skończyłyśmy jeść gdy podeszła do nas Ginny.
-Hej, dziewczyny. Co u was?- zapytała.
 - U mnie po staremu. Jakoś leci. -odpowiedziała Cho
-A u ciebie?- pytanie skierowała do mnie.
-Świetnie! - wykrzyczałam. Cała Wielka Sala skierowała wzrok na mnie. Upsss... Normalka...
Jestem do tego przyzwyczajona. Zawsze ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Praktycznie nikt mnie lubił. Nie było nadziei, żeby ktoś mnie pokochał.
A jednak!
Mam przyjaciół.  Mimo, że w Hogwarcie mam opinię dziwaczki.
Mam cudownego mężczyznę przy osobie. Choć na to w ogóle nie liczyłam. Nie liczyłam, że będę z Nim!
-Ej, Luna!- Cho szturchnęła mną.- Chodź już.
-Ajć... Przepraszam... Zamyśliłam się...
Wstałam. I wyszłyśmy z Wielkiej Sali.

_____
EDIT:
dn. 03.10.2015r
Czyli tak jak w poście pierwszym. Stwierdzam, że mózgu nie miałam, bo kto normalny by tak to rozegrał? Dziwne, za szybkie, zero akcji czy coś. WSTYD, WSTYD, WSTYD.
Ta sama prośba: proszę Was, wytrzymajcie, nie zrażajcie się. Pisałam to jak miałam 13 lat. Pomysły trzynastolatki, punkt widzenia także. Więc proszę o wybaczenie. Trzymajcie się i nie zrażajcie! c: Jeśli dojdziecie do końca to jesteście boscy! :D

niedziela, 20 października 2013

Witajcie

To znowu ja, Katie.


Chcę Was poinformować, że kolejna część pojawi się w tym tygodniu.
I mam do Was prośbę komentujcie moje opowiadania :) Chcę wiedzieć czy Wam się podoba, czy mam coś dodać, nad czym mam popracować. Wiecie chodzi oto jakie macie uwagi, zastrzeżenia :)

Pozdrawiam, Życzę miłego dnia 
Katie

piątek, 11 października 2013

Ja i Draco Rozdział 4.

Staliśmy tak przytuleni do siebie. Pewnym momencie lekko odsunął mnie od siebie, aby się mi przyjrzeć.  Z czułością. Powoli nasze usta zaczęły sie do siebie przybliżać. Już czułam jego oddech na moich wargach. Nasze usta dzielił tylko milimetr. Już... Już bliziutko. Jeszcze chwila gdy nagle...
-Hej, Luna! Luna!- do mojego pokoju wbiegła Cho.
-Co znowu? - odpowiedziałam. - Nie może poczekać jeszcze trochę. Chcę dokończyć mój sen.
 - Nie, nie może. Sen dokończysz innym razem. - jakimś zaklęciem zrzuciła mnie z łóżka
- Dobra o co chodzi?- próbowałam się podnieść.
- Mam pomysł związany z Draco...
-Tak?- podekscytowana usiadłam.
- Chodzi o mi o to, że bym napisała do niego list z pytaniem co sądzi o Tobie. Czy Ciebie lubi, co w Tobie lubi, czego nie lubi, czy chciałby Ciebie bliżej poznać.
- Hmmm... Całkiem spoko pomysł... Ale bez tego czy chciałby mnie bliżej poznać...
-Dlaczego? -zapytała zdziwiona.
-Nie domyślasz się? - zapytałam się retorycznie- pomyślałby, że to ja piszę.
-No w sumie... Czyli jak piszemy?
- Nooo... Ale po lekcjach...
- Luna! - roześmiała się Cho.
- Co znowu?- zapytałam rozdrażniona. Zaczęła mnie irytować.
- Dzisiaj jest sobota.
- Na serio?- kalkulowałam w myślach.
 - Tak!
To dziś sobota... Za tydzień mecz Quidditcha. Krukoni przeciw Ślizgonom. Eeh...
- To za tydzień mecz Quidditcha?
-Tak.
- Krukoni przeciw Ślizgonom...
- Masz dylemat?
- Tak... Nie wiem komu kibicować... Ravencalw mój dom... Slytherin... dom kogoś kogo kocham...
- Mamy jeszcze czas sie zastanawiać. Idź się ubierz i spotkamy się w pokoju wspólnym i zaczniemy pisać.- zadyrygowała Cho. 
Ubrałam się, wzięłam torbę i zeszłam. Cho czekała na mnie w naszym ulubionym miejscu. Rozłożyłam książki, pergaminy, kałamarze z tuszem i pióra.
-No dobra... Daj mi pióro.- powiedziałam.
-Tobie?
-Tak, a co?
-No wiem, nie sądzisz, że lepiej by było gdyby ktoś inny napisał.
- Dlaczego?
-Bo może znać Twój charakter pisma?
- Aha. No to masz- zrezygnowana podałam jej pióro.
- Ale i tak nie będę się podpisywać.
-Dlaczego?
-Bo może nie będzie chciał napisać.
-A tak to by zechciał... Taaaak... W stu procentach, chciałby...
-Nie wiem... Możemy podpisać "Twój przyjaciel". -zaproponowała.
- Nie taki zły pomysł.
-Dobra. To Ty odrabiaj lekcje, a ja napiszę.
- Spoko. Zacznę z opieki nad magicznymi zwierzętami. - powiedziałam.
Tematem wypracowania było "Moje ulubione magiczne stworzenie". Eeh... O czym by  tu napisać, o testralach, czy kołkogońkach, albo o gnębiwtryskach... Dobra o jednorożcach!
- Okej, Luna już skończyłam.
- Ile Ty to pisałaś?
- Chyba 20 minut.
-A co napisałaś?
- Draco! Co myślisz o Lunie Lovegood? Lubisz ją? Chciałbyś ją lepiej poznać? Proszę odpisz, ta sowa będzie wiedziała komu  to dostarczyć. - przeczytała - podoba się?
-Jak najbardziej! To jest świetne! - niemal zaparło mi dech w piersiach. -Jesteś kochana!
-Dzięki Luna!
- Chodźmy do sowiarni wysłać.
- Idź sama. Ja pójdę do Cedrika.
-Dobra, lecę. Pa. Do zobaczenia na śniadaniu. - wybiegłam z dorminatorium jak na skrzydłach. 
Wbiegłam po schodach do sowiarnii i Go zobaczyłam... Stał tam piękny i olśniewający. Jak młody bóg. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, możliwe, że nawet On je słyszał. Słyszał moje oszalałe z miłości serce bije... Niee... Ono nie bije... Ono wali. A więc chyba słyszał je, bo się obrócił. Spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się. Uśmiechnął się! Uśmiechnął się!!! Do mnie!!! 
Stałam tak zamurowana jeszcze przez chwilę. Podeszłam do sowy Cho, przywiązałam list i ją wypuściłam. Poleciała. 

