sobota, 6 maja 2017

W blasku srebszystej tarczy. Rozdział 3


                Obudziłam się bardzo niewyspana, co nie było niczym dziwnym po pierwszej nocy w szkole. Położyłyśmy się spać około trzeciej nad ranem, a tych kilka godzin snu było dla mnie dość ciężkie i niespokojne. Śniło mi się, że pływałam w jeziorze pod wodą był wąż morski wydający upiorne dźwięki. Kiedy się obudziłam, okazało się, że było to po prostu chrapanie Audrey.
                Rozejrzałam się po pokoju. Łóżko Mel było już pościelone, a ona pewnie szykowała się już w łazience. Była rannym ptaszkiem, ale nie przeszkadzało jej to usypiać w każdym miejscu i w każdej pozycji. Zawsze wstawała przynajmniej pół godziny przede mną. Czasami nawet widziałam ją dopiero na śniadaniu. Zawsze udawało jej się zachowywać tak cicho, że żadnej z nas nie pobudziła. Audrey była jej przeciwieństwem: często zasypiała, a jeśli wstała przed nami, to szykując się robiła dużo hałasu. Zazwyczaj to ja ją budziłam i dlatego zdążała na lekcje.
                Melanie wyszła z łazienki.
– Chyba nie spałaś najlepiej. Masz okropnie podkrążone oczy. To wygląda strasz…
                Rzuciłam jej pełne nienawiści spojrzenie.
– Chociaż nie jest tak źle, dopóki się tak nie spojrzysz.
– Widzę, że komuś humorek od rana dopisuje. – nie myślałam, że będę brzmieć na tak zmęczoną.
– Jest taka piękna pogoda! Zobacz tylko! – podeszła do okna i rozsunęła szerzej zasłony. – Słyszysz jak ptaszki wesoło śpiewają?
– Jesteś niemożliwa. – pokręciłam głową. – Jak możesz mieć tyle energii?
– Spałam w pociągu i mam nadzieję, że po lekcjach jeszcze trochę pośpię.
– Zobaczymy najpierw, ile będziemy mieć lekcji.  Ciekawe, co dziś będziemy miały…
                Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki.
– Obudzisz ja za jakieś dziesięć minut? – spytałam przed wejściem.
– Jasne.
                Nasza łazienka była średniej wielkości kwadratowym pomieszczeniem. Jej ściany wyłożone złotymi płytkami z czerwonymi akcentami. Po lewo od drzwi znajdował się prysznic, a obok niego sedes. Po drugiej stronie pomieszczenia stały szafki z naszymi przyrządami toaletowymi. Wszystko było już poustawiane na swoich miejscach. Wzięłam potrzebne mi rzeczy i stanęłam przed lustrem wiszącym naprzeciwko drzwi. Oparłam dłonie o umywalkę i spojrzałam na swoje odbicie.
                Wyglądałam fatalnie. Niczym narkomanka na głodzie, u której jedynymi kolorami na twarzy były niebiesko-fioletowe sińce pod oczami. Moje oczy były przekrwione, co po zbyt małej ilości snu było dla mnie normalne. Lecz w najgorszym stanie były moje włosy. Próbowałam je rozczesać, ale w dalszym ciągu z prawej strony były oklapłe, a z drugiej moje loki były całkowicie poplątane.
– Ech… I jak tu cię doprowadzić do porządku?

