niedziela, 12 stycznia 2014

Ja i Draco rodział 9.

Przyszła sobota. Dzień egzekucji.
Razem z paroma innymi osobami stawiłam się po śniadaniu u Filcha. Nie było za wesoło. Jasną stroną było to, że byli tu też Ron i Hermiona.
-Macie - dał nam miotły.
-I co my mamy z tym zrobić?- zapytał się Ron. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Spokój- mruknął Filch- Będziecie zamiatać parter, lochy i pierwsze piętro szkoły.
-Coo?!- krzyknęliśmy chórem.
-Nie gadać tylko miotłować! -zarechotał.
Zaczęliśmy zamiatać.
 -A! I jeszcze sowiarnię trzeba zamieść!- krzyknął odchodząc. Zostawił nas z jego kotką. Tak samo wredną i zgorzkniałą jak on. Patrzyła się na nas cały czas. Siedziała tylko w cieniu, z którego było widać tylko jej świecące się ślepia. Były przerażające.
Podeszła do mnie Hermiona.
-Miotłować! Słyszałaś takie słowo?! - powiedziała Hermiona z wielkim oburzeniem.
-Oh... Daj spokój. On jest stary i mu się we łbie poprzewracało- stwierdził Ron.
-Ron!-krzyknęłyśmy z Hermioną.
-No co? Nie kłamię. -wzruszył ramionami. Ma rację.
-Jesteś... Yyych... Szkoda gadać...- stwierdziła. Ma rację. On jest strasznie bezkrytyczny.
-Luna?- zwróciła się do mnie - Jak się wam układa?
-Komu?- zapytałam zdezorientowana.
-No tobie i Draco?
-Aaa... Sama nie wiem. Nie mamy czasu się spotkać i pogadać- wyżaliłam się.
-Nic nie gadacie?
-W ogóle - jakoś tak nagle posmutniałam. Hermiona to zauważyła.
-Chodź mam pomysł. -szepnęła z błyskiem w oku.- Tylko weź miotłę.
Wzięłam ją bez sprzeciwu.
-To my z Luną pójdziemy pozamiatać w sowiarni. Jak skończymy wrócimy tutaj dalej zamiatać - Krzyknęła.
Pobiegłyśmy szybko do sowiarni. Nie wiedziałam po co. Cały czas się zastanawiałam. Na pewno nie będziemy zamiatać.
-Co tam będziemy robić?- zapytałam się.
-No to jest oczywiste! -krzyknęła.
Nie wiedziałam o co jej chodzi. Co ta dziewczyna kombinuje? Co ona chce zrobić? Wziąć miotłę i siąść na nią, i.. I... I co? Wylecieć przez okno?
-Ty tu sobie chwilkę pozamiataj, a ja skoczę po dwie rzeczy do dorminatorium.- powiedziała gdy miałyśmy.
Okej... To było dziwne. Zaczęłam zamiatać.
Wróciły do mnie wspomnienia.
On wtedy stał przy oknie.  Przodem do mnie. A może tyłem? Zresztą to nie ważne jak on stał. Ważne to co było potem. Co się zaczęło i trwa. Mam nadzieję, że będzie trwać długo. Bardzo długo. Myślę,że nie będzie to coś w stylu "będę z nią tylko do dnia, w którym się z nią prześpię", że nie zostawi mnie jak zabawkę, która się znudziła.
Szkoda, że się tak dawno nie widzieliśmy, nie rozmawialiśmy. Hermiona ma plan. Ufam jej w stu procentach.  Jest jedną z nielicznych osób, którą darzę takim zaufaniem.  W sumie zastanawiam się co ona wymyśli.
Dalsze moje rozmyślania trwały do momentu, kiedy tam doszłam.
Ile jeszcze muszę iść, żeby tam dojść? Czemu ta wieża jest tak wysoka? Zdaje mi się, czy była wcześniej niższa?
Może mi się tylko wydaje.  Pewnie, dlatego że nic mnie tam nie ciągnie. Idę, bo muszę pozamiatać. Idę i jestem pewna, że nikt i nic tam na mnie nie czeka.  To znaczy czeka, ale sprzątania ptasich odchodów miły nie nazwę.
Dobrze, że nie wiedziałam co wtedy się stanie. Kto tam na mnie czekał.
Weszłam na wieżę. Zobaczyłam tam Pansy i Mary. Nie... Inaczej ona sie nazywała. Mandy! W sumie nic w tym dziwnego nie było. Po prostu: przyszły wysłać list.
- No nareszcie! Szybciej iść nie możesz? -naskoczyła na mnie Mandy. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi.
-Tak długo kazałaś nam na siebie czekać. - wymruczała Pansy. Wyglądała w tej chwili jak wściekły mops.
-O co wam chodzi? -zapytałam zdezorientowana.
-Wiesz już dobrze. -uśmiechnęła się złowieszczo Mandy- Pansy? Jak ją ukarzemy?
Zaczęłam się bać. Nie wiedziałam, co one chcą zrobić. 
-Nie musimy jej karać od razu.- Pansy wyglądała, tak jakby miała mnie zagryźć. 
"Ciekawe czy była szczepiona?" przemknęło mi przez głowę.
- Czemu?- szatynka zrobiła smutną minę.
- Wystarczy, że zrobi nam mała przysługę.-przerwała na chwilę, żeby sprawdzić moją reakcję- Ej, co ona tak stoi? Rzucałaś jakieś zaklęcie?
Stałam nie ruchomo, tylko wpatrywałam się w nie.
 - Nie, ale mi tu jedzie tchórzem.- stwierdziła Mandy, bardziej do niej pasuje "menda". Zaczęły się obydwie śmiać.
-Co chcecie?! -wreszcie się odezwałam.
 -Ooo... Nasz aniołek jest agresywny?- zadrwiła mopsica.
-Czego chcecie?!- powtórzyłam.
-Tylko szczęścia...- odpowiedziała menda.
-To mnie zostawcie i będę szczęśliwa. Razem z Draco.
Roześmiały się.
-Owszem, owszem. Tak, tak. A ja będę druhną.- zaczęła jeszcze bardziej się śmiać Mandy.
-O, Merlinie! Najlepszy żart!-wydusiła Pansy kiedy skończyła się śmiać.

