piątek, 6 grudnia 2013

'W poszukiwaniu swego znicza' Rozdział 5

No i wreszcie jest! :D Może i trochę krótki, ale za to mam wenę i już biorę się za następny rozdział. A tak na marginesie, to życzę Wam wesołych mikołajek! ^^ Miłego czytania.



- Nie mogę uwierzyć! - krzyknęłam trochę za głośno.
- No, dziwne, co nie? Podejrzane, myślę, że powinnyśmy zorganizować śledztwo - powiedziała stanowczo Luna.
- Śledztwo? - spytałam lekko rozweselona.
- Tak. No, dawaj ruszamy - złapała mnie za rękę i pociągnęłam, abym wstała.
Cała sprawa wydawała mi się dziwna. Jak on zinterpretował ten list, że wygaduje o mnie takie rzeczy? Ja, nie mogę się zdecydować? Nie rozumiem o co mu chodzi, a mówi się, że to kobiety są skomplikowane. Na początku pomysł Luny wydał mi się dziwny i śmieszny. Troszkę szalony. Ale tak w sumie, to nie jest zły pomysł. W końcu przydałoby się to wszystko wyjaśnić!
                                                                    ***
Doszłyśmy na miejsce! Stałyśmy przed wejściem do wieży gryfonów. Stałyśmy jak dwa słupy soli. Szczęśliwym trafem jakaś mała gryfonka zmierzała w naszą stronę, poprosiłam ją więc, aby zawołała Harry'ego. Z tego co wiem, to zazwyczaj o tej porze wyleguje się przed kominkiem.
Po paru minutach ukazał nam się z dużym uśmiechem.
- O, cześć. A więc to wy mnie wołałyście? O co chodzi? - spytał zaciekawiony.
- Em... Harry, mamy taką małą prośbę - uśmiechnęłam się lekko.
- Dla ciebie... - zawiesił się, zaczerwienił i szybko poprawił - znaczy dla was wszystko. Więc?
- Słuchaj, potrzebna jest nam twoja peleryna niewidka. Byś nam ją pożyczył na dzień, dwa, co? - spytała Luna, szturchając chłopaka lekko w ramię.
- Em... spoko. A mogę wiedzieć do czego się przyda?
- Jak na razie to tajemnica. Może potem ci opowiemy, ok? Proszę - zrobiłam duże oczy i lekki uśmiech.
Myślę, że podziałało.
- Dobra, zaraz przyniosę. - powiedział, po czym pobiegł w stronę drzwi ich pokoju wspólnego.

                                             ***W dniu meczu quidditcha***
Tak! Pierwsza część planu za nami. Peleryna - jest! Teraz coś trudniejszego. Na szczęście dla nas, dzisiaj mecz quidditcha. Poprosiłam Freda i Georga, aby wymyślili coś dla mnie, jakieś lekkie przeziębienie. Nauczyciele zgodzili się zostawić mnie. W końcu jestem, cytuję: "Na tyle odpowiedzialna, żeby zostać sama w szkole. Nic się nie stanie". Czas więc działać. Gdy większość już udała się na mecz, ja wzięłam różdżkę w rękę i zaczęłam szeptać zaklęcie. Po chwili pojawiła się druga ja, jako śpiąca w łóżku holograficzna Cho. Tak na wypadek, gdyby ktoś postanowił mnie odwiedzić. Natomiast ja, ta prawdziwa, schowałam różdżkę i zarzuciłam na siebie niewidkę Harry'ego. Ruszyłam na przód. Najgorzej było dostać się do pokoju domu Cedrika. Ale jakoś poszło.
Postanowiłam użyć magii by odszukać dormitorium Diggory'ego. Udało się!
Weszłam do środka. Zaczęłam szukać po jego półkach, łóżku... wszędzie.
Już miałam się poddać, gdy w końcu gdzieś pod szafką dostrzegłam przedarty na pół list. List ode mnie. Postanowiłam go sprawdzić. Usiadłam na łóżku i delikatnie złączyłam kartki.
Powinnam przebadać list na spokojnie, u siebie. Wyciągnęłam różdżkę i próbowałam przypomnieć sobie zaklęcie klonujące. Przeglądając ostatnio podręcznik z nudów natrafiłam na to zaklęcie, zaciekawiło mnie, więc spróbowałam się go nauczyć.
Wzięłam wdech. Muszę się skupić. Uniosłam różdżkę i zaczęłam wypowiadać zaklęcie, rzucając je następnie na przerwane kartki. Po chwili pojawiła się taka sama kartka. Były na niej nawet te same plamki i kłębki kurzu. Fu. Przeczyściłam kartkę i schowałam ją do kieszeni. Tą oryginalną schowałam z powrotem pod szafkę. Wstałam, otrzepałam się, poprawiłam niewidkę i wyszłam.