***
                Nawet nie miałam zamiaru podnosić z podłogi resztek jest przeklętej gumki. Kucyk, który był moim jedynym ratunkiem, zawiódł. Tak konkretniej to gumka zawiodła.
– Wow, Ruda! – usłyszałam za sobą znajomy, równie sarkastyczny jak i niski głos, który gdyby miał innego właściciela, byłby całkiem przyjemny. Głos należał do Scorpiusa Malfoya, dlatego też jeśli miałabym do wyboru słuchać go przez godzinę, a zostać zamknięta na cały dzień w lochach z bzyczącą muchą, wybrałabym to drugie. Ona wydawałaby mniej irytujące dźwięki.
– Czyżbyś przez wakacje zajęła się hodowlą ptaków? Zdradzisz mi co to za gatunek, który zakłada gniazda we włosach?
                Odwróciłam się powoli i z godnością. Starałam się patrzeć na niego z wyższością, jakbym miała nad nim jakąś przewagę. Często tak robiłam, pomimo że musiałam zadzierać wysoko głowę, bo był ode mnie wyższy o jakieś ćwierć metra. Dawałam mu też przy tym do zrozumienia, że wiem o nim coś, czego nie powinnam, a on nie chciałby, żeby to wyszło na światło dzienne. Szybko robił się wtedy potulny jak baranek.
– Aż tak się za mną stęskniłeś przez wakacje? Zagadujesz mnie już z samego rana, ale słabo ci to wychodzi. Powinieneś się wstrzymać i wysilić nieco te swoje szare komórki.
– Oj, Weasley, Weasley… Nie wiesz, że lubię działać pod wpływem impulsu? To jest najlepsze.
                Ktoś obcy patrząc na nas z boku mógłby powiedzieć, że to tylko przyjaciele droczą się ze sobą, ale dla nas nie była to jakąś zwykła, żartobliwa sprzeczka. To coś większego, ważniejszego i o wiele bardziej negatywnego. Dobrze wiedzieliśmy, że przez wakacje wyszliśmy z wprawy, a przecież była to walka o honor. Nie mogłam przegrać.
– Chcesz mi powiedzieć, że w ogóle nie myślisz? – uniosłam brew. – Wierz mi, już dawno to odkryłam. Mniej więcej wtedy, gdy złamałeś sobie nos.
                Scorpius podszedł do mnie. Nachylił się tak, żeby jego usta znalazły się na wysokości mojego ucha i wyszeptał:
– Obydwoje wiemy, z czyją pomocą się to odbyło.
– Chyba nie próbujesz mi powiedzieć, że było to w pełni zaplanowane działanie. – zaakcentowałam ostatnie słowa. Odsunął się ode mnie, a spojrzałam na jego twarz. Jego mina znaczyła tylko jedno. Tym razem ja wygrałam.
– To dopiero początek.  – odszedł w kierunku w Wielkiej Sali.

***
                Idąc na historię magii byłam w nieco lepszym nastroju. Byłam dalej zmęczona i niewyspana, ale na szczęście przy śniadaniu wypiłam kawę. Dzięki temu czułam się jak człowiek a nie trup. Audrey udało się zrobić mi koka, przez co nawet go przypominałam.
                Weszłam do klasy jako jedna z pierwszych osób. Było już tutaj kilka osób z Hufflepufu i Ravenclaw. Póki co żadnego Gryfona ani Ślizgona. Usiadłam przy ścianie w piątym rzędzie. Patrzyłam jak przez dziesięć minut sala powoli się zapełnia. Uczniowie wchodzili dwójkami lub trójkami, rzadko kiedy pojedynczo. Niestety nikt z moich nie miał zamiaru kontynuować nauki tego przedmiotu. Nie było im to do niczego potrzebne. Uważali to za zbędny, nudny przedmiot, ale mnie to interesowało, chociaż nie tak mocno jak zielarstwo czy eliksiry.
                Ze ściany wyłonił się profesor Binns. Pamiętam, że, kiedy go po raz pierwszy zobaczyłam, byłam w szoku. Nikt z mojej rodziny nie poinformował mnie wcześniej, że jednym z nauczycieli jest duch. Uznałam to za coś sensownego, bo kto lepiej opowie o wydarzeniu niż osoba, która je przeżyła? Po pierwszym liście do rodziców wszystko się wyjaśniło. Binns po prostu zmarł w szkole jako nauczyciel i z jakiegoś powodu nie poszedł dalej. Było mi go wtedy szkoda, ponieważ musiał pracować całą wieczność bez szans na emeryturę.
– Witajcie. Od tego roku zaczynacie przygotowanie do Okropnie Wyczerpujących Testów Magicznych. Materiał z poprzednich lat będzie rozszerzany o nowe wiadomości i źródła, których dotychczas nie mieliście. Wszystkie wydarzenia będziemy omawiać chronologicznie – profesor zaczął lekcję. Po krótkim wstępie przeszedł do tematu lekcji. Jego głos działał na jeszcze bardziej usypiająco niż zwykle. Nie mogłam przecież tak po prostu usnąć na lekcji pierwszego dnia…