-A co? Mopsicę i mendę zazdrość zżera? -udałam, że otarłam oczy po płaczu.
-Co dziwaczko powiedziałaś?! -wrzasnęły.
-To co usłyszałyście. Zazdrość was zżera.
-Nas?!
-Tak.-uśmiechnęłam się. Znalazłam ich czuły punkt.
-My tylko chcemy Twojego dobra. -Pansy zrobiła minę niewiniątka - Nie chcemy, żebyś miała złamane serduszko.
Zaczęłam się śmiać. Patrzyły na mnie jak na wariatkę. W sumie zawsze tak patrzą.
-A to dobre!- udało mi się wydusić- Musicie mieć w tym jakąś korzyść.
-My to robimy z dobrego serca.-powiedziała Mandy.
-To jest jakiś kabaret? -zapytałam- Wiecie... Ubaw po pachy.
-Nie... My mówimy poważnie. - powiedziała mopsica.
-A kto chciał mnie ukarać? -zapytałam.
-A to... - Mandy się zacięła.
-To był żart. -szybko dodała Pansy.
-A ja mam hodowlę Nargli. -stwierdziłam.
-Wiemy to już od dawna.
-Dobra skończcie. Czekam na Mionę. -powiedziałam- Najlepiej wyjdźcie.
Nie wiedzieć czemu spowodowało w nich to wybuch śmiechu.
-Dobra... -odezwała się mopsica- Koniec cyrku.
-Z wielką przyjemnością. -odparła Mandy- To jak nam za to odszczeka?
-Wzięła bym ją Avadą, a Ty? -uznała Pansy. Chyba wścieklizna jej powróciła.
-Na pewno nie tym. Jeszcze wylądujemy w Azkabanie... A gdyby tak przypadkiem ze schodów spadła?-powiedziała menda.
-Dobry pomysł. Drętwota!-rzuciła zaklęcie mopsica.
Straciłam przytomność i spadałam powoli ze schodów.
-Coś ty zrobiła! -krzyknęła Mandy. Była wyraźnie wystraszona.
-No co? Miała spaść ze schodów! - odkrzyknęła Pansy.
-To miało wyglądać jak nieszczęśliwy wypadek! Teraz będzie wiadome, że to my!- krzyczała przerażona Mandy- Jesteś idiotką!
-Coś ty powiedziała?! Ja?! Przecież ty wszystkiego nie powiedziałaś!
-A to nie logiczne? -zapytała retorycznie Mandy.
-Dobra... Chodź już szybko! -zaczęły zbiegać po schodach- Nie chcemy, żeby ktoś nas zobaczył.
-Już, już...-powiedziała szatynka i jej oczy rozbłysły- Ale dobrym pomysłem było podszycie się za Hermionę.
-To było genialne!- krzyknęła dziewczyna z twarzą mopsa.
-Zamknij się! Bo ktoś nas usłyszy! -syknęła Mandy.
Przeszły nad moim ciałem.
-Dobrze jej tak- zachichotała kopiąc mnie Pansy.
Obudziłam się w skrzydle szpitalnym z ostrym bólem w tylnej części głowy.

__________

Przepraszam, że tak długo czekaliście!
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
 Liczę na komentarze!