Byłam już u siebie. Wyciągnęłam list i za pomocą odrobiny magii złączyłam go. Zaczęłam czytać.

Drogi Cedriku
   Piszę do Ciebie w sprawie naszego… spotykania się.
   Myślę, że jesteś fajnym chłopakiem, ale nie jesteś w moim guście. W ciągu tych kilku dni zrozumiałam, że jednak nie chcę być z tobą w związku. Widzisz, zawsze Cię lubiłam, ale chyba tylko jak przyjaciela. Myślałam, że nam wyjdzie, ale jesteś inny niż myślałam. Nie pasujemy do siebie. A z resztą, zauważyłam, że ostatnio między tobą i Mariettą coś się święci. Może to z nią powinieneś być, a nie ze mną? Nie chcę odbierać Wam szczęścia, tym bardziej, że sama i tak bym z niego przy tobie nie skorzystała. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
   Przepraszam. To koniec.
                                                                                                        Cho Chang


Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytałam. Przecież to nie mój list! Pismo się zgadza, ale treść? Nie wiem, co się stało. O co w tym wszystkim chodzi?
Teraz wszystko zrozumiałam, zrozumiałam, dlaczego Cedrik był taki smętny, nie odzywał się do mnie i mówił o mnie takie rzeczy.
Patrzyłam na kartkę tępym wzrokiem. I co tu teraz zrobić? Wyjaśnić Cedrikowi, że to nie jest list ode mnie? Ale spyta się skąd go znam, skoro go nie pisałam. I co wtedy? Mam powiedzieć, że w pożyczonej od Harry’ego pelerynie włamałam się do jego pokoju i grzebałam w jego rzeczach pod jego nieobecność? Nie, nie, nie. To nie wchodzi w grę. Trzeba rozegrać to inaczej. Postanowiłam dać znak Lunie. Wiem, że trwa mecz i jej nie ma, ale nie mogę czekać. Wyszłam z pokoju wspólnego. Podążałam szybkim krokiem w stronę sowiarni, gdy nagle zauważyłam Filcha. Postanowiłam udawać duszący kaszel, gdy mnie dostrzegł.
- A co panna tutaj robi? Nie powinnaś leżeć teraz w swoim pokoju? – spytał jadowicie.
- Uh, ja…
- Tak?
- Ja idę do sowiarni. Chciałam wysłać list do koleżanki – powiedziałam z lekkim udawanym uśmiechem.
- Nie można poczekać, aż mecz się skończy? – warknął.
- Ale ja tak lubię quidditcha. Nie mogę znieść faktu, że mnie tam teraz nie ma. Wezmę jedną małą sówkę do pokoju, żebym mogła wiedzieć co dzieje się na boisku – mówiłam z rozpaczą w głosie. Było w tym trochę prawdy. Dla dobra sprawy musiałam zrezygnować z pójścia na mecz, chociaż rzeczywiście zaczyna łapać mnie lekkie przeziębienie.
- Wy i te wasze pomysły – prychnął woźny – idź.
Jest! Pobiegłam na górę po sówkę i wróciłam do swojego dormitorium. Napisałam krótki liścik do Luny: Tu Cho. Mam wiesz którą wiadomość. Jest zupełnie inna! Nie wiem o co tu chodzi. Co proponujesz? O, podaj mi wynik meczu ;)
Przywiązałam karteczkę do nóżki sowy. Szepnęłam jej, żeby obleciała boisko dookoła i uważała na piłki, po czym wypuściłam ją przez okno. Teraz pozostaje mi tylko czekać.

 /Mam nadzieję, że Wam się podobało. ;P Komentujcie. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia - piszcie śmiało. Przyjmuję UZASADNIONĄ krytykę. Niedługo next.

5 komentarzy:

  1. Nie wiem co napisać, ale podoba mi się XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie
    Radziłabym poćwiczyć zasada interpunkcji
    Z tym listem robi się coraz ciekawiej. Ciekawie kto to zrobił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za ewentualne błędy, staram się zawsze wszystko sprawdzać.

      Cieszę się, że robi się ciekawej w sprawie listu, taki był zamiar.

      Usuń
  3. Mnie się tam podobało :D Ale i tak powinna być z Potterem :P

    OdpowiedzUsuń

*Komentarz jest dla nas motywacją, a jeśli coś Ci w danym rozdziale nie pasuje lub jest błąd napisz to w komentarzu. Postaramy się to zmienić.
* Staraj się komentować treść rozdziału. :)
*Weryfikacja obrazkowa wyłączona
* Nie zostawiaj linków do swojego bloga pod rozdziałem.
*Używaj Mapy Huncwotów i Myślodsiewni