***
                Audrey czekała na mnie przed wejściem do szkoły.
– Pospałaś na historii magii? – zapytała ziewając.
– Nigdy w życiu! Wiesz, że nie śpię na lekcjach! Było ciężko, ale jakoś dałam radę. – uśmiechnęłam się.
Roześmiała się.
– Wróżbiarstwo poprawiło mi humor. Mel wywróżyła mi, że ten rok skończy się dla mnie ogromnym sukcesem. Trelawney z kolei dodała, że w najbliższych czeka mnie wiele pozytywnych zmian w moim życiu.
                Z całego serca gardziłam wróżbiarstwem. Sztuki jasnowidzenia nie można było się nauczyć od tak. Z tym trzeba było się urodzić, a niewielu czarodziejów miało to we krwi. Przepowiednie uczniów albo były nietrafione, albo były tak ułożone, że spełnić je mogło praktycznie wszystko. Nie wierzyłam w nie. Czym innym była numerologia, do której należało się przyłożyć, żeby zrozumieć jak duże znaczenie miała moc poszczególnych liczb. Te przepowiednie zazwyczaj się spełniał, chociaż czasami przeszkadzały w tym czynniki niewzięte wcześniej pod uwagę. Moim zdaniem Audrey wybrała wróżbiarstwo, dlatego że było dość proste, a jej zdaniem także ciekawe i przydatne w życiu.
– Czy ona nie mówi ci podobnych rzeczy co roku? – spytałam.
– Owszem, ale co roku ma rację. Zawsze jak coś powie, to się tak dzieje. Wiesz przecież, że wywróżyła mi związek z Albusem.
– Mówiłaś, że powiedziała ci tylko coś o jakimś brunecie, więc sama go wybrałaś.
– Ech… – westchnęła czarnowłosa. – Obydwie dobrze wiemy, że twoje wewnętrze oko jest zamknięte i w ogóle nie działa, dlatego proszę, nie wypowiadaj się o jasnowidzeniu.
                Jej wypowiedź oznaczała, że kończymy tę dyskusję. Zawsze się tak kończyło, ponieważ „jej wewnętrzne oko jest szeroko otwarte na wszystkie szczegóły i wielu czarodziei może jej go pozazdrościć”.
                Zaczęłyśmy iść wąską ścieżką w kierunku szklarni. Czekały nas teraz dwie godziny zielarstwa z profesorem Longbottomem. Dla mnie i moich krewnych profesorem był tylko podczas lekcji oraz kiedy przychodził do nas jako opiekun domu. Po tym z powrotem stawał się wujkiem Nevillem.  
Już z daleka było widać otwarte drzwi do szklarni, w której miałyśmy mieć zajęcia. Zdecydowałyśmy, że nie będziemy jeszcze do niej wchodzić. Chciałyśmy się nacieszyć się tym przyjemnym ciepłem na zewnątrz, które zdarzało się dość rzadko. Żadnego wiatru, żadnych chmur, tylko tyle pięknych promieni słonecznych.
– Jeszcze zdążymy się wysiedzieć w tej dusznej, szklanej klatce, nie? – mugolaczka zapukała w szybę. Kilku uczniów spojrzało się nas.
– Wiesz, że każda chwila z roślinami jest dla mnie najlepsza. – odpowiedziałam.
– Tak jak z eliksirami.
– Dokładnie!
To były moje dwa ulubione przedmioty. Rośliny i ich zastosowania były moją pasją. Szczególnie jeśli były stosowane w eliksirach lub celach leczniczych. Z tym właśnie wiązałam swoją przyszłość. Chciałam zostać uzdrowicielką. Zawsze uwielbiałam pomagać ludziom. Czułam się przez to lepszym człowiekiem, bo mogłam po prostu zrobić coś dla kogoś lub dać komuś radość. To było najlepszym uczuciem, jakie znałam, widzieć jak na kogoś twarzy pojawiał się uśmiech. Albus powtarzał mi, że nie znał większej altruistki ode mnie, ale też jako jedyny dostrzegał mój wewnętrzny egoizm, którego w sobie nienawidzę. Altruizm, mimo że jest dla mnie naturalny i przychodzi sam, to jest głównie dla równowagi. Mój najbliższy kuzyn i tak powtarzał mi, że powinnam poświęcać więcej myśleć o sobie, czasem skupić się na swoich potrzebach, a nie wszystkich wokół.
Skończyłam rozmyślać, gdy brunetka szturchnęła mnie łokciem.
– Wchodzimy – mruknęła.
Wybrałyśmy miejsca po środku szklarni. Lepszych po prostu nie było. Były na tyle blisko, by dokładnie słyszeć nauczyciela i na tyle daleko, by móc swobodnie rozmawiać.
– Ja widzę, mój kok się jeszcze trzyma –szepnęła Audrey, kiedy zaczynałyśmy przesadzać czyrakobulwy.
– Nie wiem, jak udało ci się go zrobić bez użycia magii.
­– Skąd wiesz, że nie rzuciłam żadnego zaklęcia?
– Moje włosy tym razem nie płonęły – zaczęłam wspominać, jak na drugim roku trafiłam do Skrzydła Szpitalnego ze spalonymi włosami i poparzoną głową, bo brunetka wspomagała się czarami przy prostowaniu moich loków. Spędziłam tam tylko noc, ale wspomnienie uczucia odrastających w tak szybkim tempie włosów jest dalej nieprzyjemne. Następnego ranka i tak były o połowę krótsze.
– One są zawsze płomienne.
– Tylko w takiej postaci toleruję ich ognistość. I niech tak zostanie.