czwartek, 25 lipca 2013

Ja i Draco Rozdział 3

Dwa dni po mojej rozmowie, Cedrik przyszedł do mnie.Po co? Po to, aby się zapytać jak może jej pomóc. Wydawało mu się, że tak jakby cierpi i on tym samym cierpiał.
- Luna! - złapał mnie tuż po eliksirach, ostatniej lekcji jaką dzisiaj miałam- Mam bardzo ważną sprawę. I TY MUSISZ MI POMÓC! - ostatnie zdanie niemalże wykrzyczał.
- Dobrze, a w czym problem? - zapytałam się.
- Chodzi o Cho - wyszeptał. Tak czułego i troskliwego chłopaka każda dziewczyna chciała by mieć. A Draco ciekawe jaki on jest?
- Cedrik, porozmawiajmy o tym później. Lochy to nie najlepsze miejsce na taką rozmowę. Ktoś może podsłuchać. Zaczekaj chwilkę. - zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu pióra i kawałka pergaminu. Muszę zrobić sobie porządek w tej torbie! O! Moje kolczyki rzepki, a tyle ich szukałam! Znalazłam. Przyłożyłam pergamin do ściany i zaczęłam pisać: "Błonia przy jeziorze, godzina 17.30".
- Trzymaj - powiedziałam i dałam mu kartkę.
 -Dobra. Tylko jest jedna rzecz. - powiedział niemal jednym tchem - Cho nie może się dowiedzieć.
- O to się nie martw- uśmiechnęłam.
Szybko odrobiłam lekcje i wyszłam.
Cedrik czekał na mnie.
-Luna- dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo jest zdruzgotany- Wiesz dobrze jak przybita chodzi Cho
Nie wiedziałam czy brać to zapytanie czy zdanie twierdzące. Nic nie odpowiedziałam.
-Powiedz mi co ja mam zrobić? Jak jej pomóc?
- Najlepiej porozmawiaj z nią. - powiedziałam
- O czym?
- O jej uczuciach. O tym co jej jest, co ją dręczy. Powiedz jej, że nie możesz patrzeć na ona chodzi przybita, jak cierpi.
-Tak, tylko wydaje mi się, że ona mnie unika. - powiedział wyraźnie zasmucony. Zdołowany.
- To poproszę Cho, aby po kolacji wyszła tutaj, w to miejsce ja chwile później tu dojdę, ale tak naprawdę ty będziesz tam na nią czekał. Spokojnie sobie porozmawiacie.
 Mój plan się udał. Cho poszła, Cedrik tam czekał. Najpierw chciała się wycofać, ale on do niej podbiegł i ją przytulił. Później zaczęli rozmawiać. Obydwoje uznali, że warto dać czas na przemyślenia dla Cho. Opowiedziała mu o tym co czuje do niego, ale też o tym co do Harry'ego. On ją wysłuchał, nie robił afer, ani scen. Gdy skończyła mówić przytulił ją, ona się rozpłakała.

