poniedziałek, 29 czerwca 2015

Ja i Draco. Rozdział 24



Kolejna koszmarna noc. Tym raz już nie przepłakana, co jest jakimś plusem. Jeśli mam wybierać to z tych najgorszych, ta jest najlepsza. Przecież nie wylałam ani jednej łzy. To tylko obudziło mnie to dziwne uczucie w brzuchu. Nie było to nic przyjemnego. Szczerze mówiąc, to i tak nie jest najgorsze. Zawsze może być gorzej.
Zaspana otworzyłam oczy. Nie zdążyłam się dobrze rozbudzić, a już otwierałam drzwi od łazienki, by po chwili uklęknąć nad sedesem.
Wycieńczona położyłam się na podłodze z nadzieją, że dziewczyny nie znajdą mnie w takim stanie. Cho widywała mnie w gorszych momentach, ale to nie byłoby przyjemne dla obu stron.  Kamienna posadzka, mimo że zimna, to jednak była wygodna. Jak na sytuację, było dość przyjemnie, choć to nie szczyt moich marzeń. Chciałam znowu leżeć w jego ramionach tak jak tamtej nocy. Chciałam, żeby to się powtórzyło. Wtedy było tak pięknie. Razem na jednym łóżku, przytuleni do siebie i szczęśliwi. A może nie? Może on nie był ze mną szczęśliwy, może to mi się tylko wydawało? Nie znałam go za dobrze, choć miałam takie wrażenie. Byłam zbyt łatwowierna. Dostrzegłam to dopiero wtedy, kiedy leżałam samotnie na zimnej posadzce modląc się o przypływ sił. Powinnam być ostrożniejsza. Jakoś sprawdzić, czy nie żartuje, ale przecież z natury jestem marzycielką. Marzyłam przez tyle lat o księciu z bajki, a tu się zjawił.  Zdawał się być taki idealny, czuły, troskliwy… Przy nim czułam się szczęśliwa, ale jednak dziś przy Neville’u poczułam się szczęśliwsza niż kiedykolwiek. To było takie szczęście, którego nawet z  Draco nie zaznałam…