***
Wychodząc ze szklarni Audrey odetchnęła z ulgą.
– Jak to dobrze oddychać świeżym powietrzem.
– Nie przesadzaj…
– Przesadzania mam w tej chwili serdecznie dość. – przewróciła oczami.  – Wiem, że nie ma dla ciebie lepszego zajęcia. Transmutacja teraz?
– Tak. Jak myślisz, dlaczego dyrektorka przygotowuje do owutemów?
– Może po prostu nie ufa na tyle Kenethowi?  
Wchodziłyśmy po schodach na pierwsze piętro. Ten zamek miał wiele różnych przejść i niezliczoną ilość schodów. Dziwiłam się, że ani razu się w nim nie zgubiłyśmy.
Przez drzwi do klasy zobaczyłam dyrektorkę.
– O, nie! – krzyknęłam. – Nie mam zamiaru się do niej spóźnić.
 Nie wiedziałam, która jest godzina, ale skoro McGonnagal była w klasie, lekcja musiała się zacząć. Wbiegłam do klasy.
– Dzień dobry, pani profesor – wysapałam.
– Dzień dobry. Panno Weasley, nie ma co się śpieszyć. Proszę wziąć przykład z panny Smith – odpowiedziała mi. Audrey właśnie wchodziła do klasy.
Tutaj ławki były pojedyncze. Zajęłyśmy z Audrey miejsca koło siebie. Siadając tuż pod oknem, czułam, że ktoś się na mnie patrzył. Odwróciłam się w tamtym kierunki i zobaczyłam, że z drugiego końca sali Malfoy zabijał mnie swoim wzrokiem.
– Zaczynacie już szósty rok nauki. Jest to początek przygotowań do Okropnie Wyczerpujących Testów Magicznych, dlatego też zdecydowałam się nauczyć tego przedmiotu na szóstym i siódmym roku nauki. Jako dyrektorce szczególnie zależy mi na tym, abyście zdali te egzaminy jak najlepiej. Nie chciałam też porzucać posady nauczyciela, by w pełni zająć się zarządzaniem szkołą. Po tylu latach pracy w tej w szkole posiadam bardzo dużą wiedzę, którą zawsze staram się przekazywać uczniom jak najdokładniej, co jest niezbędne zdania owutemów.
Miała rację. Jej wiedza na temat transmutacji i zdolności w tej dziedzinie były co najmniej na wybitnym poziomie.
Nagle wpadła do głowy mi pewna myśl, która pomoże mi wspierać Inez. Potrzebowałam tylko pomocy kogoś doświadczonego w tym temacie, a najlepsza osoba, która mogłaby mi pomóc właśnie ma mnie nauczać przez najbliższe dwa lata! Tylko jak ją poprosić o prywatne lekcje, żebym mogła zostać animagiem?   

____________________________________________________

Hej!
Nigdy wcześniej nie napisałam tak długiego rozdziału. Mogę powiedzieć, że moja wena częściowo powróciła. Miałam teraz wolne, więc dużo czasu poświęciłam na napisanie tego rozdziału i zaplanowanie kolejnych. Wpadły mi też pomysły na kilka miniaturek. 
I co najważniejsze. Jak Wam się podoba rozdział? Opowiadanie zachęca Was do dalszego czytania? 

2 komentarze:

*Komentarz jest dla nas motywacją, a jeśli coś Ci w danym rozdziale nie pasuje lub jest błąd napisz to w komentarzu. Postaramy się to zmienić.
* Staraj się komentować treść rozdziału. :)
*Weryfikacja obrazkowa wyłączona
* Nie zostawiaj linków do swojego bloga pod rozdziałem.
*Używaj Mapy Huncwotów i Myślodsiewni