Dzień za dniem mijał i mijał, a nie zorientowałam sie kiedy minął tydzień odkąd pomogłam Cho. Przyszła do mnie razem z Cedrikiem, aby podziękować. Powiedzieli, że jak będę miała jakiś "problem sercowy" to mogę się do nich zgłosić. Może jednak powinnam im o tym powiedzieć?
 Innym potrafię pomóc, ale sobie to już nie. Eh, trudny jest żywot nieszczęśliwie zakochanej nastolatki. I co gorsza widzącej Go razem z inną, która niby nic nie znaczy, a jednak jest potencjalną konkurentką. Widzącej ich dzień w dzień, jak sie razem śmieją, jak obrażają, upokarzają innych. W tym mnie, moich przyjaciół...
 I na takich myślach, zazdrości, zamartwianiu się minęły kolejne dwa dni nim zdecydowałam się powiedzieć Cho o moich uczuciach.
-Cho... - zaczęłam nieśmiało gdy siedziałyśmy w naszym ulubionym kącie pokoju wspólnego Krukonów. Ten kąt jest bardzo przytulny, położony w pobliżu kominka.
- Tak, Luna. Masz jakiś problem? - zapytała się mnie. Widać było, że się o mnie martwi.
- I to wielki od pewnego czasu.
- Właśnie było to po tobie widać. - uśmiechnęła się zachęcająco - Opowiadaj!
-A możemy pójść do sypialni, bo boję się, że ktoś może nas tu posłuchać.
- Dobrze, chodź.
Ciszę w jakiej wchodziłyśmy po schodach przerywały tylko odgłosy naszych kroków.
- Okej, no to już możesz mówić. - w dalszym ciągu się uśmiechała zachęcająco. Co wcale mnie trochę krępowało.
- No bo widzisz...- nie wiedziałam co powiedzieć, jak zacząć. Po prostu się zacięłam!
-Mów prosto z mostu. Powiedz to co ci na sercu leży.
- Dobrze... - wzięłam głęboki wdech i zaczęłam się wyżalać - Więc ja sie chyba zakochałam... Non stop o nim myślę, nie mogę po prostu przestać, nie mogę patrzeć na to jak rozmawia z innymi dziewczynami, jak się z nimi śmieje. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że on mnie nie kocha, nie interesuję go, dla niego jestem tylko "Pomyluną". Jesteśmy z dwóch innych światów, które się nigdy nie spotkają. Co gorsza wątpię w to żebyś ty albo Harry, czy  też Ginny lub Hermiona abyście wy, moi przyjaciele go zaakceptowali... Już macie wyrobione o nim zdanie...
Powiedziała jej to! Powiedziałam! Od razu zrobiło mi się jakoś lżej na sercu! Poczułam się weselsza...
-Luna, proszę powiedz mi kto to jest. Postaram się zaakceptować go i pomóc tobie.- i mój dobry nastrój znikł tak szybko jak się pojawił.
- To jest... To jest Draco Malfoy... - mina Cho była nie do opisania. Widać było jak na dłoni, że ją zszokowałam.
-Bardzo mnie zadziwiłaś. Przecież sama mówiłaś jego nie znosisz, wręcz go nienawidziłaś. Uważałaś, że jest strasznie arogancki, zarozumiały, zapatrzony w siebie. A tu nagle... BUM! Zakochałaś się w nim. Nie będę ukrywać, że jestem bardzo zszokowana, ale pomogę tobie w tej sytuacji. Tylko na razie nie mam pomysłów. Może jutro coś wymyślę. - powiedziała i się do mnie uśmiechnęła - Dobranoc.
-Dobranoc. - odpowiedziałam. Jeszcze przez chwilę było słychać jej kroki na schodach.

sobota, 22 czerwca 2013

IG: 'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 2

Podczas lekcji nie miałam za bardzo czasu, żeby to wszytko przemyśleć. Marietta ostatnio ciągle wytykała mi fakt, że okłamałam Cedrika. Po prostu nie miałam ochoty spotkać go na ich treningu. Czy jest w tym coś dziwnego? Ostatnia lekcja - eliksiry - właśnie się skończyła. Wreszcie mogłam udać się do dormitorium i pogrążyć się w upragnionej ciszy. Niestety nie na długo. Czekała na mnie fura lekcji do odrobienia, jak zwykle zresztą. Podeszła do mnie Luna.
- Hej, chyba czas wziąć się za to, co?
- Chyba masz rację - odrzekłam, po czym ruszyłyśmy obładowane książkami, zmierzając do naszego ulubionego stolika.
Luna zaczęła chichotać, wydało mi się to trochę podejrzane.
- Z czego tak się śmiejesz - zapytałam.
- Co? A nie... z niczego.. to znaczy, cieszę się, bo niedługo ukaże się nowy numer Żonglera, może i ty skusisz się i ją kupisz?
- Nie muszę, bo i tak o wszystkim mi opowiadasz - uśmiechnęłam się.
- Racja - odwzajemniła Luna.
I tak mijało nam odrabianie lekcji. W końcu skończyłyśmy.
- No, nie jest tak źle jak myślałam. Może wybierzemy się na błonie - spytała Luna.
- No... dobra. Ej, a tak w ogóle to gdzie podziała się Marietta?
- Pewnie już leżakuje sobie na błoniach i na nas czeka.
Nigdzie jej nie było, po lekcjach urwała mi się i jakoś dziwnym trafem nie dostrzegłam jej jeszcze do tej pory. Czyżby coś kombinowała? Ale nawet jeśli, to pozostaje jedno pytanie: co?
Zamyślona pozwoliłam prowadzić się przez Lunę. Nawet nie zauważyłam gdy znalazłyśmy się na zewnątrz, pod ogromnym drzewem, które rzucało cień w naszą stronę. Usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Podziwiałam w tej chwili rozległe, lekko nasłonecznione błonia rozciągające się przez większość terenu, dostrzegłam w oddali małą chatkę Hagrida. Miała swój urok i była ważnym szczegółem krajobrazu Hogwartu, choć taka mała i niepozorna. Wdychałam z zachwytem świeże powietrze, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na swym ramieniu.
Odwróciłam się i ujrzałam kogoś, kogo kompletnie się nie spodziewałam. Był to Cedrik.
- Hej, Cho.
- Cześć, co ty tu robisz?
- Ponoć chciałaś mi coś powiedzieć, Marietta namówiła mnie, żebym tu przyszedł - powiedział, puszczając jednocześnie oczko.
- Ach tak, Marietta.
To wyjaśnia, dlaczego wcale jej nie widziałam.
- Więc... - spytał już lekko zmieszany moim milczeniem Cedrik
- Ach, tak. Więc... więc... chciałam powiedzieć ci... - nie mogłam wymyślić niczego sensownego - że, przepraszam cię, że nie mogłam pójść wtedy na twój trening.
- Nic się nie stało, mówiłem ci. Nie musisz mnie za to przepraszać. Więc to tyle?
- Yyyy... tak - poczułam ulgę.
- No dobra, to nie będę Wam przeszkadzał - powiedział, po czym miał zamiar odkręcić się i odejść, lecz przerwała mu Marietta.
- Nie przeszkadzasz nam, no co ty. Możesz z nami jeszcze zostać, jeśli chcesz - uśmiechnęła się.
Po co ona na siłę chce zbliżyć mnie do niego? Gdy tylko zostaniemy same wygarnę jej to.
- Niestety, umówiłem się z kumplami i przyszedłem tu tylko na chwilkę.
- Szkoda - odpowiedziała Marie.
Cedrik powoli oddalał się od nas, zbliżając się do grupki chłopców. Poczekałam na odpowiedni moment, by w pobliżu nie było nikogo.
- Coś ty znowu wymyśliła - rzuciłam, patrząc na Mariettę piorunującym wzrokiem.
- Ale co - spytała niewinnie, udając, że kompletnie nie wie, o co mi chodzi.
- Ty już dobrze wiesz, dlaczego przyprowadziłaś tu Cedrika i powiedziałaś, że chcę mu coś przekazać? Przez ciebie wyszłam na jakiegoś głupiego, zapominalskiego gnoma!
- Wcale nie przypominasz gnoma - rzuciła
- Nie chcę, żebyś na siłę chciała nas zbliżyć, jeżeli tobie na nim zależy, to się z nim umów, a jeśli chcesz żebyśmy my się spotykali, to przestań i pozwól, żebyśmy sami zadecydowali.
- Chciałam tylko pomóc.
- Wiem, ale to nie zbyt dobra pomoc.
- Dziewczyny, dosyć. Cho ma rację, to ich sprawy, nie powinnyśmy się w nie mieszać. A teraz może już wróćmy, podam wam trochę naparu z wykopieniek na uspokojenie, tata mi go przysłał - powiedziała Luna.
- No... dobra - zgodziłyśmy się.
Ruszyłyśmy w stronę Hogwartu zachowując ciszę. Wciąż byłam ciekawa, dlaczego aż tak bardzo zależy jej na tym, bym spotykała się z Cedrikiem.



/Miało być 5 komów, a za to był tylko 1. Smutam, no nic. Mam nadzieję, że chociaż teraz dodacie ich trochę więcej co? ;) Trzeci wkrótce.