***

Obudził mnie przerażony pisk. Otworzyłam oczy. W drzwiach od łazienki stała Padma.
- Padma! Co się…  – do łazienki wbiegła Cho, kiedy mnie zobaczyła ucięła pytanie w połowie – dzieje? Luna? Co się stało?
- W nocy zrobiło mi się niedobrze i poszłam do łazienki. Nie miałam siły wrócić, więc położyłam się na podłodze i najwidoczniej usnęłam. – wyjaśniłam.
- A teraz masz siłę? – zapytała podając mi dłoń.
- Sprawdzimy. – z trudem podciągnęłam się na jej dłoni. Puściła mnie, a ja spróbowałam zrobić krok do przodu. Udało się. Potem drugi, trzeci, czwarty jakbym na nowo uczyła się chodzić. Piąty, szósty, siódmy już byłam przy drzwiach. Jasne światło wpadające przez okno pokoju na chwilę mnie oślepiło. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy znowu otworzyłam cały pokój zawirował przed moimi oczami. Coś zaczęło ciągnąć mnie w dół. Złapałam się pierwszej rzeczy, żeby nie polecieć. Padma zapiszczała. Doszło do mnie, że jej się przytrzymałam.
- Dziewczyny! Posadźcie ją na łóżku. – rozkazała Cho. – Ja szybko pójdę się ubrać i zaprowadzę Lunę do skrzydła szpitalnego.
- Jasne… Chcesz po prostu się pierwsza wyszykować i wcale nie będziesz się śpieszyć! Dziś jest moja kolej! – krzyknęła Padma.
- Padmo, Luna jest moją przyjaciółką. Martwię się o nią i nie pozwoliłabym, aby musiała dłużej cierpieć. – moja przyjaciółka zachowała stoicki spokój.
- Chyba wytrzyma. Nie wygląda na tak słabo.
- Prawie zemdlała! – krzyknęła Cho. – Trzeba ją będzie szybko zaprowadzić do pani Pomfrey.
- No dobra… Zrobię to tylko ze względu na nią! –młodsza z Krukonek odpuściła – Ale Ty następnym razem tracisz kolejkę.
Cho weszła do łazienki. Dziesięć minut później przemierzałyśmy szkolne korytarze. Przeszłyśmy przez drzwi Skrzydła Szpitalnego.
- Co się stało? – spytała się pielęgniarka, gdy tylko nas zauważyła.
- Moja przyjaciółka w nocy źle się czuła i zasłabła w łazience. Rano ją tam znalazłyśmy. – wyjaśniła Cho. Ja nawet nie miałam siły się odezwać.
- Posadź ją tu. – wskazała na wolne łóżko. – A teraz możesz już iść. Ja się nią zajmę.
- Do widzenia. – powiedziała.
Zostałam sama z panią Pomfery, która mnie badała. Nie zwracałam wielkiej uwagi na to, co robi.
- Wymiotowałaś rano?
- Nie, tylko w nocy.
- Dobrze, dobrze… - mruknęła, odwróciła się na pięcie i odeszła w stronę kredensu. Po chwili wróciła z fiolką, której był jaskrawoczerwony, święcący się płyn.
- Proszę, wypij to. Ten eliksir powinien zacząć działać za jakąś godzinę. Niestety, jak na razie nie mam niczego, co by działało szybciej. - zmartwiła się. Wzięłam od niej fiolkę. Była ciepła. Przysunęłam nos do jej wylotu i oszołomiła mnie słodkość tego zapachu. Źle się nie zapowiada. Zachęcona, pewna, że to dobry eliksir, szybko go wypiłam. Najpierw nie poczułam jego smaku, dopiero po chwili uderzyła mnie jego gorycz. Skrzywiłam się. Zapowiadał się przecież taki dobry!
- Jak będziesz się dobrze czuć, to wypuszczę cię jeszcze dziś wieczorem. – powiedziała i wyszła z sali. 
                W Skrzydle oprócz mnie nie było nikogo. To dobrze mam czas, aby pomyśleć o tym, co się dzieje wokół.
                Dlaczego nie wiem co czuję? Dlaczego nie wiem, którego wolę?
                Przecież z Nevillem od zawsze się rozumiałam. Był moim najbliższym przyjacielem. Był mi bliższy niż ktokolwiek inny. Czasem nawet bliższy niż Cho. Dopiero od niedawna obydwoje są dla mnie tak samo bliscy. To, co on do mnie czuje, jest na pewno szczere i prawdziwe. Neville nigdy by mnie nie zranił. Nie wiem czy potrafiłabym z nim być… Nie wiem, czy to by nam się udało… Chociaż Neville’owi bardzo ufam, a to ważne. Jednak czy to nie byłoby dziwne? Znam go tyle lat… Przez cały ten czas nie widziałam w nim kandydata na chłopaka, a teraz? Sama nie wiem. On jest dla mnie przyjacielem, a nawet kimś więcej… Czy to jest wystarczająco silne, żebym zapomniała o Draco? Jak ja sobie to wyobrażam? Dalej czuję coś do Draco. On dalej jest w moim sercu. Cały czas go kocham, cały czas chcę z nim być. Lecz po tym co mi zrobił czy warto kto kontynuować? Nie wiem, czy bym potrafiła z nim być po tym wszystkim… Mam szansę zacząć wszystko od nowa. Powinnam to wykorzystać. Neville zawsze był gotów mi pomóc, był przy mnie mimo wszystko. Był moim najlepszym przyjacielem, ale jeśli coś nie wyjdzie? Jeśli go stracę na zawsze? Nie chcę tracić przyjaciela, choć i w ten sposób mogę go stracić.
                Na takich rozmyślaniach minęło mi pół dnia. Nie byłam pewna czy dobrym krokiem będzie wybranie Neville’a, ale to i tak będzie jak na razie mniej bolesne wyjście. Może coś z tego będzie…
- Cześć. – usłyszałam nieśmiały głos, który przerwał moje rozmyślania.
- Neville! – ucieszyłam się. – Jak dobrze, że przyszedłeś!
                Gryfon się zaśmiał. Jego obecność sama w sobie była pokrzepiająca. Dodawał mi siły.
- Jak się czujesz?
- Teraz dużo lepiej. To chyba twoja obecność tak działa. – powiedziałam bez namysłu, ale taka była prawda. Dodawał mi siły.
Poczułam, że krew napływa mi do policzków. Opuściłam głowę, a on znowu się cicho zaśmiał.
- Dowiedziałem się od Harry’ego, że tu jesteś. – powiedział. – Od razu po lekcjach do Ciebie przyszedłem, wiesz?
Uśmiechnęłam się powoli kiwając głową. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Było w nich coś pięknego. Może nie były tak cudowne jak Draco, ale jednak piękne. Jak wcześniej mogłam tego nie zauważyć?
- Czemu tu jesteś? – zapytał po kilku minutach ciszy.
- W nocy źle się czułam i zasłabłam w łazience.
- Ale teraz jest już dobrze?
- Tak – uśmiechnęłam się. Nawet bardzo, dodałam w myślach.
- Kiedy wyjdziesz?
- Jeśli będę się dobrze czuła, to nawet dziś wieczorem. – odpowiedziałam.
- Wyglądasz, jakbyś się czuła bardzo dobrze. – stwierdził. – Na pewno się na kolacji zobaczymy.
- Czuję się bardzo dobrze. – zapewniłam go.
                Milczał. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Podciągnęłam się do pozycji siedzącej. Położyłam dłoń obok jego. Spojrzał na nie i przykrył swoją ręką moją. Znowu patrzyliśmy się sobie w oczy. Przybliżyłam się do niego. Próbował coś powiedzieć, ale jakby nie potrafił. Jeszcze bardziej się zbliżyłam. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Teraz była jego kolej. Jeszcze chwilę tak siedzieliśmy. Wolną ręką pogładził mnie po policzku i w końcu mnie pocałował!
                Całował inaczej. Tak nieśmiało, tak niepewnie, ale zarazem tak bardzo słodko. To było coś nowego.
- Wiem, że wam przeszkadzam. – do skrzydła wszedł Draco. Jego głos był pełen pogardy i chłodu.
- Po co przyszedłeś? – spytał Neville. Twarz miał całą czerwoną.
- Powiedzieć, że najpóźniej jutro wieczorem Pomyluna ma mi oddać moje rzeczy.
- Z przyjemnością. – powiedziałam. Starałam się brzmieć obojętnie, lecz w środku byłam zdruzgotana.
                Jak on musi się teraz czuć? Pewnie okropnie… Musi mnie nienawidzieć.
- Możecie kontynuować. – rzucił i wyszedł.
                Jednak nie przeżywa tego.
                Nie powinnam już o nim myśleć.
                Wiem już, co powinnam zrobić.
                Będę z Nevillem. 

______________________

Uh... Wy naprawdę mnie znienawidzicie za to. Nie dość, że tak rzadko rozdziały są, to jeszcze Lunę z Nevillem swatam! Okropieństwo, nie? 
Teraz są wakacje. Rozdziały powinny być częściej. Możliwe, że pojawią się też jakieś miniaturki. 
Kolejny rozdział za 5 komentarzy, okej